Motocykliści terroryzują mieszkańców głośnymi wydechami? We Wrocławiu

O ciekawej sprawie można przeczytać we wczorajszym wydaniu Gazety Wrocławskiej. Chodzi o kwestię nadmiernego hałasu motocykli, które podobno „terroryzują codziennie setki czy tysiące ludzi”.

Sprawę zbadał jeden z reporterów GW. Okazuje się, ze policja posiada sonometry, czyli specjalne urządzenia, którymi bada głośność wydechów, ale patrol nie może poprzestać na wyniku badania przeprowadzonym na ulicy i musi skierować kierowcę wraz z motocyklem na profesjonalne badanie w stacji diagnostycznej.

Foto: www.revzilla.com
Foto: www.revzilla.com

Podczas badania emisja hałasu najczęściej jest w normie, bo motocyklista zakłada między czasie tłumiki wyciszające. Sprawa zamknięta. Dziennikarzowi GW nie udało się dowiedzieć, ile takich spraw zdarza się w ciągu roku, bo policja nie prowadzi statystyk dotyczących hałasujących motocykli. Wiadomo jedynie, że jest ich niewiele właśnie dlatego, że trudno zmusić motocyklistów do wyciszenia maszyn.

Z kolei sami motocykliści uważają podobno, że dzięki głośnym wydechom kierowca samochodu szybciej usłyszy jednoślad, a co za tym idzie, dostrzeże pojazd w lusterku.

Czy niektóre wydechy są za głośne? Powiedzmy sobie szczerze – pewnie tak. Czy policja powinna uzyskać narzędzia ułatwiające karanie takiego procederu? Niestety w naszej rzeczywistości skończyłoby się to zapewne w ten sposób, że policja zaczęłaby rozdawać mandaty również tym właścicielom motocykli, których maszyny przekraczałyby normy nieznacznie.

Przypomnijmy jeszcze, że norma wynosi 94 db dla silnika o pojemności mniejszej niż 125 cm3 i 96 db dla silnika o pojemności większej niż 125 cm3.

Źródło: gazetawroclawska.pl

Jeden komentarz

  1. Powiem tak – od zawsze się wszyscy z motocyklistami spierają o wydechy. Prawda jest taka,że wszyscy się przyzwyczaili do nowszych samochodów,gdzie nawet silnika nie słychać. W efekcie często mi „grożono” pomiarem głośności w….. Jawie 350 TS,w której wszystko w wydechach jest fabryczne….. Dodam od siebie,że Jawa produkuje na przeglądzie ledwo 90 dB. Ale \ jestem „odwiedzany” przez policję czy graniczną,bo sąsiadom przeszkadza odpalenie motocykla,rozgrzanie do jazdy(na obrotach jałowych bez gazowania) i wyjazd spod mojego garażu. Szczęśliwie panowie zarówno ze straży jak i z Policji sami jeździli w młodości takimi sprzętami i jak do tej pory kończy się na osłuchaniu silnika bez skierowania na badania czy nawet pomiaru w warunkach polowych hałasu…..

    Druga sprawa – jak sportowy motocykl mający ponad 200 zapłonów na sekundę ma być cichy?
    Nie dość,że fizycznie nie jest to możliwe to jeszcze mało miejsca na układ wydechowy praktycznie uniemożliwiają chociażby zbliżenie się do granicy hałasu generowanego przez samochody. Samochody czasami mają i 3 „puszki” wyciszające,do tego jeszcze osłona termiczna,osłona pod miską olejową i osłona pod maską. Otwierasz maskę a tam silnika nie widać….

    Moja rada – każdy wydech spełniający homologację i emisję hałasu ma wybite E i jakiś tam numerek,przykładowo E12. Jeśli wydech nie ma tego wybitego to nie spełnia homologacji i tym samym nie może się poruszać po drogach,za co zabierany jest dowód. Skierowanie na badanie hałasu jest w momencie,kiedy fabryczny wydech nie spełnia norm(rozwiercanie i takie tam zabiegi). Problem pozostaje z ludźmi montującymi specjalne systemy w wydechach pozwalające przy pomocy zaworka specjalnie „otwierać” wydech i go zamykać w zależności od sytuacji. Przełączenie trwa kilka sekund,tuż po skierowaniu na badania za jednym zamachem robi przegląd i po wyjechaniu z przeglądu może z powrotem sobie „podgłośnić” wydech. Na takich ludzi nie ma niestety rady…

    I z tym „terroryzmem” to jak zwykle reporterzy szukają sensacji,za to im się płaci….

%d bloggers like this: