Czy potrzebujesz „Motocyklowych strategii ulicznych”? Po co, przecież wiesz już wszystko

Przyznam się bez bicia, że książki motocyklowe omijam szerokim łukiem. Po prostu wolę sam przeżywać motocyklowe przygody, niż czytać o cudzych. Z kolei poradniki dotyczące dwóch kołek można bez problemu znaleźć w Internecie, wiec po co za nie płacić?

Z tych powodów po książkę Marka Pepetii sięgałem równie chętnie jak po mandat, który wręczył mi ostatnio niebieski jak niebo pan policjant. Radości z obcowania z lekturą nie zwiększyła również czarno-szara okładka, która kojarzy się z podręcznikiem do chemii lub zeszytem ćwiczeń z techniku o profilu mechanicznym.

Zupełnie nie przemówił do mnie tytuł, który natychmiast zapomniałem. Podtytuł o wiedzy objawionej jaką stanowi „101 sposobów na uniknięcie wypadku” też jakoś nie bardzo. Przypomina mi te wszystkie te publikacje o stu przepisach na sukces, zwycięstwo, powodzenie w miłości i udane życie po życiu.

Foto: Inforiders.pl

Mówiąc krótko, do „Motocyklowych strategii ulicznych” podszedłem jak abstynent do butelki Żubrówki. I miałem równie wiele zapału. No, ale obowiązek to obowiązek. Rzuciłem okiem na spis treści, który stanowią nazwy poszczególnych sytuacji na drodze, na przykład „Cofający na farta” lub „Żartowniś za kierownicą” i prawie zasnąłem. Szkoda że wszystkie tematy zostały ułożone jeden pod drugim bez żadnych rozdziałów, np. sytuacje związane z włączaniem pojazdów do ruchu lub przypadków dotyczących zdarzeń bezpośrednio na drodze. Komuś zabrakło wyobraźni, bywa.

Kolejna strona przeznaczona jest zazwyczaj na przedmowę… nuda… Ale nie tym razem, bo w zwyczajowym miejscu zarezerwowanym na wywód o tym, jak powstało arcydzieło literatury, które czytelnik ma właśnie w ręku, zamieszczony został tekst zatytułowany „Płacz motocyklisty”. Dobre hasło i jak ulał pasujące do moich utyskiwań na temat książki wydawnictwa ICEmark.

„Płacz motocyklisty” napisał Adam Luranc, działający na platformie Riderblog.pl. Dowiedziałem się, że Luranc to przede wszystkim facet, który pisze o motocyklach dużo, a co ważniejsze, na tyle dobrze, że został wyróżniony statuetką Blogera Roku 2015 przez portal Ścigacz.pl.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Luranc pisze ostro i mocno, np. „ (…) ostatnio działają mi na nerwy te wszystkie (…) kretyńskie naklejki „trzeba zapi***lać” czy „patrz w lusterka”… Matko święta. To Ty patrz przed siebie kozacki motocyklisto i wypatruj zagrożenia z palcami na klamce, bo kierujący samochodem ma Cię gdzieś. A ma Cię tam dlatego, bo Cię jeszcze nawet nie widzi (…).”

Czytając wywody Luranca momentami miałem ochotę poklepać po plecach, a za moment strzelić przez łeb, ażby nakrył się nogami, ale to jest dobre, bo tezy blogera zasadniczo są słuszne i zmuszają do rewizji niektórych poglądów, a przynajmniej zastanowienia nad nimi.

Po niezłej rozgrzewce, którą zaserwował mi Bloger Roku 2015 siłą rozpędu zabrałem się za notkę autora książki, którego nazwisko brzmi jak nowy rodzaj pizzy. Pepetti to facet, który na motocyklach zjadł zęby. Przygodę na dwóch kołach zaczął w wieku siedmiu lat, ale nie na rowerku Pelikan, tylko od motoroweru ze sprzęgłem w lewej manetce. Potem było tylko lepiej a lista motocykli, której ujeżdżał Mark Pepetti zajęłaby połowę objętności tej recenzji.

Najważniejsze jest to, że autor ma olbrzymie doświadczenie praktyczne, a kolejny plus to… dzwon, który o mało nie pozbawił go życia. Oczywiście na motocyklu. W szpitalu Pepetti zaczął się zastanawiać, jak to się stało, że mimo kilkudziesięciu lat doświadczenia w jeździe motocyklem sam stał się ofiarą najbardziej klasycznego przypadku motocykl versus puszka – na skrzyżowaniu z podporządkowaną kierowca samochodu wymusił na autorze pierwszeństwo przejazdu.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Leżąc wiele tygodni w szpitalu Pepetti zaczął pogłębiać swoją wiedzę korespondując m.in. z profesor Patrycją DeLuciia z Wydziału Psychologii Teksańskiego Uniwersytetu Technicznego i analizując różne sytuacje drogowe wespół z biegłym sądowym zajmującym się rekonstrukcją wypadków komunikacyjnych z udziałem jednośladów. W oparciu o te badania oraz analizę własnych doświadczeń, Pepettii opracował ponad setkę najczęstszych sytuacji ulicznych, których finał jest dla motocyklisty tragiczny lub po prostu są bardzo niebezpieczne.

Po lekturze książki najbardziej zaskoczyło mnie to, ze część z prezentowanych przykładów do tej pory nie traktowałem nawet jako sytuacje potencjalne groźne! To wielki plus, że publikacja uzmysławia te zagrożenia. Ale to nie wszystko. Pepetti leżał i myślał, myślał i leżał, rozbierał każdy przypadek na czynniki pierwsze i poddawał swoje przemyślenia wspomnianym powyżej specjalistom. Efekt tych rozważań to 101 rozrysowanych, czytelnych, graficznie przedstawionych niebezpiecznych sytuacji oraz sposoby zminimalizowania ryzyka wypadku.

Schemat prezentacji jest każdorazowo taki sam, lewą stronę zajmuje opis sytuacji lub podstawa prawna, przepisy kodeksu ruchu drogowego dotyczące konkretnego przypadku. Po prawej autor opisuje mechanizm, który prowadzi do sytuacji zagrożenia życia lub wypadku. Na koniec dużymi literami pojawia się kilka zdań do zapamiętania. Jest to po prostu „złota reguła”, która może w kryzysowej sytuacji zostać przywołana z pamięci i wykorzystana. Mówiąc inaczej to swego rodzaju regulamin lub instrukcja zachowania w razie kłopotów. Chyba najlepsze jest to, że Pepetti nie rozwodzi się jak posłowie na sejmowej mównicy, tylko ogranicza słowotwórstwo do minimum.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

To naprawdę jest tylko, albo może aż, podręcznik motocyklowych strategii ulicznych. Każdy kto czytał legendarną książkę Sun Tzu „Sztuka Wojny” lub takie publikacje jak „Kurs taktyki” Ignacego Prądzyńskiego, znajdzie w publikacji Marka Pepettiego wiele analogii – to są sposoby jak odnieść zwycięstwo, nawet jeśli brzmi to zbyt melodramatycznie w odniesieniu do motocyklowego dzwonu i jego skutków.

Przykłady? Podam jeden. Pepetti krótko opisuje znaną każdemu sytuację – zakorkowana ulica, motocyklista przeciska się pomiędzy samochodami lawirując w gąszczu lusterek. Niespodziewanie na drodze pojawia się pieszy.

Okazuje się, że wśród głównych przyczyn potrąceń pieszych z winy kierujących nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych stanowi aż 42 procent. Na drugim miejscu jest… nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu – kolejne 36 procent zdarzeń. Jaki jest mechanizm wypadku? Zwróciliście uwagę, że przejeżdżając między samochodami skupiamy się na tym, żeby nie zarysować puszkarzom lakieru i nie urwać komuś lusterka?

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

To prowadzi do ograniczenia ilości informacji docierających do świadomości. Na dodatek jeśli jesteś częścią sznura motocykli, łatwiej przegapić pasy wyznaczające przejście. Z kolei piesi, którzy przeciskają się pomiędzy stojącymi lub toczącymi pojazdami, są o wiele mniej uważni. To poczucie bezpieczeństwa u pieszych, które przekłada się na nieuwagę oraz koncentracja motocyklisty na zagrożeniach wynikających z jazdy „tunelem”, to prosta droga do wypadku. I tak się niestety rzeczywiście dzieje. Rozwiązanie?

To pieszy jest uprzywilejowany, a na pasach to po prostu święta krowa. Jeśli o tym pamiętasz i znasz powyższy mechanizm, zwolnisz kiedy poczujesz, ze nie kontrolujesz w pełni otoczenia, sytuacji w korku. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, ze to oczywiste. Ale z ręką na sercu, tak naprawdę – ile takich oczywistych prawd jednak nie znasz? Dwadzieścia? Dziesięć? Niech będzie tylko pięć. Moim zdaniem to wystarczy, żeby warto było zainteresować się książką Marka Pepettiego.

Mimo że publikacja prezentuje się nieciekawie, zawiera wartościowe i ważne dla każdego motocyklisty informacje. I jeszcze jedno. 28 złotych to tylko 7 litrów benzyny. Nikt nie powinien narzekać, ze książka wydawnictwa ICEmark jest droga, bo nie jest, nawet jeśli wygląda jak najnudniejsza w świecie książka do chemii*.

 * Z góry przepraszam wielbicieli chemii, możecie sobie tu wstawić podręcznik do historii albo biologii.

Więcej o książce pt. „Motocyklowe strategie uliczne” na stronie Wydawnictwa ICEmark.

%d bloggers like this: