Autonomiczny motocykl? Tylko po co?

Idea pojazdów poruszających się bez konieczność zatrudniania kierowcy wydaje się bardzo pociągająca, bo pozwoliłaby na zautomatyzowanie procesu masowej komunikacji, na przykład miejskiej.

Mogłoby to w dalszej perspektywie przynieść znaczą poprawę bezpieczeństwa, obniżenie kosztów, mniejsze zanieczyszczenie środowiska naturalnego. Oraz utratę pracy przez setki tysięcy ludzi zatrudnionych w transporcie, ale o tym na razie się nie mówi.

Eric Unnervik. Foto: www.epfl.ch
Eric Unnervik. Foto: www.epfl.ch

A do czego miałby przydać się autonomiczne motocykle? Motobot Yamahy ma chociaż dość sensowne zastosowanie – chodzi o przetestowanie na torze nowych rozwiązań technologicznych, które mogłyby okazać się zbyt niebezpieczne dla żywego kierowcy testowego.

Projekt Erica Unnervika z Uniwersytetu w Lozannie nie ma takich aspiracji. Student mikroinżynierii chce po prostu stworzyć samodzielny motocykl, który będzie przewyższał ludzkiego kierowcę. Unnervik buduje na razie miniaturowe pojazdy, których skonstruowanie nie pociąga gigantycznych kosztów. Prototyp o nazwie EPFL (École Polytechnique Fédérale de Lausanne) przypomina w gruncie rzeczy zwykłą zabawkę, ale nią nie jest.

Kąt skręty kontrolowany jest przez siłownik, sterowany za pomocą komputera wielkości karty kredytowej. Jednostka sterująca o nazwie Raspberry Pi w bardzo krótkich odstępach czasu analizuje kąt nachylenia motocykla oraz jego prędkość za pomocą zestawu czujników.


La moto du futur n’aura pas besoin de pilote. Źródło: YT, EPFL

Na razie system nie jest zupełnie autonomiczny, ponieważ człowiek musi wprowadzać korekty w torze jazdy miniaturowego jednośladu. Celem Unnervika jest zbudowanie motocykla, który będzie mógł samodzielnie wygrać wyścig z motorem kierowanym przez człowieka.

Być może dla twórcy projektu jest to myśl ekscytująca, natomiast kto chciałby, żeby motocykl wyjeżdżał na przejażdżkę bez niego? Nie wydaje się, żeby było w tym dużo zabawy dla nas. Niestety Ericku, to nie przejdzie.

%d bloggers like this: