Najlepsze pytania klientów, którzy kupują motocykle

Niekiedy pytania klientów kierowane do sprzedawców  i pracowników salonów wydaj się żywcem wyjęte z najlepszych odcinków grupy Monty Pythona. Sprawdźcie wielką dziesiątkę najlepszych tekstów, które padają w motocyklowych sklepach.

Odwiedzający salony i serwisy motocyklowe klienci zadają pracującym tam ludziom niezliczone pytania. To dobrze, bo przecież nie chodzi o to żeby kupować kota w worku, czy raczej motocykl w pudełku. Wszelkie wątpliwości trzeba rozwiać przed zakupem. To naturalne, że klient chce poznać cenę, parametry techniczne motocykla, dowiedzieć się jak wygląda kwestia gwarancji albo ubezpieczenia. Bywa jednak, ze chce się dowiedzieć czegoś innego…

Co zrobić, kiedy pada deszcz?

To zastanawiająco często, nomen omen, padające pytanie, być może związane z szokiem przesiadki z wygodnego, ciepłego samochodu na otwarty, skazany na gniew żywiołów motocykl. Za swobodę podróżowania z twarzą głaskaną promieniami Słońca i muskaną przez wiatr trzeba od czasu do czasu zapłacić mokrymi majtami i muchą przylepioną do zębów. Inna sprawa, że wciąż trwają próby i powstają jednoślady, których twórcy próbują to zmienić, co kończy się zawsze tak samo – dziwadło z dachem trafia do kilku ekscentryków a znakomita większość motocyklistów tylko się śmieje. Tak było choćby ze słynnym swego czasu BMW C1.

Gdzie jest koło zapasowe?

Ważka kwestia, która ma swój sens, bo bez „zapasu” nie pojedziesz, prawda? Niestety wolność jazdy na motocyklu ma również swoją cenę. Motocyklista w podróży nie ma komfortu samochodowego wyposażenia, do którego należy koło zapasowe, lewarek i klucze umożliwiające wymianę gumy. No chyba, że ktoś podróżuje dookoła świata jak Szwajcar Urs „Grizzly” Pedraita, ale jest osobą wyjątkową zapobiegliwą, która zakłada na siebie oponę jak hula hop. Gdyby guma nie była tak duża i nieporęczna być może producenci wymyśliliby jakiś patent. Zresztą takie rozwiązania już się niegdyś pojawiały, np. w przypadku Lambretty 125 LC.

Co to robi?

To potoczna wersja pytania, które poprawnie powinno brzmieć: „Do czego to służy?” W momencie artykulacji klient najczęściej szarpie jakiś element motocykla i niestety bardzo często jest to dźwignia zmiany biegów, przełącznik zapłonu albo świateł. Być może symbole, którymi oznaczono przełączniki, są za mało czytelne, natomiast zdarzają się jeszcze bardziej skrajne przypadki, choćby klient, który wskazuje… przedni reflektor. Z drugiej strony lepiej wyjść na durnia niż potem zastanawiać się w trakcie jazdy, do czego służy dany guzik.

Czy ty jeździsz na motocyklu?

To pytanie bardzo często kierowane do obsługi salonu lub serwisu. Psycholog pewnie wyjaśniłby jego fenomen w zawiły sposób, ale niepotrzebnie, bo odpowiedź jest w 99 % taka sama a uzasadnienie bardzo proste. Faceci, którzy pracują w tym biznesie robią to, bo to kochają. Motocykle mają w sercu i w głowie, więc byłoby co najmniej dziwne, gdyby na nich nie jeździli. Być może to raczej pytanie retoryczne w rodzaju „Ale dziś pogoda, prawda?” – na której niezobowiązująco potakujemy niezależnie od tego czy praży Słonce, czy właśnie urwało się z firmamentu trylion ton wody.

Jak wyglądam?

Chciałbym napisać, że to pytanie zadają częściej kobiety, ale proporcje są raczej pół na pół. Wygląda to tak: klientka lub klient ogląda motocykl, podziwia, głaszcze tu i tam, zagląda w lusterka, wreszcie dosiada maszynę i łapie za kierownicę. Wówczas pada to zaskakujące pytanie. To niemądre z tego względu, że przecież sprzedawca nie odpowie, że wyglądasz jak kura na żerdzi, nawet jeśli podobieństwo jest bardzo duże. Chodzi zresztą o coś innego. Jeśli kupujesz motocykl żeby na nim wyglądać, to z miejsca zasmucasz człowieka, który sprzedaje Ci przygodę i fantastyczny odjazd. Przecież nie leci się w Kosmos, żeby zrobić zdjęcie na Facebooka.

Czy to jest gorące?

Potencjalny klient wskazuje najczęściej na wydechy lub silnik, elementy konstrukcyjnie znajdujące się blisko kierowcy lub siedziska pasażera. Pytanie pomocniejsze brzmi: „Jak bardzo gorące?” Niektórym osobom ciężko zrozumieć, że praktycznie siedzą na pracującym, gorącym, rozbuchanym silniku, który w procesie spalania mieszkanki paliwowo-powietrznej generuje od groma ciepła. Najdziwniejsze jest jednak to, że osoby, które zadają powyższe pytanie, są często zawiedzione i rozczarowane, gdy usłyszą odpowiedź twierdzącą. Nie ma „klimy”? No jak to?!

Gdzie mam umieścić wszystkie moje rzeczy?

Jeśli ktoś na co dzień porusza się kamperem, zapewne czuje się bardzo niekomfortowo, kiedy musi ograniczyć bagaże do minimum i nie ma pod ręką nawet zwykłej lodówki. Inna rzecz, że czym więcej wyposażenia, tym więcej troski o nie, zabawy z pakowaniem i rozpakowywaniem, obawy przed kradzieżą. Bądź wolny i nie tachaj ze sobą pół mieszkania! – Nie uczą tego w szkołach, a powinni. Za to motocykl uczy cennej umiejętności ograniczania graciarni, którą ze sobą wozisz. Wywal połowę za burtę i od razu poczujesz się lepiej. Oczywiście klient nasz pan, dlatego sprzedawca zaoferuje zafrasowanemu kupcowi wiele wariantów kufrów bocznych i tylnych, sakwy, piórniki i bidony, a nawet poleci jakiś zakład produkujący przyczepki. Można? Można! Tylko po co?

Jak szybko poleci?

Czym dłużej jeździsz na motocyklu, tym mniej ważne jest powyższe pytanie. Nazywasz się Rossi albo Marquez? Raczej nie, a szosa to też nie jest tor wyścigowy. Funkcjonujemy w świecie, w którym otaczają nas znaki stopu, ograniczeń prędkości, niezliczona ilość fotoradarów i policjanci na motocyklach. Możesz żyć na bakier, walczyć z systemem i zebrać 24 punkty za niepokorność, a potem zwiedzać świat jako piechur. To też jest jakieś rozwiązanie, ale znacznie przyjemniej jechać spokojnie i kontemplować krajobrazy z siodła motocykla. Bo w gruncie rzeczy, co z tego, że igła prędkościomierza dotrze do granicy na cyferblacie? I tak znajdą się szybsi od Ciebie.

Ten motocykl prowadzi się jak samochód?

Chodzi chyba o to, żeby oswoić jakoś strach i zminimalizować obawy związane z opanowaniem dwukołowego raptora. Właściwie jeśli odnieść się do zasady działania, prowadzenie motocykla i samochodu jest podobne. W końcu też trzeba kontrolować gaz, sprzęgło, hamulec. Z drugiej strony różnice są gigantyczne. Kiedy sprzedawca słyszy powyższe pytanie, zaczyna się trochę bać, bo takie wątpliwości mają osoby, których doświadczenie z jednośladami ogranicza się do jazdy na rowerze. Ponieważ teraz każdy może kupić motocykl o pojemności 125 cm3 i nim jeździć w oparciu o prawo jazdy kategorii B, chwile strachu zdarzają się sprzedawcom w salonach co raz częściej.

%d bloggers like this: