Kierujący pojazdem koloru czerwonego „miał trudne dzieciństwo”? Kto ma rację w tym sporze?

Na naszym facebookowym profilu umieściliśmy ostatnio obrazek przedstawiający motocyklistę, poruszającego się pomiędzy pasami ruchu, zablokowanego przez jeden z oczekujących samochodów. Rysunek opatrzono podpisem sugerującym problemy kierowcy samochodu z głową, psychiką i ciężki dzieciństwem…

Obrazek był żartobliwy, ale tez złośliwy i okazało się, że poruszył temat, który wielu motocyklistom leży na wątrobie. A tym bardziej samochodziarzom. Dodajmy jeszcze uczciwie, najczęściej to przecież ci sami ludzie, czyli my, bo posiadanie prawa jazdy kategorii A i B nie jest niczym niezwykłym a raczej normą.

Na naszej spokojnej zazwyczaj ściance pojawiło się sporo różnych wpisów, część odsądzających od czci i wiary motocyklistów, który przejeżdżają pomiędzy samochodami, inne niewybrednie komentujące kierowców samochodów, którzy uniemożliwiają ten manewr.

Skoro temat jest tak gorący, zaś niektórych boli jak wrzód na wiadomej części ciała, przyjrzyjmy się sie uważniej kontrowersyjnej sytuacji. Można tak jechać? Nie można? Czy zachowanie kierowcy samochodu jest w porządku? Jak się ma do tego litera prawa?

Przede wszystkim zajmijmy się motocyklistą. W kodeksie ruchu drogowego możemy wyczytać jedynie, iż zgodnie z art. 3 uczestnik ruchu jest zobowiązany zachować ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa albo porządek ruchu drogowego, ruch ten utrudnić, albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny i narazić kogokolwiek na szkodę.

Foto: blog.caranddriver.com
Foto: blog.caranddriver.com

Artykuł ten należy oczywiście odnieść do konkretnej sytuacji. Jeżeli motocyklista przemieszcza się pomiędzy samochodami z prędkością rajdowców na torze Misano to oczywiście stanowi zagrożenie, szczególnie jeśli inne przepisy dotyczące danego odcinka drogi, a przecież tak jest praktycznie zawsze, wyznaczają jakieś ograniczenie prędkości. Ponadto policjant może zdecydować, że balansowanie motocyklisty pomiędzy pasami ruchu, po których poruszają się jadące w tym samym kierunku pojazdy stanowi zagrożenie i jest wykroczeniem oraz jest sprzeczne z przepisami nakazującymi sygnalizowanie zmiany pasa ruchu.

Policjant w ocenie sytuacji posiłkuje się jeszcze kolejnymi artykułami kodeksu drogowego, które mówią, że pojazd nie może poruszać się dwoma pasami, jeśli te na jezdni są wyznaczone. Mówiąc inaczej, można zająć miejsce obok samochodu i nie jest to zabronione. Dozwolone jest nawet wyprzedzanie bez zmiany pasa, chociaż ponownie pojawia się oczywiście kwestia bezpieczeństwa, czyli odpowiedniego dystansu i innych okoliczności na drodze, np. skrzyżowania lub przejazdu kolejowego.

Kolejna istotna kwestia dotyczy najeżdżania na linie. Stojący na linii motocyklista zajmuje dwa pasy, czy nie? Czy może jechać po linii?

Motocyklista może przemieszczać się obok omijanych pojazdów lub je wyprzedzać przejeżdżając przez linię przerywaną z zachowaniem wszelkich reguł dotyczących zmiany pasa ruchu, nie może jednak stać na liniach, ponieważ wówczas, zgodnie z definicją, zajmuje dwa pasy ruchu. Szczególny przypadek tej sytuacji zachodzi przy dojeżdżaniu do świateł, w tzw. pole positon, gdzie linia jest ciągła. Motocyklista nie może jej przekraczać. Ponadto przejeżdżanie i najeżdżanie na te linie jest niezgodne z przepisami i skutkuje mandatem w wysokości 100 zł plus jeden punkt karny w bonusie.

Aby jechać w zgodzie z przepisami należałoby albo sygnalizować każdy manewr zmiany pasa ruchu podczas przejeżdżania przez linię przerywaną, co jest niemożliwe w dynamicznej sytuacji o jakiej mówimy lub jechać jednym pasem ruchu wraz z samochodami, co może być, z racji niewielkiego dystansu od pojazdów, niebezpieczne, a więc podpadające pod przepisy zabraniające takiego ryzyka.

Foto: Lori Shepler /LAT
Foto: Lori Shepler /LAT

Stąd również nieustanne kłótnie pomiędzy motocyklistami i kierowcami samochodów, bowiem jedni drudzy powołują się na te same przepisy i w pewnym sensie wszyscy mają rację. Motocyklista może uważać, że zachowany odstęp jest bezpieczny, zaś kierowca siedzący w samochodzie poczuć się zagrożony bliskością jednośladu, i vice versa. Konflikt zaogniają wspomniani „rajdowcy” lub ryzykanci walący manetkami po lusterkach samochodziarzy.

Odnośnie źródła całego powyższego wywodu, czyli problematycznego obrazka, obaj kierowcy podpadają pod paragraf, bowiem i samochód i motocykl jadą po linii rozdzielającej pasy ruchu. Jeśli założymy, że obaj stoją, sytuacja się nie zmienia. Gdyby motocyklista znajdował się bardziej na jednym lub drugim pasie zaś linia przerywana była widoczna w całości, moglibyśmy mieć zastrzeżenia wyłącznie do kierowcy samochodu, ale jest inaczej.

I jeszcze jedno. Poza skrajnymi przypadkami, większość sytuacji jak na obrazku jest wynikiem okoliczności występujących na drodze (korki, zatory, roboty drogowe), a nie premedytacją w zachowaniu właścicieli aut. Właściwie z moich własnych obserwacji wynika raczej, że kierowcy co raz częściej ustępują drogi motocyklistom, a wyjątki tylko potwierdzają regułę.

W gruncie rzeczy jest jak wszędzie. To nie motocykliści czy właściciel puszek stanowią problem tylko ludzie, konkretni osobnicy. Jeśli natomiast dochodzi do konfliktu na drodze, który kończy się interwencją policji, to bywa, że funkcjonariuszom trudno go rozstrzygnąć, tym bardziej jeśli nie istnieje zapis wideo zdarzenia. Ktoś z Was był w takiej sytuacji? Napiszcie o tym w komentarzach.

%d bloggers like this: