Nawigacja motocyklowa TomTom Rider 410. Czy warto wydać górę pieniędzy?

Zaledwie kilka tygodni temu TomTom wprowadził na rynek nową nawigacje dla motocyklistów. Premiera modelu Rider 410 w wersji Great Rides Edition uświetniła 10. rocznicę pierwszej wersji urządzenia. Co dostaniemy za półtora tysiąca złotych?

Holendrzy postanowili zadziwić motocyklową brać i dołączyli do Ridera 410 dożywotnie mapy świata oraz setkę najbardziej ekscytujących tras w Europie opracowanych przez Touren-fahrer. Trudno się nie ucieszyć z takiego bogactwa, ale to również działający na wyobraźnię zabieg marketingowy, dlatego postanowiłem poczekać z listem dziękczynnym do siedziby firmy i zapowiedzą pieszej pielgrzymki.

Rider 410 to odpowiedź TomToma na sukces wersji 400, której premiera miała miejsce w lutym zeszłego roku. Nowością czterysta dziesiątki są dożywotnie mapy świata, opcja planowania podróży w obie strony i ciekawa funkcja TomTom My Drive.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Kartonowe pudełko kryje samo urządzenie i sporo kabli. Ponadro dwie książeczki oraz zestaw instalacyjny umożliwiający osadzenie urządzenia na kierownicy motocykla. Zabrałem to wszystko do garażu, powyciągałem z foliowych woreczków i rozłożyłem przed sobą we właściwym porządku uśmiechając się szeroko jak młody dealer na widok góry koksu. Wszystkich elementów jest sporo, dlatego sięgnąłem po instrukcję. Głównie po to, aby nie pominąć jakiejś ważnej części podczas instalacji.

I tu pojawił się zgrzyt, ponieważ opis procesu to dosłownie dwa lakoniczne zdania i dwa obrazki. Z informacji nie dowiedziałem się, do czego służy dość szeroki pasek gumy, jaką rolę spełniają dwie plastikowe tuleje, jak optymalnie umiejscowić cały ten majdan na kierownicy, i co z wpięciem do prądu.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Jasne, wiedziałem to, bo instalowałem już podobne urządzenia wcześniej, ale i tak kilka razy zastanawiałem się, do czego służy jeden lub drugi drobiazgi. Ostatecznie wróciłem do domu żeby poszukać w necie bardziej obszernej instrukcji oraz obejrzeć filmy dotyczące umiejscowienia zestawu. To nie powinno być takie upierdliwe i prawdopodobnie osoby, które wcześniej nie instalowały nawigacji na motocyklu, będą puzzle TomToma układać dłużej.

Ostatecznie wszystko udało się podłączyć. Niezależnie od moich wcześniejszych utyskiwań trzeba uczciwie przyznać, że TomTom ma urządzenia świetnej jakości. Nawigacja jest bardzo solidna, przyjemnie ciąży w dłoni, wygląda jakby możną nią było wbijać gwoździe w ścianę. Obudowa została wykonana z twardego i szorstkiego plastiku, co ma kapitalne znaczenie, bo po wypięciu z gniazda zasilania, urządzenie nie wyśliźnie się z dłoni, nawet jeśli mamy na rękach rękawiczki.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Przycisk uruchomienia nawigacji jest duży i czuły, zresztą po wyłączeniu zapłonu, odcięciu prądu, Rider 410 sam przechodzi w stan uśpienia. Co ważne, kierowca ma czas na przerwanie tego sygnalizowanego procesu, choćby wówczas, gdy zatrzymał się na krótki postój i nie chce dezaktywować nawigacji.

Kolejna sprawa to gniazda zasilania i dodatkowy port na kartę pamięci. Oba są świetne zabezpieczone, wilgoć nie ma szansy dostać się do środka. Podobało mi się, że TomTom pomyślał o tym, żeby urządzenia dało się jednym, płynny ruchem obrócić o 90 stopni. Podczas jazdy okazało się to genialnym rozwiązaniem, głównie wówczas, kiedy chciałem zobaczyć jakie niespodzianki czekają na mnie za kolejnym zakrętem (orientacja pionowa umożliwia „kontrolę” dalszego fragmentu trasy).

4. tom
Foto: Inforiders.pl

Początkowo obawiałem się nieco błyszczącego ekranu Ridera 410. Myślałem tak – No dobrze, wygląda doskonale, ale ekran będzie odbijał każdy element otoczenia, a w słoneczny dzień obserwacja może być problemem. Te obawy okazały się nieuzadnione. Umieszczony centralnie przed kierowcą ekran ma świetną widoczność i dobry kontrast. Nie miałem trudności z widocznością trasy nawet mimo tego, że założyłem dość ciemne okulary, właśnie ze względu na słoneczną pogodę. Refleksy są natomiast widoczne z boku, ale ponieważ nikt nie montuje nawigacji pod dużym kątem, ten problem nie ma znaczenia.

Równie dobrze było podczas deszczu, oczywiście uderzające o ekran krople nie wzbudzały ekranu. Z kolei obsługa nawigacji w rękawicach okazała się możliwa i właściwie nawet dość wygodna. Ikony zostały umiejscowione na tyle daleko od siebie, że nawet nieprecyzyjne tapnięcie nie uruchamiało sąsiednich funkcji.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Testowy motocykl, na którym znalazł się TomTom Rider 410, to model ze stajni Harley-Davidson z wydechami, które właściwie pozbawione są wnętrzności. Oznacza to równocześnie przyjemny dla ucha i głęboki gang, którego uderzenia czuć każdym nerwem. I o to chodzi, ale jednocześnie niewiele pozostaje dźwięków otoczenia, które przebiją się przez odgłos nadciągającego gromu, to znaczy widlaka od H-D. O dziwo dwa głośniki wielkości zakrętki słoika dżemu, umiejscowione z tyłu urządzenia TomTom, dają sobie doskonale radę. Komendy lektora sugerujące żeby skręcił w lewo lub prawo, słyszałem całkiem dobrze. To kolejny plus dla nawigacji.

Harley ma to do siebie, że trzęsie się jak stary wóz drabiniasty na kocich łbach, dlatego obawiałem się też trochę, że cały system mocowania i nawigacja, którą jest jedynie wsunięta w mocowanie, odleci w siną dal na pierwszej dziurze. Nawet po dwustu kilometrach nic się nie poluzowało, profilaktycznie dokręciłem tylko o pół obrotu ramię mocowania Ridera 410.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Czego oczekujemy od nawigacji? Znakomita większość użytkowników chce porządnego wykonania, dobrego ekranu, który w nocy nie będzie świecił jak latarka, a w dzień zapewni odpowiedni kontrast i widoczność. Do tego należy dołożyć wygodny interfejs, precyzyjną, szczegółową mapę i funkcjonalność związaną zarówno z wyznaczaniem trasy jak i opcją sparowania sprzętu ze smartfonem i sensową aplikacją na komputerze. Trochę tego jest, a przecież to nie wszystko.

Podłączenie urządzenia oraz aktualizacja przebiegły szybko i bezboleśnie, mniej więcej jak 50-siątka alko po całym dniu ciężkiej pracy. Ponieważ chciałem korzystać z aplikacji TomTom MyDrive również w trakcie podróży, musiałem sparować urządzenie ze smartfonem. To również okazało się stosunkowo proste. Po chwili mogłem już planować trasy w telefonie, właściwie korzystać z wszystkich funkcjonalności, łącznie z takimi ciekawostkami jak traffic checker, który umożliwia zaplanowanie trasy z uwzględnieniem aktualnego zakorkowania trasy (konieczne jest połączenie z Internetem, a więc warto mieć wykupiony grubszy pakiet danych, żeby nie obudzić się potem z ręką w nocniku, o pardon, rachunkiem w ręku).

9. tom
Foto: Inforiders.pl

Rejestracja oznacza również dodatkową korzystać w postaci programu Tyre Pro, który normalnie kosztuje prawie 50 euro, a dla zapisanych użytkowników jest dostępny za darmo.

Po zaplanowaniu trasy z Wrocławia do Poznania za pomocą aplikacji TomTom na smartfonie, gotowy plan został automatycznie skopiowany do nawigacji. Zdziwiło mnie jednak, że telefon kilkakrotnie samoistnie się restartował, chociaż później problem już nie powrócił, więc składam go na karb kalibracji lub niechętnej technologii siły wyższej.

Z komputerem stacjonarnym nie było takich problemów a przeznaczona dla Windows aplikacja zainstalował się błyskawicznie. Ponownie zabrałem się za planowanie trasy, bo byłem ciekaw jak wygląda proces przeniesienia zaplanowanej drogi na pokład TomToma. Okazało się, że procedura przebiega błyskawicznie. W kilka sekund po potwierdzeniu obranego szlaku, miałem już gotową trasę na Riderze 410. Szacunek.

10. tom
Foto: Inforiders.pl

Planowanie trasy z poziomu Ridera 410 jest równie proste i przyjemne, a to wcale nie jest takie oczywiste. Liczą się szczegóły i drobiazgi, które potrafią skutecznie uprzykrzyć motocykliście życie, choćby trudność w utrafieniu palcem we właściwe litery. W sprzęcie TomTom szersze rozmieszczenie przycisków z symbolami liter sprawia, że użytkownik popełnia mniej błędów przy wpisywaniu docelowej lokalizacji. W przypadku komputera stacjonarnego i smartfona, ta kwestia nie ma oczywiście znaczenia.

Również wybór kolejnych ekranów i modyfikacja już zaplanowanej trasy, generalnie wszystkie czynności dotyczące funkcji i interfejsu, nie stanowią wyzwania nawet dla przedszkolaka. Po prostu nie ma się do czego przyczepić. Na szczególną uwagę zasługują opcje motocyklowe, czyli dodatkowy wybór dróg w oparciu o krętość trasy oraz „górzystość”.

Foto: Inforiders.pl

W obu przypadkach mamy trzy warianty do wyboru. Urządzenie analizuje obraną przez nas trasę i proponuje alternatywę: droga może być pełna winkli albo urozmaicona górami i dolinami. Dla każdego coś miłego. System ten naprawdę działa. Jego największą zaletą jest możliwość zaplanowania ciekawiej trasy niemalże w locie, na przykład, kiedy chcemy wrócić do domu inną drogą, tylko nieco bardziej wymagającą. Oczywiście każdy fragment można sobie przybliżyć i zmienić go ręcznie.

Oczywiście nie ma problemu, aby usunąć z planowanej trasy drogi gruntowe, płatne, wyznaczyć wariant szybki lub najkrótszy. I jeszcze jedno. Zanim dostałem do rąk Ridera 410, nie raz zdarzyło mi się, że wyznaczałem jakąś trasę, która okazywała się bardzo malownicza. Niestety później już jej nie pamiętałem i nie byłem w stanie dokładnie powtórzyć. Oprogramowanie Ridera 410 ma bardzo fajną możliwość nagrania zaplanowanej trasy. Rekordy można w każdej chwili przywołać z powrotem, a ponieważ zapisane dane zajmują ledwo połowę z 16 GB pamięci, jest wiele miejsca na megabajty użytkownika.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

W trakcie jazdy urządzenie standardowo sygnalizuje przekroczenie prędkości, wskazuje właściwy kierunek, informuje o czasie przejazdu, szacuje ile zajmie dotarcie do celu. Punkty POI wyświetlane są dość nietypowo, jako ikonki przesuwające się po prawej stronie ekranu. Obok symbolu oznaczającego określony obiekt, np. stacje benzynową, wyświetlana jest odległość od celu.

Ten system, który początkowo wydawał mi się zbytnim udziwnieniem i elementem wprowadzającym zamieszanie, bo to właściwie niekończąca się procesja ikonek – ostatecznie sprawdził się, a po pewnym czasie spoglądałem na listę POI odruchowo, aby upewnić się, że kilka najbliższych kilometrów jest wolnych od fotoradarów i można bez obaw odkręcić manetkę. Zgodność mapy fotoradarów ze stanem faktycznym oceniam na 90 proc., a trzeba przypomnieć, że usługa ta jest w Riderze 410 dożywotnio bezpłatnie aktualizowania.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Każdy użytkownik nawigacji zna problem wynikający z dynamiki zmieniającej się sytuacji na drogach, na przykład zablokowanych lub odblokowanych ulic, zmian kierunku ruchu, ograniczeń skrętu, itd. Firmowe aktualizacje nie mogą uwzględnić wszystkiego, ponieważ pojawiają się zbyt rzadko. W praktyce konieczna bywałaby codzienna aktualizacja uwzględniająca ponadto niezliczoną ilość zmiennych. Programy typu Janosik częściowo likwidują ten problem, bazując po prostu na społeczność użytkowników. TomTom też ma coś takiego.

Właściciel Ridera 410 może aktualizować mapy ze społeczności Map Share. Aktualizacje tworzone są na podstawie zmian wprowadzonych i udostępnianych przez użytkowników TomTom i dotyczą wspomnianych wyżej kwestii oraz ograniczeń prędkości i zmian nazw ulic. Fajna sprawa, chociaż nie zgłębiłem tego tematu na tyle, żeby móc wypowiedzieć się o jego przydatności. Aktualizacje dokonujemy poprzez jedno kliknięcie w TomTom MyDrive.

Foto: Inforiders.pl
Foto: Inforiders.pl

Niestety nie wszystko przebiegało tak gładko jak należy. Kilka razy rozminąłem się z ze zjazdami, bo zabrakło alertu o trudniejszym fragmencie trasy. Ponieważ w newralgicznych punktach trasy na ekranie pojawiały się migające strzałki wyznaczające właściwy pas lub zjazd, osłabiło to moją czujność, kiedy dodatkowej informacji nie dostałem. Zabrakło konsekwencji w alertach, czyli auto-zoomie. Z drugiej strony można to złożyć na karb mojej nieuwagi. Inna rzecz, że niebieskie strzałki mogłyby zmieniać kolor np. na czerwony. Takich nastaw nie znalazłem w opcjach urządzenia.

Na koniec najważniejsza sprawa. Ile kosztuje to cudo? Wersja TomTom Rider 410 zawierająca urządzenie, 100 gotowych tras, dożywotnie mapy świata i dożywotnią usługę fotoradary wraz z subskrypcją TomTom Trafiic kosztuje 1 649 zł. Wzbogacony wariant TomTom Rider 410 Premium Pack zawierający jeszcze samochodowy zestaw montażowy, zabezpieczenie antykradzieżowe oraz futerał ochronny to już wydatek 2 049 złotych.

Foto: TomTom
Foto: TomTom

Czy warto? Przejechałem z TomTom Rider 410 dokładnie 654 kilometry i bardzo niechętnie ściągnąłem go z kierownicy motocykla. Jak dla mnie, to najlepsza rekomendacja dla tego urządzenia. 1600 złotych to na pewno dużo, ale w skali roku tylko 130 złotych miesięcznie. Ten wydatek bardzo szybko się zwróci w postaci niezapomnianych tras i podróży. A! Byłbym zapomniał. Tymi trasami można dzielić się również z innymi użytkownikami. To taka wisienka na torcie.

Andrzej Sitek

Dziękujemy agencji ASCG za pomoc w wypożyczeniu nawigacji.

Jeden komentarz

  1. Muszę coś dodać .
    Nawigacja jako uprzędzenie ok – natomiast programowo i mapy to mocne 3-.
    Urządzenie długo się zastanawia przed wczytaniem mapy, mapy nie mają dróg które ma konkurencja – nie wymieniam ale muszę wspomnieć że nowe drogi ma szybciej yanosik niż tomtom ( dzwoniąc do tom tom mówią że nowa mapa będzie to miała i co – nie ma). Nawigacja posiada dodatkowo problemy z obrotem – podczas jazdy sam się przestawia – przekręcając w trakcie jazdy łapie zwiechy – gdzieś od innych użytkowników to już czytałem. Ostatecznie nie polecam zachęcam do sięgnięcia po produkty konkurencji – chociaż mapy będą bardziej aktualne tutaj jest to na niskim poziomie – Paweł

%d bloggers like this: