Indian Scout jeździ inaczej niż… Harley. Dlaczego?

Indian Scout przyciąga wzrok. Doświadczyłem tego zjawiska, kiedy zobaczyłem go podczas poznańskich targów, bo trudno odwrócić się od legendy, nawet jeśli to obecnie tylko mit, a z dawnych motocykli marki Indian została jedynie nazwa i kolor lakieru.

Stare powiedzenie mówi, że wszystko kiedyś się kończy. Na szczęście w wypadku marki Indian, wszystko się również zaczyna. Jeszcze raz.

Dzięki uprzejmości ekipy Red Iron, wrocławskiego dealera marki, mogłem dobrze poznać się ze Indian Scoutem. Ponieważ na co dzień jeżdżę Harleyem, pewne porównania były nieuniknione. Zresztą również Amerykanie nawiązują i porównują maszyny Indian do marki H-D. Trwająca kilka dekad rywalizacji obu firm jest częścią tamtejszej kultury motocyklowej a zmartwychwstanie Indiana to woda na młyn starego konfliktu, nawet jeśli w dużej mierze jest na pokaz i służy do tego, aby właściciele H-D i motocykli Indian mogli razem wypić więcej whisky.

Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

Trzeba wyjaśnić, że Scouta można umieścić obok kilku zaledwie przedstawicieli wielkiej rodziny Harley-Davidson. Chodzi o gamę modeli Sportster o zbliżonej pojemności, na przykład Superlow, Forty-Eight, 1200 Custom, czy Seventy-Two, które wyposażone są w chłodzone powietrzem silniki Evolution 1202 cm3. Jak wypada porównanie?

Indian Scout ma większą moc niż konkurencja, jest bardziej dopracowany technicznie, cichszy i bardziej… zdyscyplinowany. Motocykl koncernu Polaris wyposażono w dwucylindrowy widlak o pojemności 1130 cm3 z czterema zaworami na cylinder, rozrządem DOHC i wałkiem wyrównującym. Maksymalna moc wynosi 100 KM zaś maksymalny moment 98 Nm poczynając od 5900 obr./min.

Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

W Sporciakach o nieco większej pojemności wygenerowano tylko 70 KM (Harley się tym nie chwali, nie znajdziecie tej informacji na stronie producenta), lecz maksymalny moment 98 Nm dostępny jest przy 3740 obr./min. Moc odpowiedzialna jest głównie za prędkość maksymalną, która w maszynach typu cruiser na drugorzędne znacznie, ważniejsza jest siła jaką możemy uzyskać z silnika wynikająca z momentu obrotowego. To jej zawdzięczamy przyspieszenie oraz uciąg. Mówiąc inaczej, na Sporciaku poczujemy się, jakbyśmy dosiadali dzikiego byka na rodeo, natomiast Scout osiągnie większą prędkość, ale będzie zmierzał do celu łagodniej.

Mam wrażenie, że ta różnica widoczna jest też w wyglądzie maszyn. Scout nie jest tak zadziorny, ale to również  kwestia innej budowy. Wielkiego czoła chłodnicy ze Scouta w motocyklach H-D po prostu nie ma, bo silnik jest chłodzony powietrzem. Indian poszedł inną drogą i zdecydował się na układ chłodzony płynem. Co jest lepsze?

Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

Żebrowanie pieców Harleya oddaje ciepło bardzo wydajnie. W końcu do tego służy. Na długich serpentynach wszystko świetnie się sprawdza, ale w mieście oznacza darmową saunę okolic krocza. Znacie to uczucie gdy otwieracie piekarnik a z wnętrza bucha fala gorąca? Czegoś takiego doświadcza użytkownik H-D na każdym wymuszonym przez światła postoju. Tyle, że nie na twarzy. Dwa finezyjnie wyprofilowane bloki silnika w Indian Scout też się rozgrzewają, ale jednak różnica jest znacząca. Niby szczegół, natomiast w lecie takie drobiazgi potrafią skutecznie uprzykrzyć życie.

Sporciaki wyglądają jakby miały zaraz kogoś ugryźć, no może poza modelem Seventy-Two, natomiast Scout wydaje się łagodniejszy i zachęca do dłuższej przejażdżki. Starczy popatrzeć. Pięknie wyprofilowany bak płynnie przechodzący w zadarte do góry siodło, którego nie powstydziłby się Jon Wayne, doskonale współgra z półkolem masywniejszego tylnego błotnika.

Indian Scout: Foto: Inforiders.pl
Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

Również przednia sekcja prezentuje się bardzo elegancko. Pojedynczy reflektor w starym stylu, nieco przedłużona kierownica – wszystko proste, czytelne i dopracowane. Nidzie nie widać grubych wiązek kabli, co w Harleyu jest normą. Blok silnika wygląda równie łagodnie, głównie dlatego, że obudowy cylindrów nie mają charakterystycznych żeberek a jedynie ciekawie wyprofilowane tłoczenia. Inna sprawa, że od razu miałem ochotę usunąć z obudowy duże litery „i”, których zawijasy dobrze wyglądają w logotypie ale pozbawione pozostałych liter nazwy „Indian”, są tylko zbędnymi w tym miejscu znaczkami.

Siadając za kierownicą „skauta” miałem przede wszystkim wrażenie dopasowania, solidności i wygody. Pozytywne wrażenie psują niektóre szczegóły, na przykład plastikowe ramiona kierunkowskazów w kolorze czarnym, które zakończono srebrnymi główkami – całość wygląda nieco tandetnie, lub prędkościomierz z wyświetlaczem, którego oznaczenia na cyferblacie nie są symetryczne. Chodzi o to, że kolejne znaczniki prędkości powyżej 120 km/h, czyi 140, 160, 180 i 200 km/h są mniejsze i gęściej upakowane na cyferblacie.

 Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

To rozwiązanie, które zna niemal każdy posiadacz skuterów – prędkości powyżej pewnej granicy nie mają już większego znaczenia, bo maszyna i tak ich nie osiągnie, dlatego nie są eksponowane, tylko zepchnięte gdzieś na bok. Symetryczne oznaczenia prędkości wyglądałby ładniej, zresztą cały zegar z ciekłokrystalicznym ekranem pod igłą prędkościomierza prezentuje się przeciętnie, brakuje mu wrażenia solidności, które tchnie od całego motocykla.

Ta solidność była też obecna podczas każdego z kilometrów przejażdżki na motocykli Indian. Silnik ciągnie równo i zdecydowanie od 2000 obrotów. Kolejne biegi w sześciostopniowej skrzyni wchodzą gładko i przyjemnie, z lekkim brzękiem, ale to nic przy walnięciu w skrzyni „harry’ego”. Granica znajduje się w okolicy 8800 obr./min, więc nie trzeba się martwić, że szybko wyżyłujemy jednostkę.

Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

Motocykl nie jest podatny na takie niedopatrzenie jak zbyt gwałtowne odpuszczenie klamki. Hamulce działają prawidłowo. W miejskiej dżungli pojawia się pewien problem z szerokim promieniem skrętu, do przyjemności nie należy także jazda po kostce brukowej lub innych nierównościach. Tylne zawieszenie wspiera się dwóch prostych amortyzatorach bez kompresji i tłumienia odbicia, które są po prostu zbyt miękkie.

Pozycja jady jest prosta, co oczywiście nie sprzyja prędkości, ale nie po to kupuje się cruisera, żeby gnać na złamanie karku kuląc się za bakiem. Zresztą Indian oferuje trzy warianty szyb, którymi można powstrzymać napór powietrza na klatę. I jeszcze jedno. Kierowca siedzi na motocyklu a w nie w nim. Tego drugiego wrażenia można zaznać na wielu krążownikach, co dla jednych jest zaletą, a dla innych wadą. Osobiście wolę jednak mniej żelastwa dookoła, a więcej plenerów i okoliczności przyrody.

Indian Scout: Foto: Inforiders.pl

Jeżeli o jeździe mowa, warto też wspomnieć o firmowych tłumikach, które przypomniały mi odlegle czasy szkolne i próby gry na flecie. Generalnie udawało mi się z niego wydobyć tylko jakieś ciche pierdnięcia. Odgłosy wydechów Scouta przywołały wspomnienia tych nieporadnych prób muzycznych.

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że u konkurencji jest tak samo. Usłyszałem swój motocykl dopiero wówczas, gdy wywaliłem oryginalne tłumiki i założyłem model od V&H. Z kolei specjalnie do Scouta świetne wydechy robi Kaliński. Przepisy są jakie są i dealerzy muszą się do nich stosować.

Jazda testowa Indian Scout. Źródło: You Tube, Red Iron Motorcycles

Indian Scout kosztuje ok. 60 000 zł. To dużo. Motocykle ze znaczkiem H-D w podobnej pojemności ok. 50 000 zł. Za H-D przemawiają dziesiątki lat doświadczeń, przypomnijmy że pierwsze modele Sportsterów pojawiły się w latach 50. ubiegłego wieku. Nowy Indian kontynuuje tradycję marki ale wciąż jest na początku swojej drogi. Koncern Polaris rozpoczął przygodę z dwukołową motoryzacją w 1998 roku od modelu Victory V92C. Przeciwnicy powstałej z martwych marki Indian nieustannie wskazują również na niepokojące podobieństwa motocykli Victory i Indian.

I co z tego? Możnaby powiedzieć, że wiele, ale kiedy odpaliłem moto, wyruszyłem serpentyną drogi w kierunku błękitnego nieba, a Scout lśnił w słońcu czerwienią i ochoczo połykał kolejne kilometry, miałem powyższe wątpliwości daleko za sobą. Liczyła się tylko frajda, której Indian Scout dostarczył mi całe tony. I wiecie co? Z chęcią znowu bym na nim pojeździł. Taka sytuacja…

%d bloggers like this: