Poznań Motor Show 2016. Czy BMW ma nowy przebój? Ile kosztuje Indian Springfield?

Oto kolejna porcja wrażeń z poznańskiej imprezy. Tym razem o BMW, Yamasze, motocyklach Indian, Victory i austriackim KTM. Kiedy BMW G 310 R trafi do salonów? Ile trzeba zapłacić za Victory Octane i masywnego Springfielda? Poczytajcie…

BMW

Na stoisku BMW aż kipiało od emocji z racji tegorocznej premiery bawarskiego koncernu. Chodzi o model G 310 R. Zbudowany do jazdy w pulsujących życiem miastach motocykl o pojemność 313 cm3 i mocy 34 KM oraz 28 Nm, stylistycznie nawiązuje do potężnego S1000R.

BMW G 310 R. Foto: Inforiders.pl

Dla porównania, najpoważniejszy konkurent G310 z tego segmentu, czyli MT-03 o pojemności 321 cm3, dysponuje większą mocą całych 42 KM, ale waży 168 kg, natomiast G 310 R jest lżejszy (158 kg). BMW kusi potencjalnych kupców małego street bike’a immobiliserem oraz ABS w standardzie.

Dodajmy, że maszyna powstał we współpracy z TVS i właściwie pochodzi z… Indii. Dzięki temu, cena motocykla ma być bardzo atrakcyjna. W Internecie pojawiły się informacje o kwocie poniżej 20 000 złotych, ale to raczej bajki. Prawdopodobnie G 310 R będzie kosztować 5 500 – 6 000 euro, czyli ok. 23 000 – 26 000 zł.

Od dealera marki, Inchcape Motor z Wrocławia, dowiedzieliśmy się również, że maszyna trafi do polskich salonów na przełomie maja i czerwca. Przypomnijmy jeszcze, że wspomniana Yamaha MT-03 to wydatek 21 700 zł (również z ABS w standardzie).

SONY DSC
R nineT Scrambler. Foto: Inforiders.pl

Poza małym przebojem BMW, nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności podziwiania R nineT Scramblera, którego oglądaliśmy długo i namiętnie, bo to po prostu piękna maszyna, pomijając końcówki wydechów. 1170 cm3 pojemności 110 KM i 116 Nm tak naprawdę niewiele mówi o tym jednośladzie. Trzeba zasiąść za kierownicą, żeby poczuć jak sprawnie ten motocykl zabiera się do jazdy. Niestety ta przyjemność kosztuje 49 000 zł.

Niemało, ale to i tak nic w porównaniu do R nine T Customa, za którego trzeba wyłożyć 62 900 zł. Parametry obu motocykli są zbliżone, Custom ma nieco wyższy maksymalny moment obrotowy wynoszący 119 Nm.

SONY DSC
R nine T Custom. Foto: Inforiders.pl

Yamaha

Z japońskich marek najsolidniej prezentowała się jak zwykle Yamaha, która przyciąga widzów premierowym modelem MT-10 z wesoło dyndającą przywieszką informującą, iż w gruncie rzeczy tego kosmicznego potwora można już mieć za ledwie 499 złotych miesięcznie. To dobry sposób, że jakoś wydać te dodatkowe pięć stów na dziecko, jeśli ktoś akurat ma już zrobione i złożył odpowiedni wniosek.

MT-10 powstał z modelu R1, ma zatem jego serce, czyli rzędowy, czterocylindrowy silnik o pojemności 998 cm3, skonfigurowany w ten sposób, aby wygenerować potężny moment w niskich oraz średnich zakresach. To nie wszystko, przeróbkom poddano cały układ wydechowy i paliwowy. Poza tym, do MT-10 zapakowano tak dużo elektroniki, że blady strach padł nawet na Chińczyków, a kapitanowie kontenerowców zastawiają się, czy nie lepiej zostać w portach.

SONY DSC
Yamaha MT-10. Foto: Inforiders.pl

Jeszcze dwa słowa o wspomnianym wcześniej MT-03. Model 2016 traci odrobinę po bliższym zapoznaniu się z maszyną. Chodzi między innymi o jakość i spasowanie plastików. Za to silnik i podwozie pochodzące z YZF-R3 po prostu musi być dobre i w tym temacie raczej nikt nie będzie specjalnie narzekał.

Przy okazji Yamahy warto wspomnieć, że aktualnie obniżono ceny modeli s rodziny Sport Heritage. Na przykład cieszący się sporym zainteresowaniem XV 950, czyli Yamaha Bolt w wersji R, będzie kosztować 35 599 zł, czyli 1600 zł mniej niż normalna cena detaliczna. Obniżki obejmą również modele SR 400, XV 950 Racer, XJR 1300 i XJR 1300 Racer.

SONY DSC
Yamaha MT-10 (po lewej). Yamaha MT-03 ( po prawej). Foto: Inforiders.pl

Indian i Victory

Na stoisku Indian i Victory główną atrakcją był niezaprzeczalnie Springfield – najnowszy motocykl w ofercie koncernu Polaris. Przypomnijmy, że fabryka marki istniała w miejscowości Springfield od 1901 do 1953 roku. To ponad pięćdziesiąt lat wspaniałej historii firmy, która została uhonorowana nowym motocyklem.

SONY DSC
Indian Springfield. Foto: Inforiders.pl

Klasyczny wygląd i sylwetka nie powinny nikogo zmylić. Krążownik marki Indian wyposażono w m.in. ABS, elektroniczny tempomat, monitor ciśnienia w kołach, kufry na pilota. Cena? Dystrybutor podaje ją w dolarach. Za najpotężniejszego Indiana o masie 372 kilogramów trzeba zapłacić 29 700 zielonych papierów z podobizną George’a Washingtona, czyli ok. 110 000 zł.

Druga ciekawostka to mniejszy i młodszy brat Scouta. Scout Sixty pojawił się po raz pierwszy na EICMA 2015 w listopadzie ubiegłego roku. Czy się różni? Oczywiście pojemnością, która w modelu Scout wynosi 1130 cm3, zaś w Sixty 999 cm3.

SONY DSC
Scout Sixty. Foto: Inforiders.pl

Maksymalna moc modelu Scout Sixty to 79 KM osiągana przy 89 Nm momentu obrotowego. Duży Scout może poszczycić się mocą 100 KM. Nieznacznie spadła też waga. Sixty waży 246 kg, czyli siedem kilogramów mniej niż jego starszy brat. Cena? 13 900 dolarów, co w przeliczeniu wynosi około 51 500 zł.

Victory

W Poznaniu warto było również obejrzeć ciężkie i niepokojąco podobne do Indiana modele Victory. Jak zapewniał nas polski dealer marki, wrażenia z jazdy są jednak zupełnie niepodobne, z przewagą po stronie… Victory. Model Octane to praktycznie nowość, motocykl pojawił się w połowie lutego. W ramie Octane umieszczono silnik 1200 cm3 chłodzony cieczą, który potrafi wygenerować 104 KM. Trochę szkoda, bo miał to być nie tylko zwykły cruiser, ale motocykl z aspiracjami sportowymi w swojej klasie, co brzmiało dość ciekawie.

Równie interesująco zapowiadała się cena, którą Amerykanie ustalili na poziomie 10 500 dolarów, czyli ok. 42 000 zł. Niestety w Polsce motocykl sprzedawany jest znacznie drożej i kosztuje 55 000 zł. Pani na zdjęciu poniżej postanowiła przekonać się w najlepszy możliwy sposób, czy wysokość motocykla będzie dla niej odpowiednia. Jak widać, wszystko pasuje.

SONY DSC
Victory Octane. Foto: Inforiders.pl

KTM

Na platformie KTM mogliśmy obejrzeć choćby KTM 1290 Super Duke GT, który nie boi się żadnych przeszkód, zaś wersja na 2016 rok reklamowana jest jako „adrenaline express”. Maszynę napędza dwucylindrowy silnik o pojemności 1301 cm3, mocy 173 KM i momencie 114, który jest pod ręką już od 3250 obr./min.

Dwukołowy robocop ma też ABS, system monitorowania ciśnienia w oponach, system uniemożliwiający stoczenie się maszyny z wniesienia, a nawet quickshiftera w skrzyni biegów.

SONY DSC
KTM 1290 Super Duke GT. Foto: Inforiders.pl

Nowością jest regulacja szyby i aktywne zawieszenie od WP, a także automatycznie wyłączane kierunku, podgrzewane manetki i doświetlenie. Nowy model spełnia też wyśrubowane normy Euro4.Tylko cena zrzuca z siodła. Za Super Duke GT trzeba zapłacić 76 990 zł.

I jeszcze mała dygresja. Moda na turystyki o tak wielkiej mocy wydają się powoli przemijać, ciekawe że Austriacy nadal napierają na ten segment. Dodajmy jednak, że w ofercie KTM są również mniejsze maszyny, choćby 1050 Adventure, czyli litrowy motocykl dla podróżników wyposażony w niewysiloną jednostkę o mocy 95 KM. Tylko waga mogłaby być nieco niższa (205 kg) i oczywiście cena… 53 990 zł.

SONY DSC
KTM 1050 Adventure. Foto: Inforiders.pl

Na koniec dwa słowa o bardzo zgrabnym 125 Duke. To najsłabsza i najmniejsza maszyna z oferty KTM. Ten maluch wygląda jednak, jakby w jego ramie siedział silnik przynajmniej o dwukrotnie większej pojemności, co jest zapewne efektem pracy artystów z Kiska Design, którzy zaprojektowali tego ulicznego wojownika.

125 cm3 i tylko 11 KM mocy to oczywiście wynik przepisów a nie ograniczeń technologicznych. Ten czterozaworowy napęd może osiągnąć nawet 10 000 obr./min i rozpędzić się do 110 km/h. Nieźle jak na takie malca. Cena? 17 950 zł. Ale trzeba uważać na katalog dodatków, bo wciąga jak diabli i może się okazać, że za motocykl przyjdzie zapłacić kilka tysięcy więcej. Droższą opcja dla ludzi, którzy nie lubią się ograniczać finansowo jest RC 125 o mocy 15 KM, w cenie 20 190 zł.

SONY DSC
KTM RC 125 i KTM Duke 125. Foto: Inforiders.pl

To już wszystko?

Czy warto było jechać do Poznania, żeby obejrzeć te wynalazki? Oczywiście, że tak. Tym bardziej, że to nieliczna okazji, kiedy większość marek jest mniej więcej w jednym miejscu i można sobie porównać maszyny „na żywo”.

Kilka ciekawych tematów związanych z nowinkami i prezentacjami podczas Poznań Motor Show 2016 z premedytacją pominęliśmy. Wrócimy do nich w obszerniejszych artykułach lub nagraniach video. Tymczasem definitywnie żegnamy już Poznań, przynajmniej do przyszłego roku…

%d bloggers like this: