Poznań Motor Show 2016. Warto było jechać?

Targi motocyklowe w Poznaniu przyciągnęły jak zwykle rzesze odwiedzających, żeby nie powiedzieć dzikie tłumy. W przeciwieństwie do Wrocław Motorcycle Show, imprezy kierowanej głównie do motocyklistów, wydarzeniu w Poznaniu jednoślady jedynie towarzyszą, dlatego wszelkie porównania ilościowe, tzn. dotyczące liczby gości, nie są wymierne.

Nie da się jednak ukryć, że w stolicy wielkopolski mamy do czynienia z gigantycznym przedsięwzięciem. Jak wielkim?

SONY DSC
Poznań Motor Show 2016. Foto: Inforiders.pl

Targi Motor Show 2016 trwały aż cztery dni, od 31 marca do 3 kwietnia. Swoje ekspozycje zaprezentowało ponad 140 wystawców z Polski i spoza kraju. Na ich potrzeby organizator udostępnił 10 potężnych pawilonów i tereny zewnętrze. W Poznaniu miała również miejsce jedna europejska premiera samochodu, pojawiły się dwa auta koncepcyjne, a wszystkich nowości motoryzacyjnych było blisko siedemdziesiąt. Targi odwiedziło 133 000 tysiące ludzi, czyli dziewięć razy więcej niż we Wrocławiu.

Motocyklowy… hipermarket?

Rozmach międzynarodowych targów w Poznaniu widać było również na stoiskach motocyklowych, głównie chodzi tu o wielkość stanowisk poszczególnych marek. We Wrocławiu wystawcy musieli maksymalnie wykorzystać niewielką przestrzeń zabytkowej Hali Stulecia, w Poznaniu takich problemów nie mieli. Na korzyść Wrocławia przemawia jednak atmosfera motocyklowego święta, czego w stolicy wielkopolski po prostu nie było czuć, może poza stoiskami z kiełbasami obleganymi przez motocyklową brać.

SONY DSC
Poznań Motor Show 2016. Strefa Custom. Foto: Inforiders.pl

Osobiście nie bardzo podobało mi się upakowanie wszystkich maszyn typu custom w ciasnych rzędach otoczonych barierkami. Po pierwsze ich natłok powodował, że się wzajemnie dominowały i w ogólnej masie niknęły ciekawe szczegóły i detale. Po drugie trudniej było obejrzeć, przyjrzeć się poszczególnym egzemplarzom z każdej strony oraz zamienić kilka zdań z ekipą, którą wyfasowała lub wystawiła dany model. Kameralna atmosfera wrocławskiej imprezy była pod tym względem lepsza, mimo że customów było mniej.

Zaginieni w akcji

Zacznijmy jednak od początku. Japońskie marki były prezentowane przez Hondę, Yamahę i Suzuki, ale bez Kawasaki. Co ciekawe, maszyn tego producenta nie zabrakło we Wrocławiu, gdzie mieliśmy okazję obejrzeć choćby specjalną wersję Vulcan S i groźne egzemplarze Ninja ZX-10R i Ninja H2. W Poznaniu nie spotkaliśmy również Harleya-Davidsona, Triumpha i Husqvarny, może poza dwoma symbolicznym crossami tej ostatniej marki i uśmiechającej się smutno hostessy.

SONY DSC
Zapomniany boks Husqvarny. Foto: Inforiders.pl

Ponadto Honda i Suzuki dołączyły motocykle do oferty samochodowej, czyli znajdowały się zupełnie w innym miejscu niż pozostali wystawcy dwóch kółek. Swoją drogę, na motocykle można było natknąć się również w innych halach wystawowych, np. w obiekcie z… ciągnikami samochodowymi i ciężarówkami, gdzie widzom trafiła się gratka w postaci ciekawie pomalowanego egzemplarza potężnego Suzuki Intrudera M109R z silnikiem 1800 cm3.

SONY DSC
Suzuki Intrudera M109R w hali ciężarówek. Foto: Inforiders.pl

W czym Poznań był lepszy od Wrocławia?

Na pewno wygrał stoiskami Moto Guzzi, Aprilla i jeszcze MV Augusta. W ofercie Moto Guzzi warto było rzucić okiem na V7 II Special o pojemności 744 cm3 i 48 KM mocy albo muskularnego cruisera Moto Guzzi Audance, który sprawia wrażenie równie mrocznego jak Ducati Diavel Dark i tak samo niebezpiecznego jak V-max.

SONY DSC
Moto Guzzi Audance. Foto: Inforiders.pl

Mimo że poprzecznie montowany V2 jest zaprzeczeniem klasycznego amerykańskiego stylu, w Moto Guzzi ten silnik wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze. Jeśli ktoś szukał nieco łagodniejszego potwora, nie musiał daleko szukać. Obok stał Moto Guzzi California Custom. Również w pojemności 1380 cm i mocy 96 KM.

Na stoiku Aprilla pysznił się wielki afisz informujący odwiedzających, że włoska marka może poszczycić się aż 54 tytułami mistrzowskimi. Autoryzowanym dealerem Aprilla, Moto Guzzi i MV Augusta jest Moto44.PL i to właśnie ta firma umieściła modele powyższych marek na niemałej części wystawowej hali. Tej przestrzeni wydawało się nawet nieco za dużo. Zresztą zobaczcie sami, zdjęcie poniżej.

SONY DSC
Poznań Motor Show 2016. Strefa Custom. Foto: Inforiders.pl

Witaj przygodo z… motocyklem Aprilla

Nam spodobał się ciężki motocykl Aprilla Caponord 1200 Rally. To maszyna, która poradzi sobie w każdych warunkach, m.in. dzięki sterowanemu elektronicznie zawieszeniu ADD, trzystopniowej, regulowanej trakcji ATC i elektronicznemu sterowaniu przepustnicy Ride by Wire (bez linki gazu).

Warto też było zatrzymać się przy Aprilla SR Max 125 i.e. Czterosuwowy jednocylindrowiec o pojemności 125 cm3 i mocy 15 KM kosztuje niecałe 19 tysięcy złotych. To dużo i mało zarazem, ale w dla fanów ulicznych wojowników z kategorii najmniejszych maxi skuterów to bardzo ciekawa opcja.

SONY DSC
Aprilla Caponord 1200 Rally. Foto: Inforiders.pl

Niemało maszyn do obejrzenia znajdowało się na stoisku Junaka i Rometa, a także Zipp i AJP. Romet przyciągał wzrok jednocylindrowym neoklasykiem o mocy 26, 5 KM. Mowa o Romecie Classic 400 z wózkiem bocznym, który został wybrany przez Włodzimierza Zientarskiego na jednego ze zwycięzców Moto Show Awards 2016.

Publiczność stale oblegała też czarnego jak smoła Rometa Legend 125 Fl i elegancki model RCR, również wyposażony w dwucylindrowy rzędowy silnik w układzie OHC i pojemności 124 cm3. Trzeba przyznać, że na stoiskach te motocykle wyglądały znakomicie.

Romet RCR. Foto: Inforiders.pl

Spore zainteresowanie budził także Junak M11 Cafe, który wszedł do sprzedaży dosłownie kilka dni temu. Radość z tego faktu przyćmiewa nieco fakt, że Chińczycy produkują niemal identyczny model również dla Włochów, którzy nazwali swoją wersję Italjet Buccanner 250i. Za to silnik tej maszyny nawiązuje do jednostki do Yamahy Virago, chociaż jeśli chodzi o trwałość, zapewne będzie miał problem z podtrzymaniem legendy.

SONY DSC
Junak M11 Cafe. Foto: Inforiders.pl

Wspominając o Junaku nie sposób pominąć modelu CR 125, który również został wyróżniony tytułem Motor Show Awards 2016. To nawet ciekawe, bo CR 125 to jest neoklasykiem udającym styl cafe racer, zaś fizycznie motocykl pochodzi z tej samej, chińskiej fabryk Senke, w której produkowane są modele Romet K125 czy Romet R125. W Chinach CR 125 nazywa się Somoto Crown Cafe B. Ten sam model, tylko pod elegancką nazwą Orcal Astor, można zakupić we Francji.

Sprawdź swojego „żółwia”

Powyższymi faktami nie mieliśmy jednak ochoty zaprzątać sobie głów, dlatego dla rozluźnienia skierowaliśmy się na stoisko czasopisma „Motocykl”. Darmowych gazet nie dawali, za to mogliśmy do nieprzytomności walić młotem w certyfikowany protektor i dla wykazania różnicy, w zwykła piankę, która rzeczywiście poddawała się uderzeniom pomarańczowego kilofa natychmiast i z kretesem.

SONY DSC
Testowanie „żółwia”. Foto: Inforiders.pl

Fajnie, że nie musieliśmy płacić za te zniszczenia. Obejrzeliśmy też kamizelkę z airbagiem, zobaczyliśmy porównanie ścieranie codury i jeansu przy 50 km/h. Wszystkie pokazy działały na wyobraźnię, ale i tak nie oddamy wranglerów.

Czy to już wszystko? Oczywiście że nie. Już jutro napiszemy Wam co zobaczyliśmy na stoisku Yamahy i BMW, pokażemy, co zrobiła pewna pani, która postanowiła zasiąść za sterami Octana i opowiemy o fajnym kasku KYT z fotochromatyczną szybą. Zaglądajcie na nasz profil fb i stronę internetową.

%d bloggers like this: