Legendarne motocykle WSK wkrótce powrócą?

Ostatni motocykl Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku zjechał z taśmy w 1985 roku i tak zakończyła się trzydziestoletnia historia marki. Nie byle jaka historia, bo oznaczająca ponad 20 różnych modeli w trzech różnych pojemnościach oraz ponad dwa miliony egzemplarzy maszyn, które trafiły do odbiorców.

WSK – reaktywacja

O wskrzeszeniu popularnej mówił wielokrotnie Michał Piotrowicz, wielki wielbiciel marki i członek Świdnickiego Klubu Usarz, który ponadto samodzielnie odrestaurował wyjątkowy egzemplarz WKS M06 B3 Gil. Piotrowicz należy również do Świdnickiego Klubu Miłośników Techniki i wraz z grupą pasjonatów we współpracy z władzami miasta Świdnik, próbuje reaktywować słynną markę.

wsk_01
Foto: urodzonyzpasja.strefa.pl

Projekt zaczyna nabierać kolorów, ponieważ do inicjatywy udało się również zachęcić Lubelski Park Naukowo-Technologiczny, Politechnikę Lubelską – Strefę AK1 oraz osoby związane z byłym zakładem WSK PZL.

Aktualnie atmosfera jest bardzo dobra z kilku względów. Przede wszystkim obserwujemy olbrzymie zainteresowanie jednośladami w Polsce, co ma oczywiście związek z swobodą poruszania się maszynami do pojemności 125 cm3 bez prawa jazdy kat. A.

Powrót polskich marek?

Wystarczy jedynie prawo jazdy kategorii B trzymane w portfelu od trzech lat, żeby móc swobodnie przebierać w maszynach dostępnych w handlu. Olbrzymi wybór neoklasyków w rodzaju Suzuki VanVan 12, Rometa Ogara Caffe 125, Junaka CR 125 napiera na świadomość odbiorców. I to napiera skutecznie. W przypadku dwóch ostatnich przykładów dodajmy jedną rzecz – ludzie nie chcą słuchać, że to „chińczyki”. Wolą wierzyć, że wracają stare polskie marki.

Foto: historia.swidnik.ne

I coś w tym przecież jest, bo właściciele, firmy Almot oraz Arkus & Romet Group nie dlatego bazują na produkcji z Dalekiego Wschodu, bo kochają sajgonki i język chiński w dialekcie mandaryńskim, ale zwyczajne nie mają kilkudziesięciu milionów na ponowne otwarcie nowych fabryk w Polsce. Mikołaj Sibora, który posiada prawa do marki Junak mówi zresztą wprost, że marzy o powrocie Junaka na polską ziemię.

A jak wyglądają dawne fabryki? Została kupa cegieł lub nie ma ich wcale. Wystarczy przejechać się choćby do Szczecina na aleję Wojska Polskiego, gdzie mieściła się Szczecińska Fabryka Motocykli. Dziś jest tam galeria handlowa.

Stare ale jare?

Wracając do legendy WSKa, to może udać się również z innych względów. Mamy aktualnie modę na retro. Motocykle w stylu lat 60. i 70. ubiegłego wieku zyskują szerokie grono wielbicieli. Dlaczego? Ponieważ tęsknimy za dawnymi formami bez futurystycznych, kompozytowych krzywizn i kątów, plastrów soczewek LED, komputerów pokładowych i całego technologicznego balastu, który z czystych maszyn technicznie maszyn uczynił potworki, roboty-transformersy.

Foto: moto.wm.pl

Jak grzyby po deszczu powstają liczne ekipy, które penetrują stare stodoły lub odkupują ze szrotów wyeksploatowane jednoślady sprzed trzydziestu, czterdziestu lat i po prostu przywracają im dawny blask, często nadając motocyklom kilka cech modnych ostatnio bobberów, cafe racerów, scramblerów.

Wszystkie wymienione style wywodzące się jeszcze z zeszłego wieku, choćby scramblery, które odwzorowują typy motocykli powstałych w Anglii w połowie lat dwudziestych XX wieku. Z kolei cafe racery to spadkobiercy Rockersów, którzy ścigali się od kawiarni do kawiarni w latach 60-tych.

Bo to jest styl

Wizja dwóch kół, owalnego reflektora, osadzonego w zwykłej rurowej ramie nieudziwnionego silnika, to finezja wyrażona w prostocie, która przemawia do wyobraźni. Jest pomostem łączącym starsze pokolenie riderów z młodszymi. Tym ostatnim podoba się buntowniczy styl i sprzeczność jaka kryje się w klasyku z analogowymi prędkościomierzem a najnowszym iPhonem, którego używają, żeby wrzucić motocyklowe selfie na FB lub Tumblra.

wsk_10
Foto: historia.swidnik.net

To nasza historia

25 lat przemian ustrojowych też coś znaczny. Po hurraoptymistycznym okresie łykania wszystkiego jak leci z Zachodu i dołączeniu do wielkiej, europejskiej rodziny, dostrzegamy również niepokojące symptomy powszechnej unifikacji. Takie same sklepy, takie same produkty, takie same ubiory. Docierające do nas zza granicy, której już nie ma.

To oczywiście świetnie ale przecież chcemy również zachować swoją odrębność kulturową, tożsamość i historię. WSK, Junak, Romet to są jej aspekty. Wiele zostało utracone, ale przecież nie wszystko. Nawet chętnie odwiedzane przez zwiedzających, powstałe pięć lat temu w Świdniku muzeum marki WSK, jest sygnałem, że tęsknotę za legendą polskich motocykli można przekuć w coś poważniejszego. To ma znaczenie.

wsk_06
Muzeum WSK w Świdniku. Foto: urodzonyzpasja.strefa.pl

Szansa dla WSKa to w końcu najbardziej oddziałujące na potencjalnych inwestorów, zwykłe liczby. Choćby o sukces wspomnianego Junaka. Przypomnijmy, że co piąty nowy jednoślad rejestrowany w Polsce, w zeszłym roku, to maszyna Almotu. Sprzedaż nowych motocykli marki Junak rośnie rok do roku prawie czterokrotnie. Okazuje się, że jednak można, nawet jeśli jednoślady są chińskie i polskie mają wyłącznie logo.

Może być tylko lepiej

Na koniec dodajmy, że wstrzymanie produkcji motocykli WSK w połowie lat 80. ubiegłego wieku była decyzją polityczną i nie wynikała z braku zainteresowania potencjalnych odbiorców czy nieopłacalności sprzedaży. Czy wueski miałby szansę na obecnym rynku jednośladów? Na pewno znalazłyby swoją niszę i wierne grono odbiorców.

wsk_11
WSK M06 B1. Foto: historia.swidnik.net

Odbudowa zniszczonej marki nie będzie łatwa, znajdzie się zapewne wielu przeciwników inicjatywy pasjonatów skupionych wokół Michała Piotrowicza i władz miasta Świdnik. Prototyp współczesnego, pierwszego od 1985 roku motocykla WSKa, ma pojawić się na świecie w przyszłym roku. Czy autorom projektu uda się dotrzymać tego terminu? To się jeszcze okaże. My w każdym razie mocno trzymamy za nich kciuki.

Jeden komentarz

  1. Michał Piotrowicz przyczyną rozpadu klubu miłośników techniki ak1

%d bloggers like this: