Przyszłość miejskich motocykli? Tak wyglądają już teraz

Miejska dżungla ma kilka wad, o których łatwo sobie przypomnieć o poranku, podczas walki z ulicznymi korkami i nieudanych prób parkowania w zastawionym samochodami mieście. W niektóre szczególne mroczne dni centrum aglomeracji wygląda jak Mordor, miasto po prostu stoi zasnute spalinami i nawet motocykliści miewają problemy żeby przedostać się przez dokumentnie zaczopowane arterie. Alternatywa?

Oczywiście są rowery, ale to pojazd dobry na niedzielny wypad do parku. Zmotoryzowani fani dwóch kółek zawsze wybiorą coś samojezdnego. Musi być małe, poręczne, praktyczne, zwrotne i zwinne. Może skuter? A może coś nietypowego? Poniższe pięć konstrukcji to projekty wizjonerów, których pojazdy być może zastąpią kiedyś miejskie jednoślady. Nawet jeśli nigdy tak się nie stanie, warto popatrzeć. Wszystkie poza nową wersją Motor Compo, można kupić i za ich pomocą samodzielnie zmierzyć się z miastem.

Qugo

Qugo to miejski transporter zasilany elektrycznie. Co prawda przypomina raczej trójkołowy dziecięcy rowerek, ale to tylko pozory. Konstrukcję zbudowano w oparciu o lekką, aluminiową ramę. Pojazd powstał w holenderskiej firmie Urban Mobility Europe i przeznaczony jest dla osób, które potrzebują ekologicznego transportu na krótkie dystanse.

qugo_2
Qugo. Foto: www.autovlietman.nl

Trójkołowiec z krainy tulipanów rozwija prędkość do 25 km/h, bez ładowania przejedzie 25 kilometrów i waży poniżej 30 kilogramów. Ładowanie akumulatora li-ion trwa 3-4 godziny. Z racji niewielkich gabarytów i ciężaru, Qugo można bez problemu zmieścić w bagażniku samochodu.

Kierownica jest rozkładana, zaś podczas transportu można ją złożyć w taki sposób, żeby przylegała do bryły Qugo. Dzięki temu jednoślad może zmieścić się niemal wszędzie.

Qugo promo video. Źródło: You Tube, Qugo the new transporter

Qugo został oczywiście wyposażony w oświetlenie, hamulec, system blokujący żyroskopy i akceleratory w trakcie wsiadania. To konieczne, bowiem Qugo nie posiada siedziska, użytkownik stoi na dwóch podestach. Sterowanie odbywa się analogicznie jak w Segwayu albo Ryno, poprzez balans ciałem. Qugo jest dostępny w sprzedaży w cenie 2 570 euro, czyli ponad 11 000 zł. To trochę dużo jak na pojazd, którzy przypomina zabawkę.

Acton M Scooter

Na pierwszy rzut oka Acton M Scooter wygląda podobnie jak prezentowana powyżej konstrukcja pomysłowych Holendrów, jednak wymyślony przez Petera Treadwaya pojazd jest o tyle ciekawszy. Przede wszystkim posiadła siodełko, na którym można wygodnie zasiąść. No powiedzmy, że wygodnie.

acton_01
Acton M-Scooter. Źródło: uneeqco.com

To również jest minimalistyczna konstrukcja nieprzeznaczona do wyścigów na autostradzie, lecz do miejskiego rozgardiaszu i porannych oraz popołudniowych korków, które uniemożliwiają jazdę samochodem. W takich warunkach wszędobylski, niewielki trójkołowiec poradzi sobie zdecydowanie lepiej.

Acton M ma składane podesty, kierownicę i siodełko, dzięki czemu bez problemu zmieści się w każdym samochodowym bagażniku a rozłożenie całego systemu zajmie nie więcej niż 10 sekund. Zasięg trójkołowca wynosi od 20 do 45 kilometrów w zależności od stopnia naładowania akumulatora. Pojazd wazy 31 kg. Czas ładowania ogniw to około 3 godziny.

ACTON M-Scooter | The Perfect Electric Vehicle For All. Źródło: You Tube, ACTON

Acton M powstał dzięki akcji na Kickstarterze. Twórca projektu zebrał na swój pojazd ponad 70 tysięcy dolarów jeszcze pod koniec 2013 roku, co pozwoliło mu rozpocząć produkcję. Trójkołowiec trafił już do sprzedaży. Obecnie można zdecydować się na dwa warianty kolorystyczne, czarny lub biały, oba w cenie 825 dolarów, czyli nieco ponad 3 300 zł. Wariant z mocniejszym akumulatorem pojawi się za jakiś czas, ale będzie dwukrotnie droższy.

Ryno

Projekt firmy Ryno Motors z Portland w Stanach Zjednoczonych to kolejny przykład nietypowej, żeby nie powiedzieć – dziwacznej konstrukcji, która mimo szalonego wyglądu wkrótce trafi do odbiorców – pojazd jest obecnie dostępny w przedsprzedaży. Ryno to zasadniczo skuter elektryczny ale ponieważ ma tylko jedno koło, bardziej pasuje do niego miano monocykla.

ryno_02
Ryno. Foto: Ryno Motors

Pojazd może rozpędzić się do prędkości nieco ponad 16 km/h i przejechać na jednym cyklu odległość 25 kilometrów. Ładowanie urządzenia odbywa się bezpośrednio z gniazdka i trwa ok. 6 godzin. Nie są to jakieś zachwycające możliwości, ale w miejskim trybie pracy, jako transport z domu do biura, Ryno powinien się sprawdzić.

Stabilizację jednokołowca zapewniają mu urządzenia żyroskopowe i akcelerometry podobne do rozwiązań zastosowanych w Segwayu. Przyspieszanie i hamowanie wygląda podobnie, wystarczy pochylić się do przodu lub odchylić do tyłu, aby zmienić prędkość. Ryno posiada również ręczny hamulec i oświetlenie.

Ryno motors. Źródło: You Tube, Jerome Demers

Podstawową zaletą konstrukcji jest oczywiście niewielki rozmiar. Monocykl można zabrać ze sobą dosłownie wszędzie, do pociągu lub autobusu, chociaż dźwiganie tego ustojstwa to rzecz mocno problematyczna. Masa Ryno wynosi aż 160 kilogramów, sam silnik i koło waży ponad 60 kg. Spora waga jest niezbędna ze względu na konieczność zachowania równowagi.

Di Blasi R70

Di Blasi R70 przypomina trochę legendarną motorynkę, ale z konstrukcją produkowaną w latach 80. i 90. XX wieku w Zakładach Rowerowych Romet w Bydgoszczy nie ma nic wspólnego. Di Blasi to włoska firma produkująca składane rowery od początku lat 70. ubiegłego wieku. Poza tym produkuje jeszcze takie wynalazki jak R70.

di blasi_4
Di Blasi R70. Foto: doyoubike.com

Mod R70 to kolejna wersja małego, elektrycznego skutera miejskiego, którego podstawą zaletą jest możliwość złożenia dwukołowców w niewielką paczkę, której wysokość i długość nie przekracza 70 centymetrów.

Bez akumulatora, całość waży zaledwie niecałe 25 kg, zaś z baterią 36 kg. Akumulator wyposażono w rączkę ułatwiającą wyjęcie zasilania z ramy. Żywotność ogniwa przewidziana jest na ponad 1200 cykli, zaś ładowanie do pełna trwa około 4 godzin. Maksymalna prędkość Mod R70 wynosi 40 km/h, zasięg 62 km, maksymalna ładowność 110 kilogramów. R70 po złożeniu jest naprawdę mały…

Di blasi R70. Foto: www.steve-ms.com

Co najdziwniejsze ten maluch posiada nawet niewielki, rozkładany bagażnik, gdyby ktoś chciał na przykład zapakować na R70 namiot oraz karimatę i ruszyć w trasę wokół Europy.

Motocompo i Motor Compo

Honda Motocompo to wynalazek, którego karier trwa już przeszło trzydzieści lat. Po raz pierwszy Japończycy zaprezentowali pojazd w 1981 roku a równo 30 lat później ogłosili światu następcę o nazwie… Motor Compo. Może mało oryginalnie, ale przynajmniej od razu wiadomo, że to spadkobierca wcześniejszego pomysłu.

Honda Motocompo 1982. Foto: Honda

Oryginalny Motocompo był skuterem wyposażonym w silnik o pojemności 49 cm3, chłodzony powietrzem, o mocy 2,5 KM. Skuterek ważył 42 kg, zbiornik paliwa mieścił zaledwie dwa litry, co umożliwiało jednak przejechanie nawet do 140 kilometrów przy prędkości 30 km/h.

Pojazd produkowany był w latach 1981 do 1983, na rynek trafiło dokładnie 53 369 sztuk Motocompo. Honda zaprzestała produkcji przypominającego zabawkę skutera zaledwie po 3 latach. Podobno z powodu niesatysfakcjonujących wyników sprzedaży. Dziwne.

motocompo_1a
Honda Motocompo. Foto: Honda

Motopompo nie miał być wygodny, ale praktyczny. I musiał zmieścić się do bagażnika niewielkiego japońskiego samochodu. W wersji z 1981 roku była to niewielka Honda City przypominająca naszego Malucha 125p, zaś współczesna edycja skuterka trafiła do koncepcyjnego, elektrycznego samochodu Micro Computer.

Co ciekawe, bateria, która zasila Motor Compo służy również jako źródło zasilania klimatyzacji i nagłośnienia niewielkiego samochodu.

Motor Compo. Foto: Honda

Honda wciąż czeka z premierą małego skutera elektrycznego i nie ogłasza parametrów Motor Compo, chociaż pojazd jeździ i prezentowany był również na targach.

Być może Japończycy chcą dopracować jeszcze jakieś elementy konstrukcji albo zwyczajnie obawiają się, że skuter elektryczny o wyglądzie tostera okaże się fiaskiem. Czy rzeczywiście jest taki brzydki?

motor compo
Motor Compo. Foto: Honda

Czy elektryczne pojazdy zastąpią kiedyś silnikowe konstrukcje a potężne motocykle trafią do muzeów zastąpione przez dziwne pudełka jak powyżej?

Na razie na to się nie zanosi, ale paliwa kopalniane w końcu się skończą, a wówczas elektryki zapewne zdominują świat. Na szczęście będą już wówczas jeździć następcy LiveWire Harleya i Empulse TT od Victory Motorcycles. Może nie będzie tak źle?

%d bloggers like this: