Komar jest brzydki, prosty i wolny. Ale i tak kultowy

Sztywne zawieszenie, charakterystyczny jajowaty bak, prosty przedni wahacz pchany, dwa pedały i rowerowe siodełko. To właściwie wszystko. Przez piętnaście lat w zupełności wystarczało tysiącom właścicieli, którzy zaprzęgali Komara do wszelkich możliwych prac. To były inne czasy i inne podejście do motoryzacji niż dziś…

Dawno, dawno temu

Zanim w 1960 roku z taśmy montażowej Zjednoczonych Zakładów Rowerowych w Bydgoszczy zjechał pierwszy motorower Komar, w Zakładach Metalowych Wrocław-Zakrzów powstały mopedy Ryś i Żak. O historii tych znakomitych konstrukcji pisaliśmy wcześniej. Zarówno Ryś jak i znacznie uproszczony Żak były eleganckie, lecz mało praktyczne i za drogie.

Prawdziwy sukces odniósł dopiero Komar, który kosztował w latach 60. ubiegłego wieku około dwóch przeciętnych pensji, był prosty w budowie, łatwy w obsłudze i do tego trwały.

komar_230_01
Komar 230 1962 rok. Foto: gajmotocykle.manifo.com

Charakterystyczna rama Komara będąca konstrukcją jednorurową umożliwiała zainstalowanie silnika SM02 będącego jeszcze schedą po Rysiu, uproszczoną wersją bez dekompresatora. Jednostka dysponowała 1,4 KM mocy przy 4000 obr./min. i maksymalnym momencie 1,8 NM.

Na co komu mały „bzyk”

Motorower wybierano głównie ze względu na stosunkową niską cenę. Samochód był dla przeciętnego Kowalskiego dobrem luksusowym i zbyt drogim w przeciwieństwie do jednośladu z zakładu w Bydgoszczy. Dwukołowiec musiał jednak służyć do przewożenia i transportu całej… rodziny, a nierzadko również żywego inwentarza. Może trudno to sobie wyobrazić, ale tak było.

Komara masowo używano na wsi i równie często w mieście. Dziś już niemal nie spotyka się motocykli, które ciągną za sobą dwukołowe wózki. Niegdyś takie komarze zaprzęgi były częstym widokiem na polskich drogach.

Warto dodać, że masa motoroweru gotowego do drogi wynosiła zaledwie 50 kg, zaś dopuszczalne obciążenie 120 kg. Wartość ta była nagminnie przekraczana. Z racji wszechstronnego zastosowania i bezlitosnego obchodzenia się z Komarami, liczne egzemplarze, które dotrwały do dzisiejszych czasów, są bardzo mocno wyeksploatowane, żeby nie powiedzieć zajechane na śmierć.

komar_231_02
Komar 231. Foto: gajmotocykle.manifo.com

Nieskomplikowany dwusuw miał swoje bolączki, dlatego ewoluował. Model 230 został zastąpiony przez 231 i 232 z nowym silnikiem serii S38. Akurat ta zmiana była podyktowana głównie problemami z terminową dostawą silników SM 02 i dlatego właśnie pojawiły się nowe napędy produkowane w Zakładach Mechanicznych w Dębnie. Tak powstał model MR 231.

Komar w krainie tulipanów

Model 232 był wersją eksportową. Funkcjonował pod nazwą Mofa-25 Condor i był sprzedawany do Niemiec, Anglii, Szwecji oraz Holandii. Być może to w krainie tulipanów oraz u naszych najbliższych, zachodnich sąsiadów warto dziś szukać lepiej zachowanych egzemplarzy. Dodajmy, że eksportowe motopedy posiadały tabliczkę znamionową z nazwą firmy… Neckermann, co sugerowało ich zachodnie pochodzenie.

Po dziesięciu latach inżynierowie z ZZR w Bydgoszczy zajęli się wreszcie nieresorowanym, tylnym kołem i śmiesznym siodełkiem. W modelu 2330, tzw. Komarze 2, pojawiło się zawieszenie tylne, amortyzowane przez dwa teleskopy sprężynowe, nowa rama o konstrukcji rurowo-tłoczonej i wygodne, chociaż nadal krótkie, jednoosobowe siodło.

Do kompletu dołożono również dwie puszki narzędziowe. Co ciekawe, przez lata produkcji i sprzedaży cena wrosła tylko nieznacznie, z 4500 zł do 4900 zł. Komar 2 był początkowo towarem mocno deficytowym bowiem stanowił ledwo 10 % całej produkcji.

Komar_2330_03
Komar 2330 z 1970 roku. Foto: Artur Pielach

Komar z kopytkiem

Kolejna znacząco zmiana to rok 1970, który w Polsce był trudnym okresem podwyżek cen żywności przez władze PRL i postępującego ubożenia ludności. Jak wiadomo ostatecznie doprowadziło do poważnych protestów i tragicznych wydarzeń grudniowych. Jednak Komar miał się dobrze. Nowy model 2350 będący następca 2330 był wersją, z której zniknęły pedały i pojawił się rozrusznik motocyklowy. Zrezygnowano także z ręcznego hamulca, zastąpionego wersją nożną zbliżoną do współczesnych.

Modyfikacje została bardzo dobrze przyjęte przez klientów. W niezmienionej formie Komar 2350 był produkowany przez osiem lat jednak między czasie, tzn. w 1975 roku pojawił się ulepszony moped 2351 z nowym, teleskopowym widelcem przednim, ładniejszą lampą przednią i osłoną łańcucha napędowego.

Komar 2350 z 1972 roku. Źródło: You Tube, jedrzeej

Nieco wcześniej, bo już w 1972 w Bydgoszcz skonstruowano Komara Sport. Motorower o symbolu 2361 wyglądał nieco jak cafe racer, miał wydłużony zbiornik, przedłużoną kanapę i płaską kierownicę. Pozbawiono go za to bagażnika, który nie pasował sportowej stylistyki.

Wersje 2350 i 2351 zakończyły żywot w 1978 roku, kiedy na rynku pojawił się Komar 2352 z silnikiem 017, zwany również „kwadratem” ze względu na zmianę zewnętrznej obudowy silnika, cylindra oraz głowicy. Produkcja zakończyła się w 1983 roku. Ostatnim model Komara, który został zastąpiony przez Rometa, była wersja 2352W z silnikiem 023 i nożnym, a nie ręcznym, mechanizmem zmiany biegów.

Wszystko kiedyś się kończy

Co zadecydowało o zmierzchu Komara? Czasy się zmieniały. Z maszyn praktycznych i czysto użytkowych motorowery przeistaczały się w pojazdy rekreacyjne, sportowe, również dla młodzieży. Nowy rozdział historii motorowerów rozpoczął się jeszcze w 1976 roku za sprawą niezwykle mocnego jak na owe czasy Ogara 200, również produkowanego w Bydgoszczy.

komar2352_04
Komar 2352. Foto: www.jacomoto.pl

Stopniowo wprowadzono kolejne modele jak Kadet 780, Kadet 110 Automatic z silnikiem Jawa, czy najmocniejszy Romet 50T o mocy 2,5 KM, który umożliwiał rozwinięcie szaleńczej prędkości 65 km/h (Komar tylko 40 km/h).

Prostota Komara, jego niewielka moc, wreszcie mało ciekawy wygląd przestały wystarczać odbiorcom. To co stanowiło wcześniej o jego sukcesie stało się nieznośnym balastem. Na dodatek nowe pokolenie motocyklistów nie chciało już jeździć na tych samych maszynach co ich ojcowie. Ludzie też się zmienili.

Cenny jak… Komar?

Nowa fala to czasy obecne, w których Komar zyskuje utraconą pozycję. Już dawno nie chodzi o względy praktyczne lecz historyczne. Zachowanych w oryginale Komarów, szczególnie z pierwszych roczników produkcji, nie jest wcale tak wiele. Ich cena znowu rośnie. Kto wie, może za kilkadziesiąt lat będą tak cenne jak Sokoły czy SHL dzisiaj?

%d bloggers like this: