Spotkanie Słoni to zlot motocyklowy inny niż wszystkie

Elefantentreffen to jeden z najoryginalniejszych i najciekawszych zlotów motocyklowych, który odbywa się już od sześciu dekad. Termin jest zawsze ten sam. Pierwszy tydzień lutego, kiedy od mrozu pękają drzewa a w niemieckich lasach można spotkać jedynie białego puchacza i nieliczne tropy dzikiej zwierzyny.

Właśnie w tym czasie, kiedy dzień trwa zaledwie kilka godzin a pod stopami nielicznych piechurów przemierzających Las Bawarski skrzypi śnieg, zjeżdżają w to miejsce najwytrwalsi motocykliści pędzący naprzeciw lodowym podmuchom zimy.

Elefantentreffen_9
Foto: www.motociclismoalltravellers.com

Zmotoryzowani wędrowcy często jadą bardzo długo. Nierzadko przemierzają pół Europy aby przez trzy krótkie dni spotkać ludzi, którzy dzielą ich pasję, fascynację motocyklami, lecz przede wszystkim chcą wspominać tych, którzy byli ich przyjaciółmi, ale już odeszli. Aura rzadko sprzyja Elefantentreffen, chociaż w ostatnich latach to się zmienia.

Nigdy jednak nie ma pewności czy goście przebiją się przez góry śniegu albo przetrwają nagłą, białą nawałnicę. Zarówno miejsce jak i ludzie, który trafiają ostatecznie na Spotkanie Słoni, są wyjątkowi, a to sprawia, że Elefantentreffen jest zlotem innym od wszystkich, niemal magicznym. To nie przesada. Posłuchajcie.

Bayerischer Wald jest nazwą pierwszego parku narodowego oraz pasma górskiego należącego do Masywu Czeskiego, leżącego na terytorium południowo-wschodnich Niemiec i północno-zachodniej Austrii. Las Bawarski to tak naprawdę dawna część antycznego Lasu Hercyńskiego, znanego pod łacińską nazwą Hercynia silva. O miejscu tym pisał m.in. Juliusz Cezar w swoim dziele „De Bello Gallico”, wspominając dzikie knieje będące północna granicą osadnictwa celtyckiego.

Elefantentreffen_3
Foto: www.nobordersmagazine.org

Zimowy zlot Elefantentreffen odbywa się na tych szczodrych ziemiach znajdujących pomiędzy miejscowościami Loh, Thurmansbang i Solla. Tradycję zapoczątkował niewiele lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, Ernest „Klacks” Leverkus, wielki zwolennik klasycznych maszyn Zündapp KS 601.

Model KS-601 produkowany był od 1951 roku. Czterocylindrowy bokser z silnikiem o pojemności 598 odniósł wielki sukces. Tylko w latach 1953-54 wyprodukowano 900 000 sztuk tych maszyn. Pełna nazwa jednośladu brzmiała Elephant KS 601, stąd Słoń (niem. Elephant) i nazwa zlotu w wolnym tłumaczeniu oznaczająca właśnie Spotkanie Słoni.

Warto jeszcze wspomnieć, że obecnie istnieją właściwie dwa zloty o podobnej nazwie. Pierwszy jest otwarty dla wszystkich niezależnie od typu maszyny i obecnie najbardziej znany. Odbył się w dniach 29 -31 stycznia. Najnowsza, właśnie zakończona impreza, była zarazem sześćdziesiątą edycją.

Foto: heavyrider.corriere.it

Drugi zlot zwany Alte Elefantentreffen, czyli Stare Spotkanie Słoni, skupia jedynie właścicieli maszyn Zundapp, zaś posiadacze słynnego modelu KS 601 mają wjazd za darmo. Klasyczna impreza odbędzie się w tym roku po raz 27 w dniach 12.02 – 14.02.2016 na torze Nurburgring w miejscowości Nurburg. Obecna trasa to jedynie fragment dawnego toru, który do dziś uważany jest za najbardziej niebezpieczny w Europie ze względu na liczne zakręty i przepaście.

Co sprawia, że co roku, w środku zimy, na Elefantentreffen zmierza z najdalszych zakątków Europy od pięciu do dziesięciu tysięcy motocyklistów? Głównie oni sami. To w dużej mierze ludzie, którzy mają w sobie ducha dawnych wędrowców, obieżyświatów, cenią kontakt z naturą, i gdyby żyli dwieście lat temu, zapewne zajmowaliby się dostarczaniem skór dzikich zwierząt do faktorii handlowych w fortach wzdłuż szlaku oregońskiego.

Elefantentreffen_1
Foto: www.gazzetta.it

Część z nich tak właśnie wygląda. Okutani w grube futra, syberyjskie czapy, w starych goglach lotniczych na twarzy. Owinięci grubymi, skórzanymi pasami, z przerzuconymi przez swoje stare motory sakwami wypchanymi suszonym mięsem i butelkami samogonu.

Elefantentreffen to zlot gdzie nie ma występów gwiazd, głośnej, rockowej muzyki. Nie liczą się firmy, marki i loga firm, lecz to czy motocykl ma dobry patent na koleiny ze śniegu i błota, odpali przy minus 30 stopniach i nie wywróci się kołami do góry podczas nieudanej próby. To zresztą też jest element nieodmiennie towarzyszący Elefantentreffen.

Maszyny i ich właściciele regularnie przegrywają nierówną walkę z lodem, zaspami, trudnym terenem, ale wówczas objawia się duch imprezy. Zawsze znajdzie się nie jedna, dwie lub trzy pary rąk do pomocy, lecz wielu ludzi, którzy bezinteresownie ruszą, aby wykaraskać ofiarę z kłopotów. Na koniec poczęstują jeszcze czymś z procentami na pociechę.

Elefantentreffen_6
Foto: www.nobordersmagazine.org

Jak wygląda Elefantentreffen? To wielka połać zamarzniętej ziemi, na której wyrastają namioty podobne dzikim leśnym grzybom. Szczególnie wyjątkowo wygląda to miejsce wieczorem, rozświetlone dziesiątkami ognisk, przesycone zapachem pieczonego, aromatycznego mięsiwa. Zasnute dymem, który smakuje żywicą.

Jeśli podejść do jednego z tych ognisk, można usłyszeć wiele języków, głośne śmiechy, poczuć zapach mocnych samogonów i bimbrów, nutę benzyny oraz wszechobecną woń słomy. To podstawa, bowiem po wjeździe na Elefantentreffen należy kupić jedną lub więcej słomianych kostek, które następnie warto rozsypać w miejscu, gdzie stanie namiot. W ten sposób izoluje się materiał namiotu od zamarzniętej na kość gleby.

Foto: edovision.tumblr.com

W nocy na Elefantentreffen słychać tylko ciche rozmowy ludzi, wiatr szumiący w drzewach, syczące iskry wzlatujące w rozgwieżdżoną noc tysiącami migoczących błysków. Czuć bliskość innych, ich życia.

Można posłuchać wielu opowieści, których nie poznacie nigdzie indziej bo Elefantentreffen otwiera ludzi. Buduje poczucie jedności i wspólnoty. Bywalcy Spotkania Słoni siedzą na mrozie niczym Eskimosi, często po prostu milczą, ale są tysiąc razy bliżej siebie niż upakowani w autobusach, spieszący do pracy, mieszkańcy szaroburych miast.

Elefantentreffen_13
www.motodreamer.eu

Czy Elefantentreffen będzie takie zawsze? Spotkanie Słoni też się zmienia, opornie i niechętnie, lecz jednak komercjalizuje. Marki sponsorują wyjazdy swoich ludzi na imprezę, którą chcą wykorzystać marketingowo i promocyjnie. Pojawiają się szyldy reklamowe, nazwy, które psują efekt wyjątkowości, ale zanim Elefantentreffen stanie się takie jak każda inna impreza, minie jeszcze wiele sezonów.

Zrozumie to każdy, kto zobaczy noc rozświetloną dziesiątkami pochodni zapalonych ku pamięci tych, którzy odeszli. Wystarczy wówczas rozejrzeć się i wyłowić spomiędzy chybotliwych ogni zamyślone twarze uczestników, aby pojąć, że to chwila magiczna i wyjątkowa. Tak jak samo Elefantentreffen…

%d bloggers like this: