Na Suzuki VanVan dookoła Europy. A potem jeszcze raz. Weronika Kwapisz opowiada jak jest

Weronika Kwapisz nie może usiedzieć w miejscu. Na małym, skośnookim motocyklu, dwukrotnie objechała Europę, a kiedy zrobiło jej się na Starym Kontynencie za ciasno, dorzuciła jeszcze Amerykę. Teraz marzy o tym, aby dotrzeć do magicznego Śródziemna, to znaczy Nowej Zelandii. Podobno gdy Sauron się o tym dowiedział, postanowił zwinąć interes. Oto zapis naszej rozmowy z Weroniką.

Inforiders.pl: Przejechałaś na motocyklu całą Europę. Naprawdę całą?

Weronika Kwapisz: To już moja druga wyprawa dookoła Europy, zatem można powiedzieć, że widziałam naprawdę wiele bajkowych miejsc w Europie. Z drugiej strony, z każdym wyjazdem przekonuję się, jak wiele ma do zaoferowania nasz kontynent… Ile jest wspaniałych dróg do pokonania!

Ostatnio rozmawialiśmy z Krzyśkiem Troką, który również pojechał w świat na motocyklu o pojemności 125 cm. Czy był podyktowany Twój wybór?

Ja właściwie po raz drugi zdecydowałam się na motocykl z silnikiem o pojemności 125 centymetrów. I ponownie wybrałam Suzuki VanVana. Czemu? Niektórym osobom wydaje się, że oszalałam, bo przecież większy znaczy lepszy, ale ja lubię minimalizm [śmiech].

Foto: W.Kwapisz

Dobrze, że nie skrajny, bo musiałbyś wówczas wybrać coś z asortymentu 50 centymetrów sześciennych. Okej, a na serio?

Na serio to niewielka pojemność zmusza do wyboru lokalnych tras. Na nich zobaczysz coś więcej niż jedynie linię dzielącą cztery pasy ruchu. Mam już za sobą trzy dalekodystansowe wyprawy. Pierwsza liczyła 12 000 kilometrów, druga dokładnie 19 728, a ostatnia 15 700. Chyba rozumiesz jak ważnym czynnikiem przy tysiącach przejechanych kilometrów jest koszt spalanego paliwa?

Jakoś jeżdżąc wokół komina rzeczywiście o tym nie myślę…

Zgadza się. Ale ja musiałam. Podjeżdżając pod stację cieszę się, że VanVan spala jedynie nieco ponad dwa litry na sto, bo to oznacza, że mogę nawinąć jeszcze niemało kilometrów nie bojąc się, że zrujnuje to mój budżet. A w niektórych krajach europejskich paliwo potrafi być naprawdę drogie.

Masz na myśli jakiś konkretny kraj?

Choćby Włochy. W słonecznej Italii paliwo może cię zrujnować. Za litr płaciłam 7,7 zł.

kwapisz_08
Foto: W.Kwapisz

Co Cię w ogóle pokusiło, żeby wyruszyć na taaaką wyprawę?

Mam to w genach [śmiech].

Pewnie tak jak minimalizm.

Ale naprawdę. To zresztą wina mojej Babci.

Jeju, a co Babcia miała do tego? Zmuszała Cię do jazdy na motorynce czy co?

Nie musiała. Otóż moja babcia była mechanikiem motocyklowym i zamknęła swój warsztat dopiero w wieku 94 lat! To po niej odziedziczyłam benzynę we krwi. Jest jeszcze jedna sprawa. Motocykl to po prostu coś innego niż samochód. To wolność. Nieco wyświechtane słowo ale prawdziwe uczucia.

Foto: W.Kwapisz

Taka babcia to skarb. Ile trwały przygotowania do wolności?

Co do babci, żebyś wiedział! Początkowo przygotowania do podróży zajmowały mi 3 lata. To znaczy od momentu, kiedy w mojej głowie zrodził się pomysł do chwili, kiedy przerzuciłam nogę przez siodło motocykla.

3 lata?! To boję się zapytać ile trwały do ostatniej…

Niepotrzebnie, bo wystarczyło mi zaledwie dziesięć miesięcy. Pod koniec zeszłych wakacji zakończyłam moją samotną podróż dookoła Ameryki Północnej, a na początku lipca tego roku jechałam już w stronę Islandii.

Jakie to były koszty?

Stara zasada podróżników brzmi – „wydasz ile masz”. Podróżuję zazwyczaj na bardzo małym budżecie i najwięcej wydaję na paliwo oraz przeglądy motocykla. Ograniczam wydatki związane z noclegami i regularnie korzystam z gościnności „couchsurfingu”, a także wybieram hostele oraz campingi, które są zdecydowanie tańsze w porównaniu do hoteli.

kwapisz_10
Foto: W.Kwapisz

Co trzeba wziąć ze sobą?

Pozytywną energię! A tak na poważnie „mniej znaczy więcej”. Niewiele jest już miejsc na świecie, gdzie w odległości kilkuset kilometrów nie mógłbyś zrobić dodatkowych zakupów, gdybyś czegoś zapomniał zabrać.

Ale coś jednak musiałaś zapakować, choćby ubrania?

Należę do osób, które kalkulują wydatek każdej złotówki, więc często zabieram ze sobą suchy prowiant, ale on i tak kończy się średnio po dwóch tygodniach. Z rzeczy, które zabieram ze sobą mam stały zestaw ciuchów, które chronią mnie przed chłodem, deszczem czy wiatrem. Zdecydowanie jest to zestaw podróżniczy niemający nic wspólnego ze słowem „fashion”. Tutaj chodzi o chęć przeżycia przygody, a nie strojenie się każdego dnia [śmiech].

A co na to Twoja Mama, Tato? Samotna wyprawa dziewczyny, wokół Europy, to przecież nie przelewki.

Moi rodzice wiedzą z czym wiąże się jazda motocyklem. Mają świadomość jakie niebezpieczeństwa zdarzają się na drodze. Dlatego początki dla nich nie były łatwe… Jednak dzisiaj mam w nich swoich najwierniejszych kibiców.

kwapisz_11
Foto: W.Kwapisz

Co byś powiedziała osobom, które marzą o podobnej przygodzie, ale „brakuje im czasu”, „nie mają pieniędzy”, „nie maja takiego dobrego motocykla”. Uważają, że są za starzy albo za młodzi?

Wszystkie rzeczy, które wymieniłeś, to wymówki. Powinni zadać sobie pytanie czy naprawdę tego chcą? Jeśli tak to niech się zastanowią, jak mogą to marzenie zrealizować mając to, co mają, ni mniej ni więcej. Ja również początkowo czekałam na idealny moment. Ciągle wydawało mi się, że mam za mały budżet, a to znowu, że sprzęt powinien być „wypasiony”, itd. Wszyscy czekamy na idealny moment, tylko warto zdać sobie sprawę z jednej, bardzo ważnej rzeczy. On nie istnieje!

Oj to chyba też już jestem gotowy. Mam motocykl i dobre chęci. Parę złotych pożyczę od kolegów z redakcji.

I wystarczy. Nie przekonasz się, jeśli nie odpalisz motocykla i nie pojedziesz w siną dal [śmiech].

kwapisz_07
Foto: W.Kwapisz

A co z usterkami i awariami? Jak sobie radziłaś? Bo w każdym planie musiałaś przecież uwzględniać prawo Murphy’ego.

To przesąd. Wszystko jest kwestią odpowiedniego przygotowania. Może Cię zaskoczę, ale ani razu nie miałam awarii. I to podczas wszystkich moich wypraw. Zawsze robię regularnie przeglądy. Nie ma co oszczędzać na dbaniu o maszynę, bo „chytry dwa razy traci”. Dodatkowo dostosowuję prędkość jazdy do moich umiejętności oraz przepisów, bo co tu dużo mówić, nie stać mnie na płacenie mandatów [śmiech].

Najprzyjemniejsze wspomnienia?

Oj, jest ich tyle, że trudno wymienić wszystkie… Prócz pięknych widoków miałam też szczęście spotkać na swojej drodze wspaniałych ludzi, którzy niejednokrotnie wyciągali do mnie pomocną dłoń. Czasami były to przypadkowe osoby spotkane na drodze, a czasami couchsurferzy, u których nocowałam.

Najgorsze?

W tym roku nieźle dała mi w kość pogoda na Islandii. Latem powinno być tam 18-22 stopni. A było 1-3 stopni. Było to najzimniejsze lato u nich od trzydziestu lat i odczułam to na własnej skórze, kiedy zmagałam się z przeszywającym wiatrem znad Oceanu Atlantyckiego.

kwapisz_13
Foto: W.Kwapisz

Co myślałaś, kiedy samotnie pokonywałaś całe setki kilometrów? Nie było Ci czasami smutno?

Nigdy nie jestem sama! Zawsze towarzyszy mi motocykl, z którym mogę pogadać [śmiech].

Tak. Nie jestem pewien czy to normalne. To może telefon do przyjaciela, do najbliższych?

Im dalej jesteśmy od bliskich tym bardziej tęsknimy za nimi, lecz w dzisiejszych czasach prawie wszędzie można złapać zasięg WiFi i choć na chwilę połączyć się z bliskim, aby ich zobaczyć.

Okej. Okej. Już rozumiem.

Zresztą pewnie pamiętasz film pt. „Cast Away: Poza Światem”? Tom Hanks miał Wilsona, ja mam swój motocykl.[śmiech]

Co poczułaś, kiedy wróciłaś do domu?

Powroty są bardzo trudne… Z jednej strony cieszysz się, że znowu jesteś z bliskimi, a z drugiej, gdy już złapiesz bakcyla, po kilku tygodniach zaczyna cię nosić. Chcesz wrócić na drogę. I jechać przed siebie.

kwapisz_06a
Foto: W.Kwapisz

Napisałaś niedawno książkę…

Faktycznie niedawno napisałam oraz wydałam sama książkę pt. „Wszystko zaczyna się od marzeń”. Opowiada ona o mojej pierwszej kilkunastotysięcznej wyprawie, kiedy to małym VanVanem przemierzyłam drogę od Macedonii, Albanii po sam Gibraltar.

Tytuł jest znaczący.

Tak, tytuł chyba wiele wyjaśnia. Jeśli masz marzenie, możesz zrealizować każdy swój cel. Na kartkach papieru chciałam przekazać ten „wiatr we włosach”, którego doświadczyłam podczas podróży. Czytając recenzję czytelników przekonuję się, że udało mi się zainspirować wiele osób do realizacji ich własnych marzeń, co jest dla mnie największym komplementem.

kwapisz_14
Foto: W.Kwapisz

Czego nauczyła Cię ta wyprawa?

Z każdej wyprawy wynoszę jakąś lekcję. Im więcej podróżuję tym bardziej zaczynam doceniać „małe rzeczy” typu gorący prysznic, dach nad głową czy ciepły posiłek… Na dalszy plan schodzi życie konsumpcyjne i wszelkiego rodzaju gadżety.

Co okazało się najcenniejszym doświadczeniem, wspomnieniem?

Islandia zrobiła na mnie wielkie wrażenie. To jest jeden z ostatnich krajów w Europie, gdzie natura panuje nad człowiekiem, zaś widoki zapierają dech w piersiach, że aż się szczypiesz by się upewnić czy to jawa, czy sen. Ta zieleń, wulkany, lodowce, robią piorunujące wrażenie. Z miast, które odwiedziłam podczas tej podróży najbardziej podobała mi się Lizbona jej charakter, architektura oraz ludzie.

Mam początek zimy. Szaro, zimno i ponuro. Czy teraz też chciałabyś się wybrać w trasę?

Oczywiście! Zazwyczaj, kiedy kończę jedną wyprawę w mojej głowie rodzi się nowy pomysł, więc nie pytaj się mnie „czy” tylko „kiedy”! [śmiech].

kwapisz_05
Foto: W.Kwapisz

To chyba znaczy, że już układasz w głowie plan jakieś szalonej wyprawy, na przykład motocyklem dookoła świata?

To byłoby nieco trudne logistycznie i kosztowne ze względu na oceany, ale rzeczywiście mam kolejne pomysły. Moim największym marzeniem jest odwiedzić Nową Zelandię. Zobaczyć ją z siodła motocykla, ale to na razie odległe marzenie. Tymczasem po głowie chodzi mi kilka innych pomysłów. W końcu, jak wiadomo; „Wszystko zaczyna się od marzeń”.

Dzięki za rozmowę. Idę się pakować!

Rozmawiał Andrzej Sitek

Książkę Weroniki Kwapisz pt. „Wszystko zaczyna się od marzeń” można zamówić wysyłając maila na adres: contact@ridingacross.com o tytule: książka. Cena promocyjna do końca grudnia wraz z przesyłką (Polska): 32,50zł

3 komentarze

  1. Książkę czytałem dwa razy polecam szczególnie w okresie zimowym.

  2. Kiedy będzie wersja angielska tej książki?

%d bloggers like this: