Historia dwukołowego szczęścia z okresu PRL. Nie miałeś? Żałuj!

Młodsze roczniki motocyklowych riderów nie bardzo rozumieją dlaczego dziadki z trzydziestką, czterdziestką na karku, z sentymentem spoglądają za małym, dwukołowym potworkiem, skrzyżowaniem dziecięcego wózka z rowerkiem dla przedszkolaka. I chyba nie da się tego zrozumieć o ile w dowodzie osobistym nie znajdziesz rocznika zaczynającego od siódemki lub ósemki.

Historia motorynki to głównie czasy PRL, w których za szczyt dziecięcych lub młodzieżowych marzeń uchodził rowerek Pelikan albo słynny Wigry. O chińskich produkcjach, które dziś dominują w segmencie najtańszych jednośladów z silnikiem w ramie, niewielu słyszało. Były za to chińskie gumki do mazania i bajecznie kolorowe temperówki.

Miażdżący efekt

Jeśli jakiś chłopak z podwórka, w tamtych odległych czasach, stawał się szczęśliwym posiadaczem motorynki, z miejsca zyskiwał status lokalnej a właściwie to międzygalaktycznej gwiazdy. Dzisiaj, żeby wywołać u podwórkowej ferajny podobny efekt, trzeba by wjechać na dzielnię w siodle Boss Hossa lub Suzuki Hayabusa.

pony_02a
Romet 50-M-1. Foto: www.jacomoto.pl

Moja życiowa partnerka, które wspomniałem o temacie tekstu, zakomunikowała mi z dumą, że miała chłopaka z motorynką. Podobno czuła się wówczas jak bohaterka serialu „Cudowne lata”. To nic, że gość zgubił ją podczas pierwszego przejazdu. Rozumiecie? To było naprawdę coś. Najnowszy iPhone razy sto. Ostrożnie licząc.

Na własnym przykładzie dodam, że gdy rodzicie mojego kolegi kupili mu motorynkę, chyba przez tydzień chodziłem do tyłu z wrażenia. Takie to były emocje.

Skoro już sobie wyjaśniliśmy co i jak, warto nieco przybliżyć ten motoryzacyjny fenomen.

Jak to się zaczęło?

Motorynka powstała w Zakładach Rowerowych Romet w Bydgoszczy i właściwie nazywała się Pony 50-M-1. Pierwszy egzemplarz zjechał z taśmy montażowej w 1978 roku. W późniejszych latach powstały jeszcze unowocześnione modele 50-M-2, 50-M-3 i finalnie Pony 301.

Produkcja motorynek została przerwana w 1994 roku, czyli pięć lat po przemianach ustrojowych, otwarciu granic i napływie obcej myśli technicznej w postaci pierdzących jednośladów maści wszelakiej. Motorynka nie dała rady.

pony_03
Romet Pony M-1 79 r. Foto: romety.net, oskarr

Popularna nazwa, której dziś używamy, nie wzięła się z sufitu. Jej geneza to powrót do 1961 roku, w którym tygodnik „Motor” ogłosił konkurs dla czytelników na autorski, własnoręcznie wykonany motorower typu SAM.

Tak, w tamtych czasach, aby wziąć udział w ciekawym konkursie nie wystarczyło wysłać SMSa za złoty dwadzieścia jeden, ale trzeba było samodzielnie skonstruować jednoślad napędzany silnikiem spalinowym. Zresztą w epoce Adama Słodowego to był najzupełniej normalne. Na marginesie dodam, że tygodnik „Motor”, który powstał w 1952 roku, istnieje do dziś i ma się całkiem dobrze, chociaż najbardziej cieszą się z tego faktu niemieccy właściciele tytułu.

Potęga Rometa

W zamierzchłych czasach, o których mowa, Romet był potęgą, oczywiście głównie na socjalistycznym firmamencie. Bydgoska filia powstał w 1971 roku jako jedenasty oddział Zjednoczonych Zakładów Rowerowych, których geneza sięga 1948 roku. Wówczas to ZZR zostały powołane do życia zarządzeniem Ministra Przemysłu i Handlu.

Pony 50-M-3. Foto: www.chlopcyrometowcy.pl, Calanthe

Na początku lat 70. ubiegłego wieku Romet zatrudniał już niemal pół tysiąca pracowników i produkował 220 tysięcy rowerów rocznie. Biorąc pod uwagę ówczesne realia, brak surowców, wykwalifikowanej kadry i trudności systemowe, było to zadziwiające osiągnięcie. Prawdziwa prosperita nadeszła zresztą później, gdy w Romecie produkowano ponad milion rowerów i 200 tysięcy motorowerów. Rok w rok.

Cudowne lata 70.

Formalnie bydgoski Romet przestał istnieć w 2005 roku, jednak w latach 70. był prężną, świetnie prosperująca firmą, która dostrzegła zapotrzebowanie rynku na niewielki jednoślad dla młodzieży. Motorower musiał spełniać pewne wymagania wynikające z przepisów kodeksu drogowego. Maksymalna prędkość nie mogła przekraczać 40 km/h, a silnik musiał mieć poniżej 50 cm3 pojemności.

Warunki te spełniał silnik typu 017, który dobrze radził sobie w innym motorowerze, czyli Romecie 750. Po modernizacji, już jako jednostka o symbolu 022 i pojemności 49,8 cm3, został umieszczony w niewielkiej ramie z rur stalowych. Produkcją silnika zajęły się Zakłady Metalowe Dezamet z Nowej Dęby, które słynęły też z żelazek, czajników i opiekaczy, a dzisiaj produkują granaty, bomby i pociski. Takie życie.

pony_06
Pony 50-M-3. Foto: www.chlopcyrometowcy.pl, Calanthe

Wspomniane koligacje motorynki z innymi jednośladami dotyczył też paru pozostałych podzespołów, choćby charakterystycznego baku o jajowatym kształcie, który odszedł wraz z wersją Pony 301 z 1988 roku.

Oryginalna motorynka z roku 1978 mogła poszczycić się mocą 1,7 KM osiąganą przy 4800 obr./min. Silnik 022 był konstrukcją jednocylindrową, dwusuwową, oczywiście chłodzoną powietrzem. Motorower miał dwa biegi, których zmiana następowała za pomocą rączki.

Niewielkie, odlewane koła o średnicy zaledwie 9 cali posiadały wbudowane bębny hamulcowe o średnicy 97,5 mm. Mikry rozmiar motorynki, czyli długość zaledwie 1400 mm i niewielka waga, około 35 kg bez płynów, okazały się wielkimi atutami tej konstrukcji.

pony_07
Pony 50-M-3. Foto: www.chlopcyrometowcy.pl, Calanthe

Motorower spalał zaledwie nieco ponad 2 litry paliwa na 100 km, a wspomniany silnik, oraz krótka, zwarta konstrukcja i małe ale mocne koła, sprawiały, że motorynka była równie często używana przez młodzież jak i dorosłych.

Ba! Niektórzy kowboje doczepiali do motorynki małe przyczepki i wozili nimi na lokalne targowiska żywy inwentarz na sprzedaż. Do takich i innych rozrywkowych zadań motorower bez prędkościomierza, ani żadnych innych zegarów i udogodnień poza dzwonkiem rowerowym, nadawał się idealnie. To było ekstremalne enduro, motocykl szosowy i turystyk w czasach, kiedy mało kto rozróżniał te kategorie. No może trochę przesadziłem, ale niewiele.

Ile kosztowało to cudo?

Ile niegdyś kosztowała motorynka? Różnie, ale najczęściej około 1-2 średnich pensji, czyli mniej więcej tyle ile aktualnie kosztuje chiński motorower z wałem, który wystarcza na 900 km jazdy. Przy dobrej pogodzie. To ciekawe, bo przypomnijmy, że motorynki przestano produkować 21 lat temu a nadal jeżdżą. Prawidłowo użytkowane i serwisowane będą śmigać przez kolejne 20 albo i 40 lat.

Pony 301. Foto: www.jacomoto.pl

Dziś rozpiętość cen motorynek jest bardzo duża. Jeżdżący egzemplarz można zakupić już za około 200-250 zł, ale tyle kosztują motorynki w tragicznym stanie wizualnym i mechanicznym, zmaltretowane przez pokolenia młodocianych jeźdźców apokalipsy. Poprawne modele, które nie rozsypią się na pierwszym zakręcie, kosztują ok. 600-1000 złotych.

Oczywiście można znaleźć wiele ciekawie odrestaurowanych egzemplarzy w cenie do 2 tysięcy złotych. Dla wielbicieli i kolekcjonerów pozostają jeszcze modele zachowane w doskonałym stanie, z kompletem dokumentów, na które trzeba wyłożyć między 3 do 5 tys. zł. Niekiedy można spotkać także tuningowane egzemplarze, w których z oryginalnej konstrukcji Rometa pozostała rama lub jej część. Mimo to sprzedawcy oczekują za te jednoślady nawet ponad 5 tys. złotych, głównie ze względu na wartość firmowych części, tuning silnika, układu wydechowego czy hamulcowego.

Żywa historia…

Motorynki to kawałek ciekawej, polskiej motoryzacji, trochę obśmiewany, często lekceważony, ale będący przecież ważną częścią historii jednośladów i wspomnień tysięcy, dziś już dorosłych Polaków. Warto kultywować tą pamięć i przypominać o małym Romecie Pony. Za kilkadziesiąt lat będą to cenne zabytki, zatem może warto ulokować nieco kapitału w jakiś ciekawy egzemplarz?

Andrzej Sitek

%d bloggers like this: