Co się dziś dzieje z motocyklami Ural?

Dla motocyklowej marki Ural przypada jutro szczególna rocznica. Dokładnie 19 listopada 1941 roku do niewielkiego miasteczka Irbit dotarły pierwsze wagony z Moskwy z wyposażeniem fabrycznym umożliwiającym produkcję motocykli. W pewnym sensie to wówczas powstała marka Ural.

Znajdujące się wschodnich stokach Gór Uralskich miasteczko jeszcze do laty 40. ubiegłego wieku nie miało żadnego murowanego budynku. Za sprawą agresji III Rzeszy na ZSRR, która rozpoczęła się 22 czerwca 1941 roku, niewielka osada na skraju syberyjskich stepów stała się główną fabryką dostarczająca ciężkie motocykle dla wojsk Armii Radzieckiej.

 

ural_stary_1
Foto: www.ural-polska.pl

Początkowa produkcja, zainicjowana na początku 1941 roku, rozpoczęła się w Moskwie, jednak okoliczności wojenne zmusiły Rosjan do przeniesienia narażonej na ataki bombowe fabryki. Jeśli ktoś nie zna marki Ural osobiście, najczęściej ma skrzywiony obraz maszyn z IMZ. Chodzi o radziecką bylejakość, która wynikała z uwarunkowań politycznych i gospodarczych. Warto jednak wiedzieć, że z motocyklami Ural było nieco inaczej.

Rosyjski czy niemiecki?

Po pierwsze radzieckie motocykle nie były wcale rosyjskiej myśli technicznej, lecz niemieckiej. Są dwie wersje wydarzeń. Jedna mówi, iż planiści z Ministerstwa Obrony Narodowej, którzy wiedzieli, iż Armia Czerwona nie ma dobrych motocykli, zakupili przez podstawione osoby pięć sztuk doskonałych, niemiecki zaprzęgów motocyklowych BMW R71.

Zgodnie z drugą wersją, Rosjanie wcale nie musieli szpiegowskimi metodami zdobywać maszyn z logo BMW, bowiem niemal do ostatnich dni obowiązywania paktu Pakt Ribbentrop-Mołotow miała miejsce szeroka i głęboka wymiana wojskowa, szkoleniowa i technologiczna pomiędzy III Rzeszą a ZSRR.

Niemcy po prostu przekazali plany modelu R71 oraz kilka egzemplarzy swoim sojusznikom, co jest tym bardzie możliwe, że rozpoczęli w tym czasie produkcję kolejnego, nowocześniejszego modelu o symbolu R75. Nawiasem mówiąc, jeden z tych oryginalnych motocykli BMW nadal istnieje i można go zobaczyć w fabrycznym muzeum.

ural_stary
Foto: www.ural-polska.pl

Niezależnie od tego, jakie był początek tej historii, radziecka konstrukcja była praktycznie kalką niemieckich rozwiązań, dlatego wcale nie była zła, również jakościowo. To dlatego wojenna produkcja modelu M-72, który trafił na front w ilości 9799 sztuk, to świetne, odporne na trudne warunki maszyny, których liczne egzemplarze przetrwały do czasów obecnych. I nadal jeżdżą!

Stare znaczy nowe

Co ciekawe, dziś również można nabyć niemal niezmieniony, ale nowy motocykl M72. Maszyna, która oryginalnie znajdowała się na wyposażeniu oddziałów mobilnych, jednostek zwiadowczych i pomocniczych, choćby jako transport dla rannych, obchodziła w 2011 roku swoje 70-lecie. Z tej okazji powstał jubileuszowy model oznaczony symbolem M70.

M70 jest niemalże kalką oryginalnego M72. Inżynierowie z Urala dołożyli wszelkich starań, aby motocykl był możliwe bliski oryginalnej wersji, łącznie z takimi szczegółami jak rodzaj farby, czy materiał na plandekę kosza. Na bocznym wózku zainstalowano nawet mocowanie do karabinu maszynowego! Niestety CKM nie jest na wyposażeniu, nie ma go też w katalogu części zapasowych. Szkoda.

ural_M70_01
2013 Ural M70 Retro. Foto: www.topspeed.com

Dodajmy jeszcze, że M70 wyposażono w 18-calowe koła, teleskopowy widelec Marzocchi 40 mm, amortyzatory Sachs, czterotłokowe przednie hamulce Brembo. Rama tej konstrukcji jest tłokowa. Ważna cecha motocykla to także niskie zawieszenie, a co za tym idzie, środek ciężkości, co poprawia stabilność zaprzęgu. W chwili premiery jubileuszowy model kosztował niecałe 11 tysięcy euro, zaś wersja z wózkiem poniżej 13 tys. euro.

Po II Wojnie Światowej Irbicka Fabryka Motocykli nadal doskonale prosperowała. Do lat 50. wyprodukowano w sumie 30 tysięcy motocykli. W tym czasie hale montażowe została wyremontowane. Pod koniec lat 50. produkcja wojskowa została przeniesiona na Ukrainę. W IMZ pozostawiono linie montażowe maszyn cywilnych. W Polsce marka Ural miała i ma liczne grono wielbicieli, choćby słynny model M-63, który był bohaterem wielu kultowych filmów i jednym z drogowych liderów wśród jednośladów z epoki PRL-u.

Nowe czasy, nowe problemy

W listopadzie 1992 roku firma została sprywatyzowana. Państwo pozostawiło sobie 22 % udziałów. Potem nadeszła dekada chudych lat, które doprowadziły firmę na skraj bankructwa i dołującej produkcji, która z ponad 60 tys. egz. miesięcznie spadła do kilku tysięcy. Ostatecznie firma trafiła pod zarząd trzech rosyjskich przedsiębiorców, którzy dzięki udanemu motocyklowi IMZ-8.1030. doprowadzili do zawarcia kontraktu dla rosyjskiej armii. Później stopniowo podnosili markę Ural z kolan, ale to nie wystarczyło…

Dziś Ural jest pod zarządem… Amerykanów i zatrudnia około 600 osób. Roczna produkcja motocykli, głównie na eksport, nie przekracza 2 tysięcy sztuk. Warto jednak pamiętać, że do dnia dzisiejszego w fabryce na Uralu wyprodukowano ponad 3,2 mln motocykli. Dzięki niebanalnej historii Ural wciąż jest obecny w świadomości fanów jednośladów na całym świecie. Nowy model biznesowy firmy zaowocował innym, nowoczesnym podejściem. W fabryce powstają na przykład krótkie, mocno reklamowane serie, która cieszą się sporym powodzeniem wielbicieli dwóch kółek.

ural-yamal_01
Ural YAMAL. Foto: www.ural-polska.pl

Jedną z nich jest limitowana edycja Ural Yamal, która zawdzięcza swą nazwę rosyjskiemu lodołamaczowi z napędem nuklearnym. Model Yamal oparto na podzespołach Urala Rangera, który ma wojskowe korzenie. Motocykl wyróżnia solidna szyba dla kierowcy i na wózku, podwójne halogeny, zapasowe koło i mocowane przy wózku… wiosło. Ural Yamal przeznaczona była wyłącznie na rynek amerykański. Cena tego zestawu wynosiła 10500 euro.

Słoneczny jak… Ural?

Kolejnym, limitowanym, nietypowym motocyklem z logo Ural był oferowany w 2013 roku Ural Sunset. Powstało tylko jedenaście sztuk tego zaprzęgu. Kosztował 11377 euro. Swoją drogą, pomarańczowo-czarne malowanie motocykla bardzo przypomina podobnego kolorystyczne H-D Sportstera 1200 Nightster z 2008 roku (XL 1200N).

ural_sanset_01
Ural SUNSET. Foto: www.ural-polska.pl

Najnowsza, ograniczona ilościowo seria motocykli Ural, o której wiadomo dopiero od kilku dni, to model Dark Force. Wyprodukowanych zostanie jedynie 25 maszyn, które mają zaprowadzić swoich właścicieli do źródła Mocy. Ural Dark Force zostanie dostarczony do klienta wraz z mieczem świetlnym. Na motocyklu umieszczono specjalne mocowanie dla świetlistej broni Rycerza Jedi.

Poza mrocznym malowaniem, które objęło także rury wydechowe, Dark Force zyskał klimatyczne podświetlenie LED, dzięki któremu będzie wyglądać jak ciemna wersja Imperial TIE Starfightera.

ural-dark-force-1
Ural DARK FORCE. Foto: www.imz-ural.com

Ural Dark Force wyposażony jest w standardowy, poziomy, czterosuwowy silnik typu bokser o pojemności 749 cm3, mocy 41 KM i 42 Nm momentu obrotowego. Skrzynia biegów ma zwyczajowe cztery przełożenia i bieg wsteczny. Cena tego dalekiego kuzyna Lorda Vadera nie jest mała, wynosi nieco ponad 14 tys. euro.

ural-dark-force-3
Ural DARK FORCE Miecz Świetlny. Foto: www.imz-ural.com

Czy marka Ural ostatecznie zniknie z motocyklowego firmamentu? W tej chwili to jej raczej nie grozi. Co pokaże przyszłość, jeszcze nie wiadomo. Wydaj się, że Ural dość dobrze dostosowuje się do nowej rzeczywistości. Nie odrzuca swojej historii, najbardziej znaczących konstrukcji i rozwiązań technologicznych, które dziś są w większości przestarzałe, lecz oznaczają rówież żywą legendę solidnych maszyn, które poradzą sobie dosłownie w każdych warunkach.

Co teraz?

Paradoksalnie moda na modele retro i classic, czego odzwierciedleniem są takie konstrukcje jak Yamaha Bolt, H-D Sportster, czy ostatnio, Moto Guzzi V9 Bobber, dają nadzieje starej rosyjskiej marce, na kolejne kilka lat życia. Czy to wystarczy, aby takie model jak Ural Ranger, Cross, czy Retro wciąż znajdowały nabywców? Zobaczymy…

 

Andrzej Sitek

%d bloggers like this: