W Vanilla Custom Leather powstają motocyklowe siodła i sakwy. Jak to się dzieje i ile kosztują te cuda?

Vanilla Custom Leather, niegdyś Vanilla Custom Crew, to właściwie jeden człowiek, który robi niesamowite rzeczy w skórze. Oto zapis naszej z nim rozmowy. Facet opowiada ciekawe rzeczy, posłuchajcie…

Inforiders.pl: Cześć Michał, robisz interesujące rzeczy w naturalnym materiale. Kiedy zacząłeś?

Michał Tysarczyk: Cześć. To było kilka lat temu. Zaczęło się od tego, że nie mogłem znaleźć fajnego siedzenia do robionego przeze mnie bobbera, który powstawał na bazie H-D Sportstera. Po długim i bezowocnym okresie poszukiwań, postanowiłem w końcu samodzielnie wykonać siedzisko. Swoją drogą, to siodło nadal leży i pyszni się u mnie na półce w warsztacie. Piękne jest, chociaż inaczej.

To było takie łatwe? Zrobiłeś je specjalnie dla Sporciaka, czemu zatem wylądowało na półce?

To nie było ani łatwe, ani proste. A co do montowania na motorze, raczej nigdy go nie założę, bo do jeżdżenia się nie nadaje. Dopiero następne wyszło jak trzeba. Konieczny był inny, właściwy kąt zagięcia na lędźwia, lepiej wyprofilowana skóra. Tego nie nauczysz się z książek, musisz sam zdobyć tę wiedzę, empirycznie.

tysarczyk_1
Foto: Vanilla Custom Leather

I tak to się zaczęło?

Tak się zaczęło z pracą w skórze, do motocykli. Chociaż temat nie był mi kompletnie obcy, ponieważ na studiach miałem kontakt ze skórą i wiedziałem już, co i jak.

Jakie to były studia?

Jestem dyplomowanym konserwatorem zabytków.

Czyli nie musiałeś nigdy martwić o pracę. Mamy w kraju od groma ruin do odrestaurowania. Wykonujesz między innymi motocyklowe siedziska, co jeszcze?

Z tą pracą to trochę się mylisz… A co do siodeł, to głownie nimi się zajmuję. Siodła wyglądają najbardziej widowiskowo, mają ten swój kowbojski sznyt i klimat. Ale robię jeszcze sakwy na bok. Nie takie duże, przewlekane przez tylny błotnik, w których można zmieścić pół szafy, ale właśnie te małe, urocze, na rękawiczki, okulary i drobne gadżety.

Od jakiegoś czasu zacząłem produkować również portfele. Ale nie chodzi o to plastikowe lub skajowe badziewie z marketu, ale solidne, skórzane portfele, które po latach zyskają co najwyżej głębszy, bardziej soczysty kolor, dopasują się do ridera i nie rozlecą jak stare gacie.

Ładnie to powiedziałeś. Obrazowo. Czyli wykonujesz siodła i portfele…

….i jeszcze pochwy do noży oraz rolki narzędziowe. To też ciekawe sprawa, szczególnie jeśli ktoś się tym interesuje. Choćby pochwy do noży, których jest wiele rodzajów i wymagają specjalnego przygotowania materiału oraz wykonania samej pochwy.

tysarczyk_7
Foto: Vanilla Custom Leather

Kiedy postanowiłeś, że hobby zamieni się w coś więcej i założysz Vanilla Custom Leather?

Nadal traktuję VCL jako hobby i chciałbym, aby tak pozostało do końca mojego życia. To moja pasja, a nie dniówka na taśmie. Oczywiście z roku na rok jest coraz więcej pracy, zleceń, ale staram się, aby w cały proces nie wkrada się mechanizacja i rutyna.

Masz na myśli, że to proces twórczy?

Nie. Uważam, że to rzemiosło. Oczywiście szkolone przez lata. Ale to rzemiosło. I tyle.

Czy wszystko robisz sam? Skóra do dopiero drugi etap, zaczynasz od szkieletu?

Pracuję na co dzień w innym miejscu, więc skóry robione są wieczorami. To jest mój sposób na oderwanie się od codzienności. Wszystko robię sam. Pracuję w firmie, która tnie wodą. Dzięki temu mam dostęp do blachy, którą sam przycinam w precyzyjny sposób, nadając jej najbardziej fantazyjne kształty.

Potem giętarka, przyspawanie śrub i… podstawa gotowa! Później trzeba popracować z twardą pianką, wyprofilować skórę, nadać jej kształt, zrobić ewentualne tłoczenia. Skleić, podziurkować na szwy, pofarbować, natłuścić, zaimpregnować, wykończyć brzegi.

Uff… Trochę tego jest. Ile trwa wykonanie powiedzmy takiego skórzanego, pojedynczego siedziska z motywem? Od A do Z?

Nie wliczając czasu na blachę, bo te zazwyczaj robię hurtowo, to na zrobienie siedziska potrzebuję jakieś 4-6 dni. W ten czas wliczone jest schnięcie skóry, kleju i impregnacja. To procesy, które nie wymagają mojego stałego zaangażowania, ale musi się przecież odbyć. I nie można go skrócić. Godzinowo, jakbym podsumował, to pewnie jakieś osiem do dwunastu godzin non stop moje ręce muszą dotykać siodła.

Oczywiście im mniej wymagające zlecenie, tym mniej potrzeba czasu, ale jeśli chodzi o tłoczenie, to czas potrzebny na jego wykonanie najtrudniej określić. Po prostu każdy wzór jest inny. Najdłużej siedziałem nad jednym projektem jakieś jedenaście czy dwanaście godzin. Do tego siodło było skomplikowane, więc łącznie poświęciłem mu ponad 24 godziny stałej, wytężonej uwagi.

tysarczyk_5
Foto: Vanilla Custom Leather

Jak się robi takie motywy? Stosujesz zapewne różne techniki? Jakie?

Siodło, portfel czy klapę od sakwy można ozdobić motywem logo, napisem lub dowolnym wzorem. Są różne techniki, choćby wypalanie, grawer temperaturą, malowanie, naszywanie. Najbardziej efektowną jest jednak tłoczenie w skórze. Proces jest zbliżony do robienia tatuażu. Najpierw robi się rysunek, później kontury nacinam specjalnym nożykiem, a na końcu ugniatam skórę specjalnymi „dłutkami”. Potem w zależności od efektu końcowego jaki chcę osiągnąć, farbuje skórę za pomocą pędzla, gąbki, szmatki lub aerografu.

To mocno pracochłonne. Da się z tego wyżyć?

Czy da się z tego wyżyć? Myślę, że gdybym wysyłał swoje siodła za granicę, to na pewno. Teraz wygląda to tak, że mam ciekawe zajęcie i dodatkowo pasję, hobby, z którego jestem dumny. I to przynosi taką ilość pieniędzy, która jest bardzo ciekawym uzupełnieniem comiesięcznego portfela…

Foto: Vanilla Custom Leather

Klienci pojawiają się przed cały rok?

Najwięcej roboty jest jesienią i na wiosnę. W wakacje jest spokojniej, co zresztą mnie ogromnie cieszy. Wtedy wszyscy jeżdżą, a jak wiadomo siodło jest do tego raczej niezbędne.

Co jest najtrudniejsze w tej robocie?

Na moim aktualnym etapie wszystko przebiega gładko i sprawnie. Wcześniej sporo czasu zajmowało mi modelowanie skóry, z czym się często długo mordowałem. Bywało, że nie wychodziło jak chciałem. Na dodatek to jest, wbrew pozorom, bardzo precyzyjna praca wymagająca maksimum uwagi. W tłoczeniu, jeśli coś pójdzie nie tak, to podobnie jak w tatuowaniu, poprawki są niemożliwe.

Ciekawa analogia, zresztą w dużej mierze uzasadniona. W końcu materiał jest ten sam…

Tak, masz rację, ale chyba nie mógł bym pracować, gdyby mi materiał zaczął jęczeć, że go boli…

Fakt, o tym nie pomyślałem…

Wracając do pytania. Po zastanowieniu, to najtrudniejsze jest planowanie nowego wzoru. Przestrzeń jest ograniczona, zaś materia, w której pracuję, ma swoją specyfikę. Nie wszystko da się zrobić. Na szczęście po latach doświadczeń, skóra coraz mniej mnie zaskakuje, co procentuje jakością wykonania i wiarą we własne umiejętności. To ważne. Jak u chirurga. Nie można się mylić i trzeba sobie ufać.

tysarczyk_6
Foto: Vanilla Custom Leather

Masz jakieś ulubione projekty, z których jesteś szczególnie dumny?

Jest kilka takich projektów. Ale są zazwyczaj nowe rzeczy. Kiedy wystarczająco długo siedzę nad projektem i wkładam w niego maksimum zaangażowania, po prostu wiem, że wykonałem dobrą pracę. I jestem z tego dumny. Ale jednocześnie trwa to tylko do rozpoczęcia nowego projektu.

Musi tak być, bo bym się za bardzo przywiązywał do siedzeń, sakw czy portfeli, i nie chciał wysyłać ich do klientów. Zazwyczaj trzymam dzień lub dwa gotowy produkt, przyglądam się mu, karmię oczy, dotykam…

Wiesz co, może nie kontynuujmy tego tematu. To czytają też dzieci. Widzę, że naprawdę… kochasz to, co robisz. Pojawiły się jakieś nietypowe zlecenia, może wyjątkowo trudne, które cię zaskoczyły? A może rozbawiły?

Miałem kiedyś takie zlecenie, że facet przysłał mi zdjęcie swoje psa i chciał, abym odtworzył głowę psiaka na siedzeniu. Ale to było ciekawe zlecenie. No i wyszło bardzo pięknie. Tak naprawdę to najbardziej nietypowe jest wszystko to, czego jeszcze nie robiłem. Z czasem jest co raz mniej takich rzeczy.

Przypomniałem sobie o jeszcze jednym zleceniu. Ktoś mnie mnie poprosił o zrobienie skórzanych kajdanek. Nie był to oczywiście pan policjant, ale urocza, bardzo sympatyczna blondynka…

tysarczyk_2
Foto: Vanilla Custom Leather

Zaczyna mi się podobać Twoja praca. Nie szukasz pomocników?

Jak mówiłem, pracuję sam. Ale jak coś, to zadzwonię do Ciebie…

Wiedziałem… To może uderzę do kogoś innego. Powiedz mi, czy konkurencja w branży jest duża? Znasz tych ludzi? Masz telefony?

Mam, ale nie dam. Jest kilka osób w Polsce, które robią rzeczy w skórze dla motocyklistów. Cześć z nich miałem okazję poznać. Temat jest na tyle rozwojowy, że wciąż wystarczy miejsca dla wszystkich. Każdy ma swoją jakość, technikę i ceny. Chociaż u naszych zachodnich sąsiadów, lub w USA, ceny za siodła z wytłoczonym wzorem, do tego fajnie pomalowane aerografem, są 3-5 razy wyższe niż w Polsce. Pozostaje tylko bić brawo, że handmade jest bardziej doceniane niż u nas.

Może po prostu jesteśmy biedniejsi?

To chyba nie tak. To są dwie różne sprawy. Po pierwsze zauważyłem, że ceny materiałów, na przykład w USA, są niższe. Po prostu wszystko jest tańsze, skóra, chemia. Po drugie w Stanach, generalnie w krajach anglosaskich, kultura handmade jest głębiej zakorzeniona, ma wieloletnią tradycję, która w Polsce, oczywiście w tym wąskim zakresie, nie jest jeszcze tak ugruntowana.

Jeśli nowe siodło kosztuje, dajmy na to… 100 złotych, to dlaczego ktoś ma zapłacić aż 500 złociszy za przerobione? Tak po prostu myślimy. Wiesz że porządna, ręczna robota w USA, mówię o siodle, to koszt rzędu 500 – 800 dolarów? U nas nikt nie da takich pieniędzy… No, powiedzmy niewiele osób.

Okej, skoro mówisz o fabryce, jaka jest trwałość takiej ręcznej roboty?

Trwałość zależy od jakości skóry i jej zaimpregnowania oraz późniejszego podejścia właściciela. Z mojej strony zawsze używam skóry pierwszego gatunku i impregnuję jak należy. Reszta pozostaje w rękach nabywcy. Skórzany produkt, o ile nie będzie miał zniszczeń mechanicznych, będzie służył latami. Sam mam siodło z jednego motocykla, na którym przejechałem blisko 15 tys. km. To siodło wciąż wygląda jakbym założył je tydzień temu.

Foto: Vanilla Custom Leather

Czy zdarzają Ci się reklamacje?

Co do reklamacji to tak, dwa razy. Raz się urwała śruba w siodle, na którą mocuje się sprężynę. Innym razem przetarła się nić w sakwie. Jedno i drugie naprawiłem tak, że śladu nie było. Jest też druga strona medalu, czyli klienci, którzy po roku, dwóch latach, wracają i chcą żebym zrobił im coś nowego.  Bo w garażu stoi nowy sprzęt lub przyszła pora na przebudowę starego. To bardzo miłe i napędza mnie do pracy.

Ile to kosztuje? Sakwa, siedzisko, portfel?

Cena jest oczywiście ruchoma, gdyż zależy od nakładu pracy. Siodło bez wzoru w wersji mniejszej na bobbera to koszt od 600 zł. Sakwa na bok motocykla minimum 700 zł. Rolka narzędziowa montowana na lagi kosztuje od 250 zł. Portfel zaczyna się od 200 zł. Do tego, jak wspomniałem, należy doliczyć koszt ewentualnego tłoczenia. Zazwyczaj w kwocie 100-500 zł. Lub więcej.

Gdzie można zobaczyć Twoje produkty?

Część produktów mam wystawionych na Allegro. Na żywo można obejrzeć je w moim warsztacie w Gdańsku. Oczywiście po wcześniejszym umówieniu się. No i jeszcze w salonie H-D w Gdańsku. 99% rzeczy i tak robię na zamówienie. Całość, jak mówiłem, wykonuje sam, więc czas oczekiwania na skórzane produkty to zazwyczaj czternaście dni. Zapraszam.

Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał Andrzej Sitek

%d bloggers like this: