Motocykl z USA od polskiego handlarza. Czy to się opłaca? Adrian Kotlarski opowiada jak jest

Kupno motocykla to niełatwa sprawa, niezależnie od tego czy to pierwszy raz, czy kolejny. Tym bardziej kupno motocykla z USA z opcją zakupu od polskiego handlarza. Internet aż puchnie od wspaniałych maszyn, które ktoś, gdzieś „zaledwie puknął” i sprzedaje w cenie średniej klasy miksera kuchennego. Czy to bajka, czy sen?

Z tym pytaniem udaliśmy się do Adriana, który kupił motocykl z USA na podstawie zdjęć i przeszedł długą drogę. O tym czy wyboistą, co go w trakcie spotkało, i jak to się skończyło, Adrian opowiada jak na spowiedzi u arcybiskupa Wesołowskiego. Posłuchajcie…

Inforiders.pl: Może jakieś pytanie na rozgrzewkę. Dlaczego akurat Road King? Większych nie mieli?

Adrian: Wiesz… kupowałem oczami. Zakochałem się po prostu jak tylko zobaczyłem te fotki. Właśnie w tym czasie sprzedawałem moją ukochaną Dynę FXDL z 2003 roku i postanowiłem sobie warunek, że jak ją sprzedam to kupię Softaila albo Road Kinga. Koniecznie o kozackim wyglądzie. A taki akurat się trafił…

road king 1
Zdjęcie sprzedażowe motocykla Adriana z oferty w internecie. Źródło: otomoto.pl

Czyli to nie było tak, że nagle zapragnąłeś Harleya bo trafiłeś na ofertę w necie?

Nie. Moim pierwszym motocyklem był Harley-Davidson Sportster XLH 883 Hugger z 2003 roku. Wcześniej nigdy nie jechałem żadnym motocyklem. Potem był jeszcze H-D Sportster XL883R z 2005 kupiony dla przyjaciela, bo harleyoza także jego dotknęła. Kupiłem maszynę w Anglii i przywiozłem do Polski, gdzie odkupił go ode mnie właśnie mój przyjaciel. A i jeszcze miałem H-D Sportstera XL1200R Roadster 2004. „Anglik” kupiony w Polsce. Kiedy ponownie wyjechałem do Wielkiej Brytanii, sprzedałem również jego. I tak zostałem niemal bez motocykla…

Niemal?

Tak, bo jeszcze mam KTM RC8!

To rzeczywiście maleństwo, dobrze że w ogóle wspomniałeś. Ale wracając do tematu, Road King został sprowadzony z USA ale kupiłeś go w Polsce? Jak to było?

road king4
Faktyczny stan Road King Custom FLHRSI z 2004. Foto: Adrian Kotlarski

Motocykl został rzeczywiście ściągnięty ze Stanów przez handlarza. Ja w tym czasie byłem w Anglii, więc miałem jedynie ofertę z Internetu, parę zdjęć i opis.

A jednak się zdecydowałeś, nie bałeś się ryzyka?

Trochę tak, ale termin zaplanowanego przeze mnie motocyklowego wypadu na Węgry zbliżał się wielkimi krokami, miałem tylko dwa miesiące, więc musiałem coś kupić…

road king3
Faktyczny stan Road King Custom FLHRSI z 2004. Foto: Adrian Kotlarski

Kiedy go kupiłeś i ile kosztował Cię Road King? Który to rok?

Dokładnie 27 500 zł, a kupiłem go w kwietniu zeszłego roku. … Road King Custom FLHRSI z 2004 roku, czyli już na wtrysku. Trochę szkoda, że nie gaźnik, ale trudno. Wszystkiego mieć nie można.

road king2
Faktyczny stan Road King Custom FLHRSI z 2004. Foto: Adrian Kotlarski

Zazwyczaj w takich ofertach jest kilka, kilkanaście maszyn, bo są pakowane do kontenerów i płyną potem miesiąc do Europy. Czy ciężko było ci wybrać właściwą maszynę?

I tak i nie. Właściwie chciałem Softaila Deluxe na gaźniku, ale takiego akurat nie było. Zobaczyłem dwa śliczne Road Kingi. Jeden został dość szybko sprzedany, a drugiego kupiłem ja.

Długo się zastanawiałeś?

Mam akurat tak, że szybko podejmuję decyzję o zakupie. Nie należę do osób, które latami „kupują”, i co rok obiecują sobie, że w przyszłym sezonie wreszcie będzie decyzja na tak. Prosta zasada. Jest kasa, podoba się, to kupuję.

road_king5
Road King Custom FLHRSI w trakcie prac. Foto: Adrian Kotlarski

To był motocykl z USA. Jak wyglądała sprawa dokumentów? Jakie musiałeś załatwić?

Z dokumentami było ciekawie. Otóż do rejestracji potrzebowałem Certificate of Title, tłumaczenia dokumentów i przegląd techniczny. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że w Stanach są dwa rodzaje Ceft of Title. Jeden to zielony Certificate of Title, a drugi to szary Certificate of Title. Teoretycznie oba są tożsame, ale okazało się, że do rejestracji w Wydziale Komunikacji w Węgrzcach k. Krakowa potrzebny jest ten zielony. Ja miałem akurat ten drugi…

I co zrobiłeś?

W tym dniu już nic, odbiłem się od urzędniczego betonu. Potem zadzwoniłem do sprzedawcy. Facet był bardzo zdziwiony. Powiedział mi, że sprzedaje motocykle na całą Polskę i jeszcze nigdy nie słyszał, żeby jakkolwiek urząd miał problem z tymi kolorkami. No ale u nas mają, więc musiałem dwa tygodnie czekać na zielony certyfikat. Dodajmy, że taki sam.

road_king6
Road King Custom FLHRSI w trakcie prac. Foto: Adrian Kotlarski

Skąd go wziąłeś?

Przysłał mi go pocztą sprzedawca. Szczerze mówiąc, dość sprawnie mu to poszło, chłopina się spisał.

Co pomyślałeś kiedy zobaczyłeś „zakupiony w worku” motocykl?

Na zdjęciach był zajebisty, na żywo okazało się, że trzeba naprawdę dużo w nim zrobić…

Co było do wymiany, a co dało się odzyskać?

Motocykl został ewidentnie uszkodzony w celu uzyskania szkody całkowitej do ubezpieczalni. Nie miał obtarć czy innych uszkodzeń wskazujących na to, że mógł „leżeć”, ale dosłownie każda jego część była potraktowana młotkiem lub porysowana śrubokrętem. W Title było napisane „Act of Vandalism”.

Aż żal na takie barbarzyństwo…

Rzeczywiście, masakra. A wracając do pytania, do wymiany były wszystkie kapy, pokrywy, światła. Siedzenie też było w opłakanym stanie. Trzeba było oddać do tapicera. No i jeszcze zbiornik, błotniki i wszystkie elementy metalowe… Należało je wyklepać i na nowo polakierować. Kufry też, bo i one nie uniknęły losu jaki zgotował Kingowi ześwirowany właściciel ze Stanów.

A silnik, rama? Harley w ogóle odpalał?

Tu akurat spotkało mnie miłe zaskoczenie. Motocykl odpalił i jeździł. Wszystko działało jak należy. Do tej pory dziękuję Bogu że ten cymbał nie pociął elektryki!

Ile zabrało doprowadzenie go do aktualnego stanu?

Ponad rok, ale z dużymi przerwami bo pracuje w Anglii. Więc jakby wszystko zebrać do kupy to ze dwa miesiące.

road king9
Road King Custom FLHRSI 2004 po remoncie. Foto: Adrian Kotlarski

A szczerze, ile to kosztowało?

To nie tajemnica. Klepanie, lakierowanie… Na szczęście wszystko u jednego lakiernika, wyniosło 1500 zł. Oparcie pasażerki 670 zł.Ozdobna śruba siedzenia 52 zł. Mocowanie kierunków do kierownicy 77 zł. Klamki, klosz lampy tylnej, kierunki przód, daszki lamp, żarówki kierunków 703 zł. Filtr K&N 250 zł. Covery skrzyni 310 zł. Strzałka lampy 210 zł. Lusterko 75 zł. Emblematy 400 zł. Pokrywa sprzęgła 500 zł. Zacisk hamulcowy przód 400 zł.

Uff… To już na pewno wszystko?

Nie… Jeszcze gmole sakw 355zł. Świece 75 zł. Pokrywa rozrządu 380 zł. Kosa i stabilizatory kiery 276 zł. Lampa 350 zł. Licznik 715 zł. Najdroższe było koło na przód, które kosztowało 1600 zł i opony Me880 z białym pasem, za które zapłaciłem 2250 zł.

Poczekaj, bo już się zgubiłem. To ile w sumie wyszło?

Razem dokładnie 9648 złotych.

Road King Custom FLHRSI 2004 po remoncie. Foto: Adrian Kotlarski

Plus robocizna…

Tak. Plus robocizna, ale co się dało robiłem sam lub pomagał mi mój przyjaciel Krzysiek „Koks”. Najbardziej pracochłonne okazało się rozbieranie motocykla na części. Potem musiałem czekać aż elementy zostaną pomalowane i składać całość z powrotem.

Uważasz, że się opłacało?

Jaki jest efekt końcowy sam widzisz… Gdybym jednak wziął tamtego drugiego, droższego o trzy tysiące Road Kinga, to kosztowałaby mnie ta zabawa mniej więcej 4500 zł, a nie blisko 10 tysięcy. Finansowo to się w ogóle nie opłacało…

Wózek boczny robiłeś sam?

Wózek robił facet który buduje te wanny już parę dobrych lat. Zobaczyłem wózek w jego wykonaniu na Allegro i od razu mi się spodobał.

road_king7
Wózek do Road King Custom FLHRSI. Foto: Adrian Kotlarski

I to już był koniec kłopotów…

A gdzie tam! Zaliczkę wpłaciłem w lutym, gotowy miał być na kwiecień. Finalnie, po przygodach z firmą tapicerską cieszącą się naprawdę dobrą renomą, która trzymała wózek trzy miesiące nawet go nie dotykając, zleciliśmy tapicerkę innej firmie i wózek gotowy był na połowę sierpnia. Ale trzeba było go jeszcze pomalować. Dodam, że ślub był wyznaczony na 5 września!

road_king8b
Wózek boczny po malowaniu podkładem i z tapicerką. Foto: Adrian Kotlarski

W końcu jednak wszystko się udało. Tym pojazdem zabrałeś świeżo upieczoną małżonkę do Kościoła.

Tak, bardzo chciałem jechać motocyklem do ślubu, ale ze względu na suknię, moja żona nie mogła jechać na siodle. Więc wymyśliłem wózek boczny. Plan wypalił.

Emocje musiały być ogromne…

Jeszcze jak! Pierwszy raz tym motocyklem z wózkiem jechałem właśnie do ślubu. Wszystko było skręcane i składane dosłownie na ostatnią chwilę. Na dwa dni przed weselem motocykl nie odpalił bo zaśniedziały mu styki na rozruszniku. Po prostu od stycznia do września stał na podnośniku i nie był w ogóle odpalany. Co ja się nerwów i strachu najadłem, to moje…

Monika i Adrian. Foto: Adrian Kotlarski

Do tego na dwa dni przed ślubem po fali upałów zaczęło lać, a wszystkie prognozy przepowiadały deszcz na dzień ślubu. Na szczęście sobota była słoneczna, motocykl odpalił, zawiózł nas pięknie przed ołtarz, a potem całą kolumną Harleyów, i nie tylko, pojechaliśmy na wesele!

Szkoda, że mnie tam nie było…

Może i dobrze. Do dzisiaj miałbyś kaca…

Chyba masz rację. Czy coś jeszcze chciałbyś zmienić w swojej maszynie?

W maju jedziemy motocyklami po raz drugi na Węgry i nie wyobrażam sobie jechać 400 km w jedną stronę z tą kierownicą. Więc kierownica, linki, przewody… W sumie kolejne 2 tysiące złotych pewnie poleci…

Co byś powiedział innym, którzy zastanawiają się, czy kupować używaną maszynę za granicą, praktycznie kota w worku? Czy to się według Ciebie opłaca?

Moja Dyna była sprowadzona jako kot w worku i byłem zadowolony. Przyznaję, że taniej wcale nie wyszło. Uważam, że pośrednicy, Vat, cło i naprawy zeżrą wszystkie oszczędności. I do tego pół systemu nerwowego właściciela.

Czyli odradzasz innym takie przygody?

Raczej tak, po prostu lepiej jechać z kimś kto się zna, nawet do handlarza, na miejscu lub niedaleko. Obejrzeć, odpalić, posłuchać, przejechać się parę kilometrów. Nie dziadować na mechanika rzeczoznawcę co weźmie 200 zł i powie dokładnie, co maszynę boli i co przeszła. Tym bardziej, że te dwie stówy to nawet nie jest jeden procent tego, co potem i tak wydamy na moto.

Road King Custom FLHRSI 2004 jedzie do ślubu. Foto: Adrian Kotlarski

Cudów nie ma. Niestety nie ma motocykli sprowadzonych z USA bez przygód, szczególnie w okazyjnych cenach i z małymi przebiegami. Podobno w Polsce Harleye są tańsze niż w USA. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Nie należy jechać na oględziny motocykla od razu z przyczepą, bo nic się wtedy nie da utargować. Takie mam wnioski po swoich przygodach.

Ale mimo wszystko się uśmiechasz. Nie jest też trochę tak, że dzięki tej mordędze znasz swój motocykl dosłownie na wylot i jesteś z nim za pan brat, jakby to był twój najlepszy przyjaciel?

No ba! Sam przyznaj, że maszyna jest jedyna w swoim rodzaju. Mało tego, ludzie z samochodów robią zdjęcia, kiedy przejeżdżam obok. Wiem że wygląd tego motocykla zawdzięczam tylko sobie i mojemu najlepszemu przyjacielowi Krzyśkowi. Nie poszedłem do jakiegoś customera kładąc kasę na stole mówiąc – zrób mi z tego coś zajebistego, żeby tylko wiśniowe było!

road_king12
Road King Custom FLHRSI. Nowe życie. Foto: Adrian Kotlarski

Nie poszedłem na łatwiznę, a wiedza mechaniczna i nowo poznani ludzie mocno wkręceni w temat harleyozy są teraz moimi dobrymi znajomymi. Wiec poza debetem na koncie to same plusy…

Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał Andrzej Sitek

%d bloggers like this: