„Motocyklistki to nie puste plecaki”. Szalony autobus pełen moto dziewczyn. We Wrocławiu

W najbliższą sobotnią noc, dokładnie o godzinie 23:00, na przystanku przy ulicy Petrusewicza we Wrocławiu pojawi się autobus nocnej linii 246. Czerwone, wielokołowe Volvo, będzie elementem akcji pod tytułem „Motocyklistki to nie puste plecaki”.

Jeśli wszystko pójdzie po myśli Anny, Iwony, Ewy i Aśki, autobus po sufit wypełnią dziewczyny, które w ciągu dnia jeżdżą na motocyklach. Tym razem idea jest taka, aby mogły pohuśtać się w rozklekotanym autobusie w sobotnią, błyskającą neonami noc, pośmiać i pogadać. Ten jeden raz bez kasków i grzmiących motocykli, chociaż w zgodzie z wiadomym dress codem. Oczywiście autobus prowadzić będzie również zaprzyjaźniona motocyklistka.

motocyklistki_00
Motocyklistki to nie puste plecaki. Foto: Facebook

Anna (Harley-Davidson Iron 883), Iwona (Kawasaki Vulcan VN900), Ewa (KTM Duke, Honda VFR800) oraz Aśka (Honda NSR 125, Romet) wymyśliły akcje, która być może zachęci do motocyklowej pasji również te dziewczyny, które o warczących jednośladach marzą, ale swoich pragnień nie realizują. Czerwony autobus numer 246 jest również dla nich.

O motocyklowej zajawce, życiu, pomysłach i… facetach – rozmawiamy z Anną.

Inforiders.pl: Jak się zaczęła Twoja przygoda z dwoma kółkami?

Anna: Motocykle i auta, bo kiedyś były to też samochody, istniały w moim życiu od kiedy pamiętam. Niektóre kobiety po prostu rodzą się z oktanami we krwi. Niegdyś byłam mocno związana z rajdami, zawsze jednak czy to na torze, czy na ulicy, z utęsknieniem spoglądałam na motocykle. Pewnego dnia powiedziałam: „Basta! Teraz moja kolej!”. To było jakieś 13 lat temu, kiedy kobiet motocyklistek było jak na lekarstwo.

Pierwszy motocykl?

Mój pierwszy, własny, zakupiony samodzielnie motocykl to Kawasaki ZX9R. Potworna moc… Parkowałam go w domu i właściwie tylko na parkowaniu się skończyło. Takie maszyny zupełnie nie nadają się do nauki jazdy czy na pierwszy własny jednoślad. Na pewno nie dla dziewczyny. Zupełnie sobie z nim nie radziłam. Nie sztuką jest bowiem odkręcić manetkę.

motocyklistki_02
Motocyklistki to nie… Foto: Anna Matuszewska

A potem?

Potem już była „normalna” CBR 125, zaraz po niej 250 i stopniowo coraz większe pojemności. Gdzieś pojawił się cross, gdzieś Virago, Fazer, R6, GSXR, CBR. Próbowałam, szukałam, a marzeniem zawsze był Harley…

Udało się je zrealizować?

Tak. Kupiłam Harleya Irona. Niedawno mój przyjaciel zafundował mi jeszcze inny fantastyczny prezent – BMW. Zakochałam się od pierwszego kilometra. Harley jest idealny na miasto, bliskie wypady. Natomiast górskie winkle, tylko BWM. Wtedy odpływam. W ogóle polecam próbować jeździć, choć trochę, różnymi motocyklami. Uważam również, że jeśli dziewczyna zastanawia się nad własnym motocyklem… to powinna porozmawiać z prawdziwą motocyklistką.

Wspomniałaś również o swoich związkach z rajdami. Co miałaś na myśli?

Jeździłam w rajdach, KJS i PZM. Mam licencję rajdową. Zaczynałam jako pilotka w automobilklubie, ale w pewnym momencie pomyślałam sobie, że starczy, chcę jeździć sama.

Czyli zaczęłaś swoją własną, ale tym razem dwukołową przygodę. Czy miałaś przez te lata jakieś nieprzyjemne zdarzenia podczas jazdy?

Powszechnie panuje opinia, że motocykliści to szaleni ludzie. Nic bardziej mylnego. Jazda wymaga mega skupienia, umiejętności bardzo szybkiej reakcji, ponadprzeciętnego przewidywania różnych sytuacji. Osobiście za wyjątkowo nieprzyjemne sytuacje uważam chwile, kiedy samochody zajeżdżają drogę jednośladom. Z mojego „pamiętnika motocyklistki” mogę opowiedzieć historię, kiedy próbowałam się rozstać z pewnym facetem. Szło mi dość opornie przez kilka tygodni. Postanowiłam więc pojechać na moto-wakacje i tam zrealizować swój plan.

Motocyklistki to nie… Foto: rideapart.com

Niestety był to wyłącznie mój plan. Rzeczywistość okazała się inna. Pewnego późnego popołudnia nie wytrzymałam, powiedziałam że odchodzę, spakowałam się, wsiadłam na motocykl. I pojechałam. Zaczął padać straszny deszcz, burza, zimno, zapadł zmrok, później noc. Ja bez nawigacji, bateria w telefonie na wyczerpaniu, gdzieś w środku lasu, setki kilometrów od domu. W takich chwilach ciężko czerpać radość z jazdy, z motocykla.

Jak sobie poradziłaś?

W tej sytuacji ukazała się inna strona motocyklowej braci. Jedności, przyjaźń i wsparcie jakiego udzielają sobie wielbiciele jednośladów. Zaalarmowany o mojej sytuacji i położeniu klub motocyklowy udzielił mi pomocy, schronienia i opieki. Do tej pory jestem im za to wdzięczna.

Więc wierzysz w motocyklową społeczność?

Pewnie! Jedność, wsparcie, pomoc ludzi, których łączy motocykl, jest nie do opisania. To po prostu bezcenne. Z zabawniejszych historii mogę jeszcze dołożyć, że mamy w grupie koleżankę, która notorycznie używa kierunkowskazów odwrotnie niż są przypisane. Jadąc za nią można mieć pewność, że gdy miga w lewo… skręci w prawo. Innej z nas ciągle psuje się motocykl, po prostu trzeba go od czasu do czasu wyregulować. Mamy więc ze sobą zestaw kluczy 8, 10, klucz do świec. I inne, zupełnie nieznane nam metalowe narzędzia.

Jak reagują ludzie, kiedy podjeżdżacie kobiecą ekipą i zsiadacie z motocykli? Pojawiają się jakieś komentarze?

Kiedyś, tak z osiem, dziesięć lat temu, kiedy motocyklistek była garstka, mieszkałam w Warszawie. Wzbudzałyśmy wtenczas powszechne zainteresowanie, często podziw i zazdrość. Zawsze ktoś chciał porozmawiać, ktoś zaczepiał. Teraz jest nas dużo więcej, z czego bardzo się cieszę. Z roku na rok przybywa kobiet na dwóch kółkach.

motocyklistki_05
Motocyklistki to nie… Foto: Anna Matuszewska

Dziś nadal wzbudzamy zainteresowanie, często ktoś wskazuje nas ręką i słyszymy; „Patrz! Baby!” albo „O Jezu! Same baby!”. Całe szczęście, że komentarze są pozytywne, ludzie reagują bardzo sympatycznie. Gdy jeżdżę motocyklem do pracy, ktoś w korku zawsze pokaże kciuk do góry. To miłe.

Co mówią o motocyklowej szajbie członkowie Waszych rodzin? Rodzice? Zdarzają się „trudne sprawy”?

Dla mnie to była najtrudniejsza rozmowa w moim życiu. Skrywana tajemnica okazała się żadną tajemnicą. Wyszło na to, że moi rodzice, ludzie po 60-tce, potrafią doskonale korzystać z mediów społecznościowych… Znam trzy dziewczyny, których rodzice akceptują motocykle w całej rozciągłości. Zapewne dlatego, że sami jeżdżą. Tak naprawdę, chyba spora część motocyklistek jest singielkami.

Singielkami? Dlaczego?

Bo ciężko o stałego faceta, który to wszystko rozumie, akceptuje i wspiera. Takich ideałów chyba nie ma. Wśród nas jest tylko jedna szczęśliwa mężatka, ale jej mąż również podziela motocyklową pasję. A wiec większość z nas cieszy się wolnością i niezależnością zasypiając w łóżku samej. Społeczna akceptacja kobiety na motocyklu to wciąż bardzo problematyczna sprawa.

motocyklistki_04
Motocyklistki to nie… Foto: Anna Matuszewska

Na pewno jest wielu świetnych chłopaków, którzy nie czepialiby się fascynacji motocyklami lecz Was wspierali. Może jest tylko pewien problem, żeby ich znaleźć?

Hm… Masz rację. Na pewno są tacy faceci, choćby za zlotach czy na naszych forach internetowych spotykam wiele kobiet, które nie są singielkami, ale ich mężczyźni zawsze są motocyklistami. Jakoś tak jest, że gdy kobieta jeździ na motocyklu to jej chłopak również. Natomiast jeśli facet jeździ, jego kobieta niekoniecznie. Być może problemem jest bardziej znalezienie czasu na znalezienie faceta. Cha cha!

Jaki styl jazdy preferujecie? Czy macie w Waszym gronie jakieś dziewczyny z zacięciem do stunt ridingu?

Osobiście mam za sobą przygody stuntowe, włącznie z pełnym przygotowaniem motocykla, ale to czasy sprzed ośmiu lat, kiedy mieszkałam w Warszawie. Obecnie w naszej wrocławskiej grupie są raczej podróżniczki bądź dziewczyny uczące się. I ilość przejechanych kilometrów nie ma znaczenia, ważny jest wspólny czas. Myślę jednak, że styl jazdy zależy od dojrzałości.

Co masz na myśli?

Obserwuję wiele młodych dziewczyn, przyjeżdżają do nas na sportowych czy sportowo turystycznych motocyklach. Swoją drogą to trafne wybory na pierwsze motocykle. Mają za sobą jeden sezon, ewentualnie dwa albo trzy. Widzę w nich ogromną radość, wewnętrzną dumę, pewność siebie. Rozpiera je szczęście. To fantastyczne, bo kiedy kobieta się śmieje to śmieje się cały świat. Super, że dziewczyny garną się do tego sportu, stylu życia, chcą i mają odwagę wsiadać na motocykl.

motocyklistki_07
Motocyklistki to nie… Foto: autoevolution.com

Szczęście jest zaraźliwe – i to chcemy pokazać płci brzydkiej. Dajcie nam wasze wsparcie, otoczcie opieką – tego potrzebujemy jako kobiety. Pozwólcie nam jednak realizować nasze pasje, pozwólcie nam jeździć, kochać motocykle. Was też kochamy. Wspierajcie nas a nie krytykujcie. Bądźcie z nami a nie obok nas.

Ładnie to powiedziałaś. Czy myślisz, że jest szansa, aby ta inicjatywa jakoś bardziej okrzepła i pojawiło się więcej dziewczyn?

Mamy taką nadzieję. Niemniej nie zależy nam na ilości a na jakości. Udane happeningi to nie te, na których liczba osób jest bardzo duża, lecz takie, na których przekaz jest jasny, forma intrygująca i ciekawa. Nocny autobus miejski z przebranymi dziewczynami, z motocyklami w tle, to super sprawa! Dlatego mamy również nadzieję na suport chłopaków, którzy podzielają naszą pasję. W naszym bliskim otoczeniu są przecież tacy. Chciałabym aby akcja stała się początkiem czegoś większego. Mam pewne pomysły na kolejne działania. Być może projekt uda się zamknąć jeszcze w tym roku.

Macie jakieś plany odnośnie aktywizacji innych moto dziewczyn we Wrocławiu? Znacie motocyklistki z innych miast? Ile właściwie Was jest?

Nasze plany obejmują całą Polskę. Tak było, jest i będzie, bez względu na miejsce zamieszkania. Dziś w swojej grupie mam ponad pół tysiąca motocyklistek z całego kraju. We Wrocławiu aktywnie jeżdżących dziewczyn jest według moich szacunków około stu. Do tego pasjonatki, fanki, realne marzycielki.

motocyklistki_44
Motocyklistki to nie… Foto: rideapart.com

Skąd nazwa akcji „Motocyklistki to nie puste plecaki”?

Kobiety często postrzegane są jako dodatek do motocykla. My się z tym nie zgadzamy. To nasza pasja, taka sama jak męskiej części świata. Nazywanie nas „kukiełkami”, „plecakami” czy innymi pozbawionymi polotu określeniami jest niewłaściwe! Mamy swoje zdanie, swoje ambicje, swoje cele, plany i marzenia. Nie wyrzekamy się naszej kobiecości, naszej wrażliwości, subtelności. Ale mamy swoje pasje. Naszą pasją są motocykle. Jesteśmy silne, niezależne i odważne. Jesteśmy kobietami, kobietami motocyklistkami. I jesteśmy z tego dumne.

Czy to oznacza, że chcecie trochę rywalizować z facetami na motocyklowej płaszczyźnie?

W niczym nie chcemy dorównać, w niczym nie chcemy rywalizować – zostawiamy to wam chłopaki. Dla nas motocykl jest tym co sprawia, że jesteśmy szczęśliwe i potrafimy się tym cieszyć i dzielić. Każda z nas jest inna, każda ma swoje codzienne życie. Łączy nas wspólny czas jaki poświęcamy dla dwóch kółek. Gdy ktoś mi mówi; „masz dziecko, powinnaś siedzieć w domu…”, pytam; „co jest lepsze dla dziecka?” Gosposia, żona – kura domowa, niespełniona, często z depresją, kobieta siedząca w domu, czy może matka, która jest szczęśliwa, spełniona, realizuje siebie?

Jak bym powiedział, że ta, która czuje się wolna

Tak… I z takim celem idę przez życie starając się realizować swoją pasję i siebie, jako kobiety. Takich ludzi skupiam wokół. Tym zarażam innych w życiu. Realizacją własnych marzeń. Taki cel ma też akcja jaką wspólnie z moto przyjaciółkami organizujemy we Wrocławiu.

Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał Andrzej Sitek

2 komentarze

  1. Zadziwia mnie to, że jeszcze niektórzy myślą o kobietach w ten sposób. Kierowca jako „plecak”? Przecież kobiety niejednokrotnie prowadzą lepiej niż faceci

%d bloggers like this: