Elektryczny Empulse TT trafił do sprzedaży. Czy motocykl na baterie ma szansę na sukces?

Empulse TT, elektryczny motocykl od Victory, który niedawno trafił do sprzedaży detalicznej. Maszyna kosztuj 20 tysięcy dolarów. Wystarczy podłączyć ją do kontaktu na 4 do 8 godzin, żeby przejechać około 100 kilometrów z prędkością maksymalną 160 kilometrów na godzinę. Brzmi nieźle. Pomijając cenę.

Jak to się zaczęło?

Victory Motorcycles to amerykański producent motocykli, którego główna siedziba mieści się w Spirit Lake w stanie Iowa. Firma rozpoczęła produkcję swoich maszyn w 1998 roku jednak tak naprawdę steruję nią inny moloch, a mianowicie Polaris Industries. Victory stara się bezpośrednio konkurować z Harleyem-Davidsonem oferując motocykle w stylu amerykańskim, z silnikami V-twin. Pierwszy bolid marki Victory, model V92C, pojawi się w 1998 roku. Firma stała się rentowna w 2002 roku.

W połowie zeszłego roku, kiedy Harley udostępnił do testów swój pierwszy elektryczny motocykl o nazwie Projekt LiveWire, Victory przyspieszyło prace nad modelem TT. To była kwestia prestiżu i wyzwania typu, „kto pierwszy”. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Victory Empulse TT to tak naprawdę model nieco ulepszonego Empulse R wprowadzonego na rynek jeszcze w 2012 roku. Motocykl został zaprojektowany i wykonany przez firmę Brammo, którą Polaris Industries wykupiło w styczniu bieżącego roku. Mówiąc inaczej, Victory trzyma Brammo za ja…, to znaczy w garści. A także ich elektryczny motocykl.

Empulse TT. Foto: Victory Motorcycles

Inżynierowie Victory dokonali w modelu R kilku poprawek, m.in. ulepszyli baterie, wymienili siedzisko i zwęzili tylną oponę. Tak powstał Empulse TT. Podczas gdy ostrożny Harley-Davidson powoli przyzwyczajał ludzi do swojego elektrycznego motocykla i pozwalał grupie wybrańców na krótkie przejażdżki, Victory rozpoczęło już sprzedaż TT. Podobno w biznesie tak się właśnie wygrywa.

Mechanika i elektryka w TT

Co znajdziemy na pokładzie Empulse TT? Jednoślad zbudowano oparciu o lekką, aluminiową ramę. Na sucho maszyna waży 213 kg. Tył Empulse TT wspiera się na pokaźnym, pojedynczym wahaczu. Przód zdefiniowano poprzez regulowane zawieszenie z odwróconym widelcem, zaś hamulce mają podwójne tarcze i wielotłoczkowe zaciski. Całość działa podobno całkiem sprawnie.

Sercem jednostki jest indukcyjny silnik elektryczny z magnesami trwałymi o mocy 54 KM. Maksymalny moment obrotowy wynosi 80,7 Nm. Bateria o pojemności 9,3 kWh umożliwia przejechanie do 160 kilometrów. Ciekawie wygląda sprawa „skrzyni biegów”. Sześciobiegowe przełożenie działa dość nietypowo, bo spod świateł można ruszać z dowolnego biegu. Oczywiście ten patent w ogóle mógł nie występować w konstrukcji od Victory, ale specjaliści  firmy stwierdzili, że całkowity brak typowych dla zwykłych motocykli rozwiązań negatywnie wpłynąłby na odbiór maszyny przez klientów.

Bateria Empulse TT. Foto: www.motorcycle.com

Pozostaje jeszcze kwestia dźwięku, który w elektrykach jest bodajże jedną z najbardziej zadziwiających i trudnych do przyzwyczajenia rzeczy. Po pierwsze, podczas jazdy z niewielką prędkością, maszyna jest praktycznie niesłyszalna. Na wiejskiej drodze więcej hałasu wygeneruje furman popędzający szkapę zaprzęgniętą do skrzypiącego wozu. Sytuacja zmienia się, gdy motocyklista popędzi swojego elektryka, który zaczyna wówczas wydawać dźwięki zbliżone do startującego odrzutowca, ale kilka razy cichszego niż normalnie. Mówiąc inaczej, na elektrycznym motocyklu można nie tylko podziwiać okolicę, ale również słuchać ptaszków, świerszczy i szemrzącego strumyka.

Standardowy zasięg Empulse TT wynosi nieco ponad 100 kilometrów, zaś w cyklu mieszanym nawet mniej, to znaczy nieco ponad 90 km. To wciąż niewiele, a cena jest z kosmosu. Czy to się sprzeda?

Projekt LiveWire miał być pierwszy…

W czasie, gdy elektryk od Victory jest już dostępny w sprzedaży detalicznej, wspominana maszyna Harleya, czyli LiveWire, niespiesznie objeżdża cały świat. Amerykanie wyprodukowali podobno zaledwie 40 tych jednośladów, zapakowali je do samolotów i wysłali w różne zakątki globu, żeby dealerzy marki mogli się nimi pobawić. Tournee w USA zakończyło się w 2014 roku, a w Europie i Kanadzie motocykle pojawiły się w roku bieżącym. Tak naprawdę to niewiele znaczy, bowiem plany Harleya-Davidsona w tej materii są jeszcze niejasne. Wiadomo tylko, że elektryk ze znaczkiem H-D ma trafić do salonów przed 2020 rokiem.

Projekt LiveWire. Foto: Harley-Davidson

Jak się prezentuje LiveWire w stosunku do Empulse TT? Przede wszystkim Amerykanie dali sobie spokój z imitowaniem działania skrzyni biegów i pozbawili maszynę dźwigni sprzęgła. Czy to źle? W maxi-skuterach to rozwiązanie funkcjonuje już od lat, nawet w modelach o charakterystyce bardziej sportowej, np. Yamaha T-Max, i nikomu to nie przeszkadza. Być może motocykliści też przyzwyczailiby się do uproszczonego sposobu jazdy bez dźwigni sprzęgła i zmiany biegów.

LiveWire w szczegółach

LiveWire zbudowano w oparciu o aluminiową ramę, podobnie jak Empulse TT, jednak dla Harleya to większy przełom niż w wypadku Victory, bowiem to pierwsza w ponad stuletniej historii firmy rama wykonana z tego lekkiego materiału. Elektryczny, trzyfazowy silnik indukcyjny generuje 74,8 KM, czyli aż o 20 KM więcej niż jednostka napędowa w Empulse TT. Motocykl od H-D jest również lżejszy o ponad 14 kilogramów. Te parametry umożliwiają osiągnięcie 100 km/h w zaledwie 4 sekundy. Prędkość maksymalna jednostki jest podobna jak w maszynie Victory i wynosi około 155 km/h, lecz prawdopodobnie została ona sztuczne ograniczona przez inżynierów H-D. Mówiąc inaczej, LiveWire mógłby pojechać znacznie szybciej.

Projekt LiveWire. Foto: Harley-Davidson

Jak wygląda kwestia zasięgu? W cyklu mieszanym jednoślad powinien przejechać około 80 kilometrów, czyli o 10 km mniej niż model Empulse TT. Skoro Amerykanie posiadają już komplety, sprawny i dysponujący podobnymi osiągami elektryczny motocykl, czemu nie wprowadzają go na rynek? Powodów jest zapewne kilka, ale jednym z najważniejszych jest cena, która musiałby oscylować w okolicy 50 tysięcy dolarów. Trudno spodziewać się szturmu na salony H-D, skoro analogiczna maszyna Victory, o zbliżonych parametrach, kosztuje ponad połowę mniej. Nawet mimo to, że H-D jest po prostu ładniejszy.

Harley vs Victory

Zapewne Harley będzie uważnie przyglądać się karierze Empluse TT i innych elektrycznych jednostek, np. japońskiemu Mugen Shinden San, zwycięzcy wyścigu TT Zero na wyspie Man*. Warto w tym miejscu nadmienić, że motocykle na baterie osiągają już prędkości, które robią wrażenie nawet na osobach niechętnych elektrycznej technologii. Japońska jednostka Shinden San potrafi rozpędzić się do ponad 260 km/h.

Mugen Shinden San. Foto: Mugen Motorsports

Co dalej z Empulse TT?

Victory na pewno będzie mocno rozwijać ten projekt. Empulse R od Brammo zniknął z rynku dlatego, ponieważ nie było na niego popytu, ale za Victory Motorcycles stoi potężny kapitał, wielka sieć sprzedaży, mocna marka i parę innych mocnych punktów. Poza tym trzeba przyznać, że wizja motocykla, który można za pomocą ładowarki Stage 2 podłączonej do zwykłego gniazdka, przygotować do jazdy, jest bardzo pociągająca. Na razie ogniwa nie są może specjalnie wydajne, dystans 100 kilometrów też nie robi wrażenia, ale przecież czas nie stoi w miejscu. W perspektywie kilku lat wszystko może się zmienić, a wówczas decyzja Victory o wprowadzeniu motocykla elektrycznego na rynek, może okazać się wizjonerska. Pożyjemy, zobaczymy.

Andrzej Sitek

*Shinden San jest projektem wyłącznie wyścigowym. Maszyna ma masę aż 250 kilogramów, ale generuje 134 KM i dysponuje maksymalnym momentem obrotowym 220 Nm. Parametry te oznaczają jednocześnie niewielki zasięg i bardzo wysokie koszty budowy konstrukcji.

%d bloggers like this: