Batman, Sędzia Dredd, sterany życiem RoboCop. Co ich łączy?

Jaka maszyna była bazą dla czarnego jak smoła jednośladu RoboCopa? Na czym jeździł Sędzia Dredd? Czy BatPod to pierwszy „motocykl” Batmana? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie poniżej.

Futurystycznych, fantastycznych konstrukcji, które moglibyśmy nazwać motocyklami, znanych z dużego ekranu, jest całkiem sporo. Oto kilka najważniejszych. Zapewne każdy je pamięta lub choćby kojarzy, ale nie wszystkie fakty dotyczące tych konstrukcji są powszechnienie znane.

“Have you told anyone I’m coming back?” Batman

BatPod pojawił się w filmie „The Dark Knight”, nowej historii z nietoperzami w tle, ale siódmym filmie pełnometrażowym. Jak wszystkie zabawki Batmana, BatPod został wyposażony w konkretne środki perswazji, czyli dwa działa, podwójne karabiny maszynowe i specjalne haki.

Ekstremalne gumy szerokości 508 mm sprawiają jednak, że jednoślad wygląda bardziej śmiesznie niż groźne. Każdy motocyklista może sobie w końcu wyobrazić próby zakrętu na tych bąblach, które udają koła. Niektórzy się zresztą o tym przekonali. Jeżdżącą replikę wykonał m.in. Dave Welch z Chopper City USA.

BatPod. Foto: entertainment.time.com

Uczciwie trzeba przyznać, że BatPod to właściwie kapsuła ratunkowa innego pojazdu Batmana, a mianowicie tzw. Trumblera i stąd też jego mocno nietypowy wygląd. Wiele lat wcześniej, zanim „Mroczny Rycerz” wykombinował BatPoda, używał bardziej tradycyjnych jednostek. Jedną z nich można zobaczyć poniżej. Batcycyle może nie wygląda tak odlotowo, ale ma na przykład… boczny kosz!

Batcycle jest motocyklowym odpowiednikiem pojazdu o nazwie Batmobil. W komiksowym uniwersum to zmodyfikowany street bike wyposażony w chłodzony cieczą silnik V4 o pojemności 786 cm3. Z customowych części warto wymienić choćby kuloodporne owiewki. Wersja komiksowa doczekała się zresztą swojego odpowiednika. Mowa o Batcycle z lat 60. ubiegłego wieku, czyli odległych czasów, gdy człowiek nietoperz występował w serialu TV pod zaskakującym i oryginalnym tytułem: „Batman”.

Batcycle. www.1966batmobile.com

Na potrzeby serialu, który na małym ekranie utrzymał się zaledwie przez trzy sezony, obudowano seryjny model Yamahy YDS 3. Wózek obok był konieczny. Batman przewoził w nim swojego kumpla Robina. Nie była to taka prosta sprawa, bo YDS 3 napędzany był skromnym, dwucylindrowym silnikiem o pojemności 250 cm3. Panowie pędzili więc jak diabły z zawrotną prędkością 90 kilometrów na godzinę, aby ratować umęczonych mieszkańców Gotham City. Można? Można.

Jeśli ktoś bardzo chciałby zobaczyć ten zabytek, może kiedyś zajrzeć do Reagan Library w Simi Valley w Kaliforni.

„Dead or alive, you’re coming with me.” RoboCop

Najnowszy „RoboCop” pojawił się w kinach na początku lutego zeszłego roku (2014). Remake filmu z 1987 roku to na nowo opowiedziana historia Alexa Murphyego, dobrego gliny, któremu źli przestępcy robią kuku, a korporacja OmniCorp daje nowe życie w ciele cyborga. To mniej więcej cały scenariusz.

RoboCop. Foto: jalopnik.com

Dokumentnie zapuszkowany policjant dostał na pociechę dopasowany stylistycznie do mrocznego image’u, równie zrobotyzowany motocykl. Fani jednośladów długo zastanawiali się, co kryje się pod smoliście czarnymi osłonami maszyny. Okazało się, że to Kawasaki Z 1000, rocznik 2012, czyli w chwili produkcji filmu, najnowszy wypust japońskiego producenta.

Oczywiście maszyna została przerobiona na potrzeby filmu. Pusty śmiech motocyklistów wzbudziły m.in. podnóżki umiejscowione w okolicach osi tylnego koła. Niektórzy sugerowali, że pozycja RoboCopa wymusza na nim siedzenie na własnych jajach, ale my uważamy ten zarzut za niesłuszny. Przecież biedny Murphy nie ma jaj.

RoboCop. Foto: loadingdocproductions.blogspot.com

Co do samej maszyny, Kawasaki rzeczywiście nieźle nadaje się na policyjny ścigacz. W realu motocykl ma pojemność 1043 cm3 i 136 KM. Silnik to rzędowy, czterosuwowy, chłodzony cieczą potwór, który może poszczycić się momentem 110 Nm. Aby maszyna miała bardziej futurystyczny charakter, z filmu cyfrowo usunięto smugi spalin, zaś oryginalny ryk Kawasaki zastąpiono miksem imitującym napęd elektryczny, jednak znacznie głośniejszym niż powiedźmy w Zero DS.

Warto dodać, że motocykle występowały również we wcześniejszych wersjach filmu, których świat dostał aż trzy, czyli o jakieś dwie za dużo. Najgłośniejszy i najbardziej widowiskowy był pokaz rozstrzeliwania Yamahy XJ 600 z pierwszej części dawnej trylogii filmowej. W tej scenie mieliśmy niemal wszystko: przestępcę, stróża prawa, strzelaninę, wybuchająca stację benzynową, pościg i zasłużoną karę. To był majstersztyk, szkoda tylko, że motocykl nie należał do RoboCopa. Wspomniany fragment znajdziecie tutaj.

“I never broke the Law! I am the law!” Sędzia Dredd

Podobny ze względu na oryginalne nakrycie głowy, ale całkowicie z krwi i kości, jest inny zmotoryzowany bohater filmowy. „Sędzia Dredd” to właściwie dwa filmy. Pierwotny obraz trafił na duży ekran w 1995 roku, zaś współczesna wersja zawitała do kin w 2012 roku.

Dredd 3D. Foto: miriamruthross

Druga odsłona, zatytułowana „Dredd 3D” nie była może arcydziełem kinematografii, ale ani scenariusz rozpadający się jak filmowe miasto Mega City 1, ani dęta i sztywna gra Sylwestra Stallone, nie mogły przesłonić ciekawego pojazdu głównego bohatera.

Według niektórych komentatorów ta konstrukcja przypomina ogrodowy grill przypadkowo umieszczony na dwóch kołach, ale my uważamy, że jest to ocena niesprawiedliwa. Masywny łeb motocykla to przecież wspaniała dychotomia z Dreddem. Wykluczają się i uzupełniają jednocześnie.

Victory Vision 800. Foto: motorcyclespecs.co.za

Historia tej jednostki sięga roku 2005, gdy firma Victory ujawniła rendery Victory Vision 800. Zaprezentowany podczas wystawy International Motorcycle Show w Long Beach zdjęcia koncepcyjne wzbudziły spore zainteresowanie, ale nie na tyle duże, żeby firma Victory zdecydowała się rozwijać dalej ów projekt. A szkoda. Model Victory Vision 800 miał być wyposażony w silnik V2 o pojemności 800 cm3. Przeniesieniem napędu zaplanowano za pomocą bezstopniowej przekładni CVT połączonej z wałem napędowym włączonym w jednostronny wahacz. Ostatecznie ten nietypowy projekt przepadł i na lata o nim zapomniano.

Znienacka pojawił się w dramatycznej scenie pościgu w filmie „Dredd 3D”. Warto dodać, że zbudowano cztery motocykle typu Lawmaster, z których dwa na pewno trafiły na aukcje i zostały sprzedane. Nie wiadomo, co się stało z pozostałymi. Bazą dla tych maszyn był model Suzuki GSXR 750 z roku 2008.

“On the other side of the screen, it all looks so easy.” Kevin Flynn

Filmów pt. „Tron” mieliśmy właściwie też dwa. Oryginalną wersję sci-fi z 1982 roku z Jeffem Bridgesem i Bruce Boxleitnerem w rolach głównych, i współczesny remake z 2010 roku, zresztą ponownie z Bridgesem w jednej z głównych ról (a właściwie to nawet dwóch). Niemal wszystkie recenzje akcentowały wyjątkowość scen z futurystycznymi motocyklami i rzeczywiście było na co popatrzeć. Joseph Kosiński, reżyser filmu, użył scenariusza głównie do pokazania niesamowitych możliwości współczesnej animacji komputerowej. Co ciekawe, film na tym nie stracił.

Tron: Legacy. Foto: car-revs-daily.com

„Tron: Legacy” okazał się sukcesem kasowym. Podobną popularność zyskały maszyny typu Light Cycyle, czyli cyfrowe jednoślady, którymi pędzili po informatycznych autostradach bohaterowie filmu. Chyba najlepsze jest jednak to, że te cudaczny przecież projekt został zmaterializowany w naszym, najzupełniej fizycznym świecie.

Jedną z najbardziej znanych replik wykonał team z Parker Brothers Choppers. Pojazd podobno nawet uzyskał homologację, co oznacza, że zerojedynkowy bolid może swobodnie poruszać się po publicznych drogach. Maszynę wykonano ze stali i włókna szklanego, zaś napęd stanowi jednostka V2 od Suzuki o pojemności 996 cm3. Konkretnie jest to silnik od Suzuki TLR1000. Rakieta waży 215 kilogramów i ma 2,5 metra długości.

Light Cycle. Foto: Michael Lichter

Wygoda jazdy filmowego motocykla jest raczej problematyczna, bowiem zawieszenie zainstalowano wyłącznie z przodu. Tył Light Cycle jest całkowicie sztywny, a biorąc pod uwagę pozycję ridera, musi to być bardzo bolesne. Ekipa z Parker Brothers Choppers z Florydy wykonała 10 maszyn i wszystkie zostały sprzedane. Nie była to tania zabawa. W zależności od wersji maszyny, dwukołowe bolidy kosztowały od 55 do 70 tys. dolarów (200 – 260 tys. złotych).

I jeszcze jedno. Futurystyczny i opływowy kształt nie oznacza możliwości osiągnięcia drugiej prędkości kosmicznej. Dla Light Cycle granica to zaledwie 100 km/h, zaś zasięg maszyny wynosi 130 km. No, ale jak ktoś lub 24 calowe koła i dużo waty szklanej, a przede wszystkim jest fanem filmu „Tron”, na pewno nie będzie narzekał na własności trakcyjne, skromną prędkość, czy cenę Light Cycyle.

Czy to już wszystkie futurystyczne jednostki, które warto przypomnieć? Oczywiście nie. Kolejna część już za tydzień. Śledźcie nasz portal!

%d bloggers like this: