Pewien niemiecki motocyklista nigdy nie jest głodny w podróży. Zobacz dlaczego

Kuchnie polowe mają w naszym kraju wieloletnią tradycję, a wojskowa grochówka jest niemalże daniem narodowym, szczególnie jeśli dołożymy do zupy grubą pajdę świeżego chleba ze smalcem.

Okazuje się, że podobne gusta mają również inne nacje, choćby nasi zachodni sąsiedzi. Tęsknota za własną garkuchnią zaprowadziła pewnego niemieckiego fana jednośladów i członka grupy wielbicieli marki SIMSON (głównie modeli SR 1 /SR2), do pomysłu na budowę własnej, mobilnej kuchni.

Moped-Feldküche FK25. Foto: http://www.offgridquest.com

Punktem wyjścia projektu był kocioł, który prawdopodobnie powstał jeszcze w czasach NRD, co w naszej nomenklaturze oznacza mniej więcej okres PRL-u. Bywalcy szkolnych stołówek na pewno również pamiętają te zielone, odrapane gary.

Reszta przedsięwzięcia wymagała aż sześciu miesięcy główkowania i wytężonej pracy. Końcowy rezultat budzi szacunek i sprawia, że zaczynamy być głodni. Niemiecki autor projektu nazwał trójkołowe dzieło, które wzbudziłoby zachwyt nawet u wiecznie niezadowolonej Magdy Gessler, Moped Feldküche FK25.

Moped-Feldküche FK25. Foto: http://www.offgridquest.com

Co na pokładzie? Przede wszystkim 25 litrów wrzącej zupy, czteroczęściowy zestaw naczyń, a nawet trzy litry ciepłej wody z dozownikiem mydła, aby można było umyć ręce po posiłku. Twórca mobilnej garkuchni uważa, że mógłby nakarmić jednocześnie około 40 osób.

Cały zestaw jest w pełni funkcjonalny, sprawny i skutecznie zwraca uwagę przechodniów zapachem smakowitej zupy z kotła. Siłę napędową ruchomej jadłodajni stanowi odrestaurowany w 2006 roku Simson SR2 zbudowany jeszcze w 1959 roku.

Moped-Feldküche FK25. Foto: http://www.offgridquest.com

Źródło: offgridquest

%d bloggers like this: