„Speed Ladies” czyli kobieta za sterami motocykla

Artykuł pochodzi z kwartalnika „Chopper Magazin” nr 24 lipiec 2014

Autorki: Kinga Busz, Żaneta Lipińska-Patalon
Zdjęcia: Mateusz Patalon

 

Kiedy kobiecym okiem (wyjątkowo często) zerkamy na duże motocykle, zawsze pojawia się pytanie: czy warto pchać się na potężne gabarytowo maszyny? W końcu od najmłodszych lat wpajano nam zasadę, aby mierzyć siły na zamiary. Ale wszyscy wiemy, że apatyt rośnie w miarę…jeżdżenia!

Prawie każda z nas zaczynała na tylnym siedzeniu motocykla. Tyle, że bycie pasażerką już dawno przestało dostarczać pożądanych emocji. Jesteśmy najzwyczajniej zmęczone ciągłą jazdą na grzbiecie kierowcy. Chcemy wreszcie prowadzić, być niezależne, wolne. W końcu nie na darmo przypięto nam łatę bestii zawziętych i uparcie zmierzających do wytyczonego celu. A poza tym, kobieta za kierownicą motocykla, to kobieta naprawdę szczęśliwa 🙂

Dziewczyna na motocyklu staje się zjawiskiem powszechnym, a co ważniejsze powszechnie akceptowalnym. Statystycznie liczba aktywnych motocyklistek wykazuje zdecydowaną tendencję zwyżkową na całym świecie, analogicznie również w Polsce. Co więcej, kobiety należą do tej grupy kierowców, która w sposób konsekwentny, i co ważne profesjonalny, systematycznie korzysta ze szkoleń podnoszących poziom umiejętności. Równie chętnie jak mężczyźni decydujemy się też na długodystansowe wycieczki motocyklowe. Jak pokazuje doświadczenie, pomimo że jesteśmy słabsze fizycznie, równie bezproblemowo potrafimy radzić sobie z dużymi i ciężkimi maszynami.

Ale zacznijmy od początku, w końcu nie od razu Rzym zbudowano.

 

Pasja podsycona ambicją

Jakoś już tak się utarło, że większość „ekspertów” lokuje nas wyłącznie na małych i lekkich motocyklach. „Pięćsetka”, no ewentualnie „siedemsetpięćdziesiątka” to szczyt kobiecych możliwości – ocenianych przez pryzmat męskich stereotypów, rzecz jasna. Obiektywnie muszę przyznać, że jest w tym pewna logika, znajdująca praktyczne potwierdzenie szczególnie na etapie motocyklowego nowicjatu. Na szczęście, my kobiety posiadamy pewną niezwykle pożyteczną cechę – umiejętność rozsądnego dozowania emocji. Nie rzucamy się spontanicznie na „głęboką wodę” mając świadomość istotnych ograniczeń. Nie zależy nam na poklasku kumpli, nie przeliczamy też swojej wartości na litraż silnika czy ilość mechanicznych kucyków. Moment w którym zdecydujemy się przesiąść na ciężki motocykl zawsze poprzedza etap długich i żmudnych przygotowań. W tym niezwykle ważnym okresie kształtuje się nasza motocyklowa świadomość, ale równolegle pojawia też syndrom zwątpienia i zniechęcenia. Nie oszukujmy się, dziewczyny mają trudniej. Trudniej zapanować nam nad potężną maszyną w trakcie zawracania, podczas parkingowych manewrów czy nawet banalnego stawiania „sprzęta” na centralną podstawkę. Niejedna z nas doświadczyła też sytuacji, kiedy na kompletnym zadupiu, w strugach deszczu motocykl nagle odmówił posłuszeństwa. Wokół pusto, smartfon zapadł w sen, a my kompletnie same – tylko pustkowie i motocykl. Zziębnięte i obolałe nieraz opadałyśmy też z sił, przeklinając dzień, w którym pierwszy raz spojrzałyśmy łakomie na motocykl. Paradoksalnie urok tej pasji utkany jest właśnie z takich sytuacji. To one wyzwalają w nas chęć zmierzenie się z przeciwnościami i własną słabością, dają poczucie siły i wiarę we własne możliwości. Prowokują do walki o siebie i swój świat.

Foto: Mateusz Patalon
Foto: Mateusz Patalon

Życiowe rozterki

Mam wrażenie, że niejednej z nas, na którymś z etapów motocyklowej „kariery” przyszła do głowy myśl: po jaką cholerę mi to wszystko!? Czy nie można zainteresować się czymś łatwiejszym, bezpieczniejszym, czymś bardziej kobiecym? Odkryć w sobie pasję, która będzie potwierdzeniem możliwości a nie ciągiem wyzwań i sprawdzianów… Jeżeli wyłapujesz u siebie podobne zajawki, bez wątpienia też zastanawiasz czy się czy nie poszukać sobie innej, mniej wymagającej pasji. Nigdy! Za nic! Wątpliwości są procesem normalnym i tak samo naturalnym jak w przypadku jakiegokolwiek innego działania w które zaangażowane są nasze emocje. Walcz! Nigdy się nie poddawaj i konsekwentnie realizuj swoje cele – powoli, krok po kroku, systematycznie i profesjonalnie. Motocykl jest tylko narzędziem pozwalającym realizować nasze marzenia i pasje. Stwarza nam mnóstwo możliwości i roztacza nowe horyzonty. Prowokuje do wypraw, podróży. Umożliwia zawieranie nowych, niekonwencjonalnych znajomości, aranżuje wspaniałe przyjaźnie, przyciąga wyjątkowych ludzi. Jest wyzwaniem, to prawda, ale czymże byłoby bez nich życie? Jeżeli jesteś na etapie startowym posłuchaj dobrej rady. Decydując się na zakup pierwszego motocykla musisz wybrać możliwie najlepszego partnera na ten pierwszy raz… Przede wszystkim motocykla nie można się bać. Absolutnie nie dopuszczalne jest poczucie dyskomfortu wywołane zbyt wysoko osadzonym siedziskiem, lub co gorsza, nadmiarem mocy, nad którą nie potrafimy zapanować. Pojazd musi być dobrany tak, aby od samego początku czerpać z jazdy sto procent satysfakcji – bo przecież o to głównie chodzi, prawda? Na początku naszej motocyklowej przygody, nie jesteśmy jeszcze sprofilowani więc najlepiej sprawdzi się lekki, wygodny motocykl uniwersalnego przeznaczenia. Dopiero czas i nawinięte na koła kilometry zdefiniują nasze preferencje i priorytety. Być może naszym powołaniem okażą się jazdy po karkołomnych bezdrożach. Równie prawdopodobne, że zrealizujemy się w wielokilometrowych, europejskich wojażach. A może sportowy tor, lub codzienne przepychanki w wielkomiejskiej dżungli zabezpieczą nasze zapotrzebowanie na adrenalinę? Jak wspomniałam wyżej, czas pokaże… póki co, przekonajmy się, czy dwa koła to na pewno nasz wymarzony środek transportu. Kiedy zaliczymy szczęśliwie kilka sezonów i nabierzemy przekonania, że motocykl stanowi istotną składową naszej codzienności, zaczniemy podświadomie szukać bardziej indywidualnych rozwiązań. Tu także zdajmy się głównie na głos rozsądku. Fantazja i wyobrażenia zazwyczaj stoją w dalekiej opozycji wobec rzeczywistości i jej twardych praw. Co zatem robić, kiedy naszym celem staje się duża i ciężka maszyna? Na to pytanie nie sposób udzielić jednoznacznej, a przede wszystkim wiążącej odpowiedzi. Pozornie wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że nie jest to dobry pomysł. Z drugiej stron niby dlaczego? Właśnie na fundamencie podobnych rozterek postanowiłyśmy rozprawić się ze stereotypem „motocykl i kobieta”.

Kobiety się rozpędzają

Jeżeli wierzyć statystykom na dziesięciu kierowców motocykli, jednym jest kobieta. W okresie ostatnich lat liczba aktywnych motocyklistek wzrasta w niespotykanym dotąd tempie. Fenomen ten znajduje swoje odbicie w polityce marketingowej praktycznie wszystkich wiodących producentów. Kampanie reklamowe pojazdów oraz produktów powiązanych z branżą motocyklową coraz częściej dedykowane są płci pięknej. Jednak w przeważającej większości w ich treści kobieta-motocyklistka traktowana jest równorzędnie z motocyklistą początkującym – ot, siła stereotypu. W skądinąd pięknie wyreżyserowanych spotach filmowych wciąż dosiadamy zwinnych, lekkich sprzętów o typowo miejskim przeznaczeniu. Podstawowe wytyczne to małe gabaryty, możliwie prosta obsługa eksploatacyjna, niewielka masa własna. Rynek się otwiera, to fakt niezaprzeczalny, nie mniej wciąż jeszcze mamy pod górkę. Absolutnie nie zamierzam marudzić, wręcz przeciwnie, doceniam spore pokłady zaangażowania ze strony podmiotów branżowych. Dostrzegam również jak owe poczynania skutkują znacznym wzrostem zainteresowania jednośladami wśród pań. Chciałabym tylko, aby w przyszłych projektach uwzględniono również te z nas, które mogą pochwalić się kilkuletnim doświadczeniem popartym solidną praktyką, w tym szkoleniami prowadzonymi przez profesjonalistów. Rozwijając się w swojej pasji chciałybyśmy, aby każdy kolejny motocykl spełniał nasze oczekiwania. Aby był manifestacją zarówno oczekiwań technologicznych jak i osobistego temperamentu.

Decyzja zapadła – czyli jak przeskoczyć wyżej?

Tak się składa, że obie (oczywiście mam na myśli autorki) jeździłyśmy już na wielu motocyklach. Gdybym miała jednym zdaniem skondensować esencję doświadczeń, to rozsądek podpowiada mi jedno: respekt i szacunek wobec maszyny, mocy i praw fizyki. Pamiętajcie, w tym całym zamieszaniu zawsze musicie być najważniejsze Wy i Wasze bezpieczeństwo. Zapewniam, że nikt nie zadba o Was jeżeli nie zrobicie tego Wy same. Niewybaczalnym błędem jest zakup potężnej maszyny tylko po to, aby wzbudzić podziw znajomych. Może narażę się męskiej części czytelników, ale właśnie taki manewr często obserwujemy w środowisku początkujących motocyklistów. Spory odsetek panów zamienia pierwszy skuter na… co najmniej litrówkę. Trzeba równolegle oddać rację, że bardzo często za taką decyzją przemawiają warunki fizyczne rzeczonego delikwenta, ale czy to wystarczy? W końcu to większość panów twierdzi, że to nie rozmiar się liczy, a technika i posiadane umiejętności. Wyjeżdżając motocyklem na drogę przejmujemy wszelkie prawa decyzyjne odnośnie trasy, szybkości, techniki jazdy. Przejmujemy również pełna odpowiedzialność za siebie, innych uczestników ruchu oraz tych, którzy nam zaufali… Stąd wymagany jest możliwie największy margines umiejętności, aby poradzić sobie w ewentualnych sytuacjach ekstremalnych. Reasumując, jeżeli jesteś kobietą i Twoim marzeniem jest potężny motocykl to nie widzimy najmniejszych przeciwwskazań aby Cię odwodzić od wyśnionego celu. Prosimy Cię jednak, abyś swoją decyzję osadziła na fundamencie zimnych i trzeźwych kalkulacji. Tu nie ma miejsca dla złudnych emocji i życzeniowych wyobrażeń. Tu chodzi o życie. Jedyne czego potrzebujesz (poza pieniędzmi) to odpowiedni staż i mocne podstawy techniczne. Współczesne motocykle pomimo sporych gabarytów nie ograniczają i nie stawiają barier. Są zwrotne, doskonale wyważone i wyposażone w fantastyczne walory trakcyjne. Jeżeli w ogóle pojawiają się jakieś ograniczenia to zazwyczaj ulokowane są w naszej psyche. Kolejnym rozwiązaniem jest zlecenie budowy motocykla dostosowanego do naszych indywidualnych oczekiwań. Wariant na pewno nie jest najtańszy, ale zamiennie stwarza możliwości niemalże idealnego spersonalizowania maszyny. Najważniejsze to precyzyjnie określić, jakie wymagania stawiamy wobec przyszłego motocykla. Dziewczyny, pamiętajcie – są potężne maszyny na których jeździ się równie lekko jak na rowerze i zamiennie małe i lekkie, na których jazda to prawdziwy koszmar. Jeżeli najważniejsze jest dla Was pytanie „czy kobieta poradzi sobie z jazdą dużym motocyklem” – odpowiadamy natychmiast: BEZDYSKUSYJNIE TAK! Szukajcie sprzętu, który odpowiada Wam w stu procentach. Tylko wtedy będziecie w pełnie zadowolone i spełnione jako motocyklistki.

3 komentarze

  1. Rewelacja!
    Piszcie, piszcie i jeszcze raz piszcie do i dla kobiet. Dla nas!
    Tego nam potrzeba.
    Jeżdżę już dość długo, i kiedyś wydawało mi się, że to czyni ze mnie Kogoś wyjątkowego, bo nieraz spotykałam się z podziwem typu „patrz to dziewczyna na motorze”, lub „o..to pani jeździ”.
    Nie powiem miłe to były chwile, ale w którymś momencie zrozumiałam, że to nie to, że tylko jeżdżę, i że ktoś mnie podziwia, bo jestem wyjątkowa. Teraz wiem ile trzeba mieć pokory, ale i chartu ducha, żeby jeździć jednośladem. Dlatego pragnę podnosić swoje kwalifikacje w tej dziedzinie (co stało się „modne” całkiem niedawno, i chwała trenerom).

%d bloggers like this: