Ochraniacze czy pełna swoboda. Co wybiera fan choppera?

Ochraniacze w stylu średniowiecznego rycerza czy wolność, której sedno ujął Peter Fonda w kultowym firmie Easy Rider? A może coś pośrodku? To częsty dylemat, z którym najmocniej zmaga się motocyklowa brać dosiadająca motocykli należących do rodziny chopperów.  

Posiadacze ścigaczy mają łatwiej, bo u nich to część stylu. Kolorowy kombinezon z żółwiem ninja przyczepionym do pleców, integralny kask zamknięty tęczowo błyskającą szybką, rękawice, których nie powstydziłby się hutnik, oraz buty, à la wczesny Kukuczka. To gwarancja świetnego wyglądu i dodatkowe punkty życia w kategorii bezpieczeństwo.  Sposób w jaki użytkuje się motocykle sportowe, technika jazdy, ułożenia ciała, wreszcie konstrukcja tych maszyn, wszystko przemawia za tym, żeby właściciele wyglądał jak rodzina Stiga z Top Gear.

 My to rozumiemy, może nieraz trochę zazdrościmy, ale wybraliśmy coś innego. To nie szybkie winkle, ciało ułożone w pozycji embrionalnej, poliuretanowe klocki na kolanach i 200 km/h na liczniku, lecz swobodna postawa, proste plecy, wiatr smagający policzki, głęboki bas wydechów i luźny strój. Każdy czuje to trochę inaczej, ale chodzi o klimat, którego synonimem jest wolność. Ale wolność ma też swoją cenę. Jest nią ryzyko, jakie się przy tym ponosi.

Statystyki wypadków z udziałem motocyklistów są bezlitosne. Dane Komendy Głównej Policji za zeszły rok wskazują, że motocykliści brali udział w 2377 wypadkach. W tej liczbie mieści się aż 261 zgonów i 2494 osób rannych. Kierujący jednośladami to odpowiednio 230 zabitych i niemal 2 tysiące rannych. Smutna statystyka obejmuje też pasażerów, których zginęło w 2014 roku siedmiu, natomiast obrażenia odniosło aż 268 osób. Mimo że w porównaniu do roku 2013 zabitych było mniej o 5 procent, to aż o 8,3 % wzrosła liczba osób, które zostały ranne. Wzrost wypadków na drogach ma jeszcze jeden powód. Chodzi oczywiście o liberalizację przepisów i dopuszczenie do użytkowania przez kierujących, maszyn do 125 ccm, bez konieczności posiadania prawa jazdy kategorii A. Ogółem w zeszłym roku zarejestrowano aż o 33 % więcej jednośladów.

Niestety dane KGP nie obejmują takich szczegółów jak liczba rannych w odniesieniu do osobistych środków ochrony, czyli np. zbroi, ochraniaczy kolan, rękawic, kasków, itd. Jest to z oczywistych względów niemożliwe, ale nie trzeba statystyk, aby zdać sobie sprawę, że goła skóra narażona na gwałtowny kontakt z asfaltem będzie miała równie duże szanse jak marchewka na tarce. Trzeba też sobie powiedzieć wprost, że nie istnieje coś takiego jak bezpieczna prędkość. Noga lub łokieć, który zetknie się z podłożem przy 40 km/h lub 80 km/h będzie wyglądała inaczej, ale obrażenia i tak będą spore, choćby z tego względu, że nie chodzi wyłącznie o nieosłoniętą skórę, ale również masę ciała i maszyny.

Dla równowagi warto dopowiedzieć, że wiara w zbawienną moc ochraniaczy też może zwieść na manowce. Tyle, że nie bierze się znikąd. W Internecie można znaleźć dziesiątki filmów z wyścigów, w trakcie których zawodnicy spadają ze swoich maszyn, wypadają z torów i malowniczo przelatują niemałe dystanse, obijając przy tym cztery litery i nie tylko. Po wszystkim dzielnie podnoszą się z kolan i jeszcze machają publiczności. Gdyby nie mieli na sobie kombinezonów, wyglądaliby jak obrane ze skórki buraki, skoro już używamy warzywnych porównań.

To prawda, ale sytuacja na drodze jest zgoła odmienna. Tu nie ma stref bezpieczeństwa wokół toru, gumowych band i innych zabezpieczeń. Są za to kanciaste, rozpędzone samochody, słupy, drzewa i tysiące innych instalacji, którym nie oprze się nawet najlepsze materiał ochraniacza wykonany w kosmicznej technologii.

A co myślą sami motocykliści? Zapytaliśmy o to na dwóch grupach typowo choopperowych oraz dużej społeczności motocyklów wszelakich, z przewagą jednośladów sportowo-turystycznych. Okazuje się, że fani klasycznych konstrukcji nie przekreślają zabezpieczeń, tym bardziej, że oferta sprzedażowa jest obecnie bardzo szeroka i obejmuje wiele rozwiązań na lato: znacznie lżejszych, wbudowanych w „zwykłą” odzież, przewiewnych i stosunkowo wygodnych.

Przeważały jednak opinie, że najlepszym ochraniaczem jest… własny mózg oraz względnie nieduża prędkość, która jest wpisana w styl motocykla typu chopper. Mniej wyrozumiali byli motocykliści, którzy mają już za sobą zdarzenia drogowe. Większość z nich potwierdza, że od czasu wypadku korzystają ze wszystkich środków ochrony, co potwierdza powszechną tezę, że „w trampkach jeździ się do pierwszego szlifa”.

Społeczność motocyklistów dosiadających maszyn sportowych była w swoich wypowiedziach bardziej skrajna. Przeważały mocne słowa o „zdrapkach”, obrażeniach na własne życzenie, głupocie, itd. Osoby, które prezentowały odmienne zdanie były mocno punktowane. Pojawił się jednak głos, że pomysł na ochraniacze wszelakie czerpiemy małpując naszych najbliższych, zachodnich sąsiadów. Niemieckiego motocyklistę bez pełnego zestawu zabezpieczeń można spotkać równie często jak japońskiego turystę bez aparatu fotograficznego. Jeden z użytkowników zauważył, że w krajach południowych nawet ciężkie maszyny sportowe dosiadają motocykliści w klapkach i krótkich spodenkach. Na dodatek, nikogo to nie dziwi. Czy Hiszpanie i Włosi są zatem głupsi od swoich sąsiadów?

Co zatem wybiera zwolennik choppera? Nie ma ostatecznej odpowiedzi. Do ochraniaczy można się przyzwyczaić i nie mieć poczucia ograniczenia swobody. W końcu każdy kiedyś uczył się jeździć w kasku, co wydawało się na samym początku nienaturalne i nieprzyjemne. Osoby, które miały okazję odwiedzić miejsca, gdzie takiego wymogu nie ma, np. Michigan w USA, najczęściej po kilku kilometrach zakładały kask, bo… czuły się bez niego niepewnie i źle.

Z drugiej strony… Trampki, podkoszulek i lekki kask typu orzeszek to ten rodzaj przygody, który ma smak ryzyka. Nie do końca kontrolowanej sytuacji, która potrafi ponieść motocyklistę bardziej niż wychylająca się strzałka prędkościomierza. To swoboda i wolność. Okoliczności, w których decydujemy samodzielnie o sobie odrzucając logiczną stronę własnego umysłu. Pewnie to porównanie mocno na wyrost, ale coś podobnego muszą czuć wysokogórscy wspinacze, kiedy robią kolejny krok w górę, mimo że to może zakończyć się dla nich bardzo źle.

 Jazda motocykle nie jest tylko przemieszczaniem się z punktu A do B. Ma w sobie coś nieposkromionego i dzikiego. Niektórzy motocykliści mają w sobie nieco więcej tego szaleństwa i mają do tego pełne prawo. Na szczęście na razie nikt im nie może tego zabronić.

Andrzej Sitek

%d bloggers like this: